Do lasu na kawę z Coffee Tea Trip

Picie kawy, a już z pewnością rytuał jej parzenia nie kojarzy się nikomu z lasem. Choć sama kawa uchodzi za nieodzowny element planu dnia, pijemy ją o różnych porach i na różne sposoby to niewiele osób mogłoby się pochwalić własnym zestawem do przelewowego parzenia kawy pod gołym niebem.

Z pewnością jeszcze mniej osób wsiada na rower i wyrusza w dłuższą drogę, by móc delektować SIĘ smakiem wydobytym z ulubionych ziaren kawy. Zielonogórzanie Kora i Wojtek robią to regularnie. Piją kawę w lesie

Na początku był rower!

Wszystko zaczęło się od miłości do jazdy na rowerze. Rower był dla naszych bohaterów głównym środkiem transportu, ale też sposobem na spędzanie wolnego czasu. Korę i Wojtka można było spotkać na ulicach Zielonej Góry podczas jazdy tandemem. Tak, tak, to nie pomyłka. Ten popularny sto lat temu model dwuosobowego „kurtuazyjnego” roweru, który obecnie jest zapomniany, na ulicach zielonego miasta zawsze budził ciekawość przechodniów.

Oprócz tandemowych przejażdżek w równym tempie i jazdy na rowerze miejskim, u Wojtka pojawiła się fascynacja ostrym kołem. I to jest prawdziwa ostra jazda!

Ten typ jednośladu posiada najprostszy napęd, który sprawia, że nie można przestać pedałować. Ponadto, nie ma przerzutek i hamulców, więc żeby się zatrzymać, trzeba odpowiednio stopniować siłę nacisku nóg lub stanąć na pedałach – jednak to wymaga od użytkownika zaawansowania. Rowery spod znaku ostrego koła charakteryzują się lekkością i możliwością indywidualnego montażu poszczególnych elementów, ale tym, co zwolennicy tego typu modeli cenią najbardziej, jest większe scalenie z pojazdem. I tak wycieczki za miasto, dla Kory i Wojtka, zaczęły przeradzać się w dłuższe i ciekawsze tripy. Buszowanie wśród gęstych lubuskich lasów, eksplorowanie bliższych i dalszych zakątków, poznawanie zabytków oraz relaks na hamaku stały się frajdą, dzięki której życie nabrało rumieńców.

Leśna ceremonia

Kora zawsze lubiła pić kawę i choć jej mąż na początku nie pił wcale, długo był typem poszukującym, to ostatecznie znalazł swoich faworytów wśród niezliczonych rodzajów ziaren kawy. Przeszedł na małą czarną, puszczając w niepamięć mleko i cukier. Nie było wyjścia. Rower i kawa musiały znaleźć punkt zborny. Wojtek zainspirowany modą z USA, według której ludzie rano przed pracą spotykają się, aby napić się kawy w plenerze, zaczął parzyć kawę podczas wycieczek rowerowych. I tak fascynacja czarnym trunkiem przerodziła się w coś więcej. Choć nasi kawosze nie uważają się za znawców kawy, to ich wiedza na temat alternatywnych sposobów parzenia ziarenek jest bardzo rozległa.

Po wielu próbach odnaleźli swój ulubiony smak kawy, która jest delikatna, herbaciana i klarowna. Z czasem zdali sobie sprawę z tego, co jest dla nich ważne i co mogą zrobić, aby ulepszyć proces parzenia w plenerze. Po pierwsze, sposób zaparzania, czyli drip. Dzięki tej nieskomplikowanej metodzie i użyciu odpowiednio dedykowanego zaparzacza, kawa na świeżym powietrzu smakuje wyśmienicie. Po drugie, aeropress. Jest to małe i lekkie urządzenie, które działa jak strzykawka. Zmieloną kawę zalewa się wodą, a następnie pod ciśnieniem przeciska przez filtr, pozbywając się przy tym fusów.

Dzięki zastosowaniu tych dwóch alternatywnych metod parzenia, kawę można wypić w dowolnym miejscu na świecie!

Po trzecie, niezbędny jest sprzęt, który pozwoli przygotować gorący napój, jakiego oczekujemy. Co ciekawe, wcale nie potrzeba dużo akcesoriów. Na każdą wycieczkę Kora i Wojtek pakują dzbanek, młynek i filtry – mogą być papierowe, ale prawdziwym hitem są te wielokrotnego użytku, które po złożeniu mieszczą się w zamkniętej dłoni. Oczywiście nie obejdzie się bez małej kuchenki gazowej, która zapewni gorącą wodę. Po czwarte, clou programu, czyli kawa. Jakość kawy, którą wybiera ta para, stanowi gwarancję smaku i aromatu. Są to ziarna jakości ‘speciality’, opatrzone logo fair trade. Po piąte, ceremonia. Okazuje się, że kawa sama w sobie nie musi być celem. Cały proces przygotowania i oczekiwania na efekt końcowy też może być bardzo przyjemny. Celebrowanie tych chwil zamyka się osławionym już „tu i teraz”, ale tak – zatrzymanie się w danym momencie i praktykowanie uważności, wpływa kojąco na nasz organizm. Warto ten nawyk kultywować zwłaszcza na łonie natury, ponieważ wtedy nasze zmysły budzą się do życia ze zdwojoną siłą.

Przyjaciele, blog, biwaki i pies w plecaku

Po co to wszystko? Dla relacji z drugim człowiekiem. Oprócz oczywistych korzyści z jeżdżenia na rowerowe wycieczki i picia kawy w środku lasu, najważniejsze są te związane z bliskością z innymi ludźmi. Poza tym, że można w tak fantastyczny sposób spędzać czas z ukochaną osobą i uzupełniać luki, które powstają w ciągu tygodnia ze względu na kierat codziennych obowiązków, to można zaprosić do swojego świata przyjaciół oraz poznać mnóstwo nowych osób i to z całego świata. Musimy jednak wrócić do początku. Kiedy Wojtek stwierdził, że rowerowe wypady połączone z kawową ceremonią to świetny sposób na spędzanie wolnego czasu, zaczął namawiać znajomych na wspólne wycieczki. A że jest także fotografem i aparat jest jego wiernym towarzyszem, każdy wyjazd był uwieczniany i to w tak pięknych kadrach, że obrazy mówiły same za siebie. Wtedy właśnie powstał pomysł na bloga o nazwie Coffee Tea Trip. Nadmienię, że słowo ‘herbata’ nie jest tu przypadkowe, bo na początku nasi bohaterowie eksperymentowali też z parzeniem herbaty, jednak to kawa pozostała „tą jedyną”.

W miarę upływu czasu zmieniło się coś jeszcze – hamak został narzędziem wykorzystywanym także jako miejsce noclegowe. Idea nocnego biwakowania zaczęła być wdrażana w życie. I choć Kora rzadziej śpi pod gołym niebem to Wojtek i jego kompani w tej kwestii przodują. Popularność bloga i przygód ludzi, którzy parzą kawę tam, gdzie się zatrzymają, rosła z dnia na dzień i przyczyniła się do poszerzenia grona ludzi, którzy kochają rowery i biwaki. Na pewno pomogły także wyjazdy na branżowe eventy. BIKE DAYS Festiwal Filmów Rowerowych, Patchcamp czy spotkania na Welodromie to przykładowe imprezy, które integrują rowerowe środowisko. Udział w wydarzeniach organizowanych poza naszym regionem sprawił, że Wojtek przyłączył się do inicjatywy Swift Campout i zaczął organizować zjazdy rowerowe w pierwszy weekend lata. W taki sposób zasięg znajomych, którzy nigdy wcześniej znajomymi nie byli, zaczął się powiększać.

I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze, że możesz usiąść na łące, z kubkiem pysznej kawy i pogadać z człowiekiem, który ma taką samą pasję jak ty, wymienić się doświadczeniami i refleksjami na temat pragmatycznych informacji oraz zaplanować wspólny wyjazd.

Last, but not least – podróżowanie na rowerze z psem nie jest niemożliwe! Doskonałym przykładem tego jest Kierda, najszczęśliwszy pies świata i oczywiście członek rodziny. Wojtek pedałuje z Kierdą na plecach. Pojemny i wygodny plecak pozwala psiej pupilce podróżować z pyszczkiem na powietrzu. Wszyscy wiemy, że wybiegany pies to zadowolony pies. Po dotarciu do celu psiak eksploruje teren, a państwo parzą kawę. Układ idealny.

Rowery są fajne. Natura jest zdrowa. Picie kawy jest smaczne. Poznawanie ludzi jest radosne. Więc jeśli chcecie napić się kawy na leśnym runie, pokręcić kółkiem w towarzystwie pozytywnych ludzi, dowiedzieć się ciekawostek z rowerowego i biwakowego świata i poszerzyć horyzonty to odezwijcie się do Kory i Wojtka, a na pewno zafundują Wam przeżycia, które będą przodować w peletonie Waszej osobistej kolekcji wspomnień.

Autor: Kalina Patek