"Między talerzem, a marzeniem" - Czyli Toskania według Ohy-Ahy!

"Pod Słońcem Toskanii" właśnie pod takim szyldem odbyła się kolejna kolacja degustacyjna w zielonogórskiej restauracji Ohy-Ahy. Sale restauracji były wypełnione po brzegi, co nie jest typowe dla gastronomii o tej porze roku. Pytanie dlaczego? Czy to włoska kuchnia i wyjątkowe wina, czy może 'ohy' mają już swój własny pomysł na takie wieczory, a co za tym idzie, niepowtarzalny klimat? Kolacja była prowadzona oraz komentowana przez szefa kuchni (Marceli Szeląg) oraz wybitną somelierkę (Karolina Łucjan). Było Raviolo, Polędwica w sosie Marsala i wyśmienite Pearamisu, ale po kolei...

Niby znane, a wciąż kochane!
Wieczór w Ohy-Ahy był faktycznie, jak podróż w najpiękniejszy region Włoch, ale z odwagą reinterpretacji. Jeżeli choć raz byliście w Toskanii, to wiecie, że kuchnia jest prosta i doskonale znana polakom. Patrząc obecnie za okno, marzymy wręcz o tiramisu, espresso, kieliszku regionalnego wina i aromatycznej kuchni. Szef kuchni (Marceli Szeląg) zaskoczył jednak nie jednym twis... daniem! Zacznijmy w sumie od końca, bo deser skradł tego wieczoru wiele serc.
Pearamisu, czyli autorska wariacja na temat klasycznego deseru, zaskakiwało lekkością i owocową świeżością. Tak jakby ktoś zdjął z tiramisu ciężki płaszcz i pozwolił mu oddychać.
Raviolo? Pojedyncze, ale monumentalne, z płynnym wnętrzem. To proste danie przypominało, że włoska kuchnia potrafi być jednocześnie skromna i spektakularna. Polędwica wołowa w marsali była już czystą opowieścią o głębi. Słodycz sycylijskiego wina redukowana do gęstej, aksamitnej esencji, która nie dominuje mięsa, lecz je podkreśla, jak dobre światło podkreśla rzeźbę.

Dlaczego to 'zawsze' są Włochy?
Toskania fascynuje Polaków, bo jest obietnicą życia, które wydaje się jednocześnie prostsze i pełniejsze. To region zbudowany na paradoksie. Włoska kuchnia trafia w naszą wrażliwość.
Kochamy konkret, ale marzymy o lekkości; cenimy tradycję, ale chcemy, by była podana bez ciężaru ceremonii.
Oliwa zamiast sosu, pomidor zamiast dekoracji, pasta zamiast komplikacji. Może właśnie dlatego włoskie jedzenie w Polsce nie jest egzotyką. Jest fantazją o codzienności, którą chcielibyśmy mieć.

Kluczowy składnik? Ludzie...
Degustacje takie jak ta w Ohy-Ahy działają jak krótka podróż bez jet lagu. Pozwalają wyjść z rutyny i na chwilę zmienić tempo percepcji, ale...! To ludzie robią prawdziwy klimat. Tym razem za inspirujące historie o winie odpowiadała Karolina Łucjan, której z uwagą słuchała cała restauracja. My również.
Kolejna sprawa to team! Ohy-Ahy mogą poszczycić się świetnym zespołem. I kuchnia i sala nie jest doświadczeniem nerwówki, a raczej uśmiechów od ucha do ucha (co widać na załączonym obrazku).
No i kuchnia! Każde danie pojawiało się z własną narracją. W ten sposób między talerzami rodzi się rozmowa, która rzadko zdarza się przy zwykłej kolacji. Ohy pokazują, że fine dining nie musi być onieśmielający. Może być ciekawski, otwarty, wręcz towarzyski. Właśnie dlatego warto na takie wieczory wracać. Nie tylko dla smaków, lecz dla doświadczenia bycia gdzieś indziej.
Trzymajcie się... Oto Ferrari Luce! Elektryczne Grand Turismo według Jony'ego Ive

Ferrari Luce to bezprecedensowy projekt. Samochód, który nie będzie udawał sportowego bolidu, a raczej definiował nowy rozdział dla marki z Maranello. Cztery drzwi, proporcje Gran Turismo i napęd elektryczny, jako fundament nowej elegancji. Luce ma być samochodem codziennym w rytmie Ferrari. Cichym, szybkim wtedy, kiedy trzeba, i zaprojektowanym z myślą o długiej, płynnej podróży, a nie tylko o czasie okrążenia. Właśnie zaprezentowano koncept wnętrza samochodu, które zaprojektował Jony Ive. Człowiek, który był odpowiedzialny za przełomowe produkty marki Apple. Czy ta współpraca może się udać? Sprawdźmy...
"Luce" znaczy...?
Będziemy szczerzy... kiedy zobaczyliśmy rendery wnętrza, nie byliśmy pod szczególnym wrażeniem. Tak, widać tu ikoniczny styl Jony'ego Ive, ale...! Jeżeli widzieliście krążące po sieci wizualizacje, to wiecie, że ich brak realizmu, sprawiał nieco infantylne wrażenie. Przy pomocy sztucznej inteligencji oraz obróbki graficznej, nadaliśmy im tekstur, światła i mikro cieni, które całkowicie zmieniają odbiór wizji legendarnego projektanta.
Luce oznacza światło i to właśnie realizm i gra cieni sprawia, że Ferrari Luce będzie autem przełomowym.
Językiem przewodnim projektu jest redukcja i światło. Współpraca z Jonym Ivem wprowadza do DNA Ferrari myślenie znane z designu użytkowego. Mniej linii, więcej sensu. Forma nie krzyczy osiągami, lecz buduje napięcie detalem, proporcją i precyzją. Luce operuje spokojem, który jest nowym luksusem. Aerodynamika staje się tu niewidzialna, a technologia znika pod powierzchnią czystych, niemal rzeźbiarskich brył.

Moduły i minimalizm
Kabina przypomina przestrzeń zaprojektowaną do myślenia i rozmowy, a nie do walki z przyciskami. Interfejs reaguje na obecność, światło naturalnie prowadzi wzrok, a materiały? Oczywiście jest aluminium, szkło i miękkie tekstylia, które budują relację, nie dystans. Luce nie jest manifestem mocy, lecz manifestem dojrzałości. Pokazem, że przyszłość Ferrari może być elektryczna, ludzka i zaskakująco cicha.
Kierownica Luce, a nawet kształt konsoli zegarów nawiązuje do legendarnego modelu 250 GTO.
Jest jeszcze jeden świetny smaczek. Analogowe moduły sterujące, dzięki którym kierowca operuje parametrami Manettino, mają kształt deski rozdzielczej Ferrari GTO z 1962 roku. To właśnie w takich szczegółach widać geniusz Jony'ego Ive.


"Zjawiskowa prostota"
We wnętrzu Luce uwagę przyciągają konkretne, nieoczywiste rozwiązania, które redefiniują kontakt kierowcy z autem. Kluczyk to świetnie wyważony 'dysk' niosący światło, który po umieszczeniu w konsoli centralnej uruchamia samochód. Podświetlenie kluczyka znika, a auto „budzi się” wraz z użytkownikiem. Genialne!
Wybierak skrzyni biegów to minimalistyczny szklany obiekt, nawiewy to aluminiowe tuby, a konsola środkowa to funkcjonalność w najczystszej postaci.
Zegary centralne prezentują najważniejsze informacje dla kierowcy i znajdują się na wielowarstwowym wyświetlaczu. Cały moduł porusza się wraz z kierownicą, optymalizując widoczność wskaźników i wspierając prowadzenie pojazdu. Przy ekranie systemu infotainment też jest ciekawie. Są dźwignie, toggle switche oraz Multigraph. Ten wielofunkcyjny przyrząd, łączący mechaniczne wskazówki z cyfrową tarczą, wyświetla zegar, kompas lub 60-sekundowy stoper. W trybie Launch Mode automatycznie wyświetla 5-sekundowy stoper.
Podsumowanie
Luce to nie jest opowieść o kolejnym modelu. Koncept pierwszego elektrycznego Ferrari pokazuje, że przyszłość może być elektryczna, ale nie musi być bez emocji. Prędkość nie zawsze mierzy się decybelami, a luksus nie potrzebuje nadmiaru. Ferrari w tej odsłonie nie rezygnuje z tożsamości. Ono ją redefiniuje. Współpraca z LoveFrom i Jony Ive obiła się szerokim echem. Jest wiele głosów krytycznych, ale wyścigu o prestiż nie wygrywa zawsze najlepszy lub najbardziej poprawny design. Wygrywa wizja i odwaga w jej realizacji.
Gotowi? IRIS 4.0 to inteligentna kula AI obserwująca świat... z góry!

Inteligentne głośniki zazwyczaj stoją na kuchennych blatach, półkach na książki lub stolikach nocnych. Zazwyczaj są to plastikowe cylindry i krążki zakopane za roślinami i ramkami ze zdjęciami. Ich mikrofony i głośniki są często częściowo zasłonięte, przez co nadal sprawiają wrażenie gadżetów, które dodaje się do pokoju, a nie jego części.
Nikt nie wie, gdzie tak naprawdę powinny być te urządzenia, więc kończą rozrzucone po każdej płaskiej powierzchni, walcząc o przestrzeń i gniazdka elektryczne.
Formeta Design postanowiło pójść o krok dalej i nadać swojemu smart speaker'owi autorytarny wygląd i pozycję. Naszym zdaniem... pomysł jest innowacyjny, ale i mocno kontrowersyjny. Dlaczego?

Design inny, niż wszystkie...
IRIS to pokryta materiałem kula, która zwisa z sufitu jak lampa. Nie ma szans, że jej nie zauważycie. Koncepcja asystenta AI została zaprojektowana z myślą Industry 4.0, która ma integrować się z nowoczesnymi przestrzeniami mieszkalnymi, stając się infrastrukturą, a nie ozdobą.
Centralne, podwyższone położenie zapewnia IRIS swobodę podczas monitorowania bezpieczeństwa, sterowania dźwiękiem i oświetleniem.
To znaczy, że asystent staje się czymś bliższym architekturze otoczenia niż gadżet na blacie. Wszystko super, ale...! Czy właśnie ta forma i położenie nie przypomina Wam kamery kontrolującej każdy aspekt naszego fizycznego bycia? Oczywiście są ludzie, którzy z uśmiechem na twarzy zawieszą takie cyfrowe oko w swojej kuchni lub salonie. Są też Ci drudzy, którzy przyszłość widzą inaczej...

Czy zaufasz technologii?
Chyba to jest pytanie za milion? Jeżeli chodzi o parametry techniczne to IRIS jest niesamowitym wynalazkiem. Urządzenie łączy wielokierunkowy system audio 6×6+1, który aktywnie „czyta” akustykę pomieszczenia i równomiernie rozprowadza dźwięk z poziomu sufitu. Co to oznacza? Jest inteligentnym asystentem i nastrojowym światłem w jednym, reagującym na obecność użytkownika poprzez subtelny, mechaniczny ruch świetlnego rdzenia.
Brzmi to przyjemnie, dopóki nie zobaczysz projektu w stanie „aktywnym”, kiedy to pas wokół kuli rozstępuje się, a pojawia się świecący rdzeń wewnętrzny, niczym mechaniczna przesłona.
To wyraźny sygnał, że asystent jest obudzony, ale jednocześnie oddaje wrażenie, jakby coś nad Tobą patrzyło i słuchało. No właśnie... tutaj znowu wjeżdża 'dobry' design. Miękka, tekstylna forma, stonowana kolorystyka i brak nachalnego brandingu mają sprawić, że technologia znika w przestrzeni, oferując lepszą słyszalność, spójne brzmienie i wizualny sygnał aktywności. Wszystko, czym jest tak naprawdę IRIS, balansuje gdzieś pomiędzy funkcją, emocją i kwestią zaufania. Co sądzicie?
→ Pokaż swoją markę na The ARQ!
Prowadzisz własny biznes, tworzysz markę lub oferujesz wyjątkowe usługi? The ARQ to kuratorski digital mag oraz agencja storytellingowa. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]
Ola Guzik – „Meta to zawsze najlepsza nagroda!” [Projekt „WENUS”]

Projekt „WENUS” to seria autorskich edytoriali, sesji zdjęciowych, klipów oraz wywiadów, poświęconych kobietom. W The ARQ tworzymy narracje wizualne, edytoriale oraz kampanie PR dla kultowych marek, ale to ludzkie historie 'kręcą’ nas najbardziej. „WENUS” to 12 przedsiębiorczych i absolutnie wyjątkowych kobiet, które stają przed naszym obiektywem. Tym razem na sesję oraz wywiad zaprosiliśmy Olę Guzik.
Biegaczka amatorka z ogromną pasją do ruchu, która swoimi biegowymi doświadczeniami i osiągnięciami dzieli się w mediach społecznościowych. Inspiruje do aktywności, nie boi się wyzwań i konsekwentnie dąży do wyznaczonych celów... najchętniej biegając maratony w różnych zakątkach świata! Ambasadorka marki New Balance, która zawsze z uśmiechem dzieli się swoją autentycznością.


Zacznijmy abstrakcyjnie... co robiłaby Ola Guzik w 2026, gdyby nie biegała?
Z pewnością coś kreatywnego. Nie lubię być zamknięta w jednym schemacie i choć bieganie jest u mnie bardzo usystematyzowane, to podchodzę do niego kreatywnie. Odkrywam nowe rzeczy, nowe bodźce, nowe cele. Mam mnóstwo pasji, które potrafię przekuwać w naprawdę dobre projekty, głównie dlatego, że jestem konsekwentna i uparta.
Widzę siebie prowadzącą własną kawiarnię, może nawet dla biegaczy (śmiech). Albo pracującą w marketingu, choć w pewnym sensie już to robię, budując markę wokół samej siebie. A jeśli chodzi o sportowe wyzwania poza bieganiem, zdecydowanie byłabym pływaczką. Woda to mój żywioł i najlepszy przyjaciel.
Jest taki moment w biegu, po przekroczeniu granicy zmęczenia, kiedy wszystko się upraszcza. Co wtedy zostaje z Ciebie? Ambicja, instynkt, cisza, a może coś zupełnie innego?
Kiedy zaczyna być naprawdę ciężko jedyne, co mi pozostaje, to pogodzić się z tym, że jest ciężko. Muszę dotrwać do końca, niezależnie od tego, czy to trening, czy start. Zostają ze mną ambicja, upór i walka sama z sobą. Totalnie się wyłączam, nie słyszę bodźców z zewnątrz, zostają tylko kroki i oddech, który staram się kontrolować. Tak naprawdę to właśnie wtedy zaczyna się zabawa.
Czasem, gdy czuję się silna, wręcz czekam na ten moment, bo wygrana smakuje wtedy najlepiej. Jest ciężko, ale wiem, że dotrwam, a meta zawsze jest najlepszą nagrodą.


Sport, który uprawiasz to niesamowita dyscyplina. Twoje ciało jest w pewnym sensie narzędziem, komunikatem i marką jednocześnie. Kiedy czujesz, że odzyskujesz nad nim pełną autonomię, a kiedy masz wrażenie, że świat chce je interpretować za Ciebie?
Bieganie jest całym moim życiem, ale potrafię je podzielić na kilka części. Jest bieganie jako ja, ta, która walczy o coraz lepsze wyniki. Jest bieganie jako pasja, którą zarażam osoby biegające na bardzo różnych poziomach. I jest bieganie jako praca, związana z redakcją bieganie.pl.
Ponieważ skupiam się na sobie, na swoich możliwościach i marzeniach, a nie na porównywaniu się z innymi, to czuję, że mam nad sobą pełną kontrolę. Najtrudniej jest wtedy, gdy głowa chce bardzo, a zdrowie nie pozwala.
Wówczas pojawia się poczucie braku kontroli, które potrafi odebrać siły, ale nigdy się nie poddaję i chyba to mnie wyróżnia. Nie muszę być najlepsza na świecie i nigdy nie będę, ale mogę być najlepsza dla samej siebie. Docenianie tego też jest sztuką. Wciąż się jej uczę, ale coraz lepiej mi to wychodzi.
Influencerka to rola, biegaczka to tożsamość. Która z nich częściej Cię chroni, a która częściej odsłania? I czy zdarza Ci się zdejmować obie, żeby pobyć po prostu Olą?
Tak jak mówiłam wcześniej, bieganie ma dla mnie wiele odsłon. Jedna z nich to ta tożsamość, o której mówisz. Ja walcząca o swoje rekordy, trenująca i ścigająca się sama ze sobą. Druga to biegaczka-influencerka, która, mimo wyników, chce pokazywać, że bieganie jest dla każdego. Obie te odsłony są mną w pełni i trudno je rozdzielić.
W mediach społecznościowych dzielę się zarówno Olą walczącą o wyniki, jak i tą, która inspiruje do ruchu. Nie wiem więc, która mnie chroni, a która odsłania, możliwe, że robią to w równym stopniu.
Zdarza się jednak, że zdejmuję obie. Dzieje się to wtedy, gdy jestem wśród najbliższych czy przyjaciół, którzy znają mnie sprzed działalności w internecie i sprzed treningów. Wtedy jestem „starą Olą”. W głębi duszy mam nadzieję, że ten internetowy świat niewiele mnie zmienił.


Jaką prawdę o sobie odkryłaś dzięki bieganiu, której nigdy nie pokazałaś w mediach społecznościowych i być może właśnie dlatego jest najważniejsza?
Jest ich pewnie wiele, ale najważniejsza jest ta, że nauczyłam się doceniać samą siebie. Choć na Instagramie mogę sprawiać wrażenie pewnej siebie, to właśnie bieganie zbudowało we mnie prawdziwe poczucie własnej wartości.
Nie jestem najszybsza, ale dla samej siebie wygrałam. I nie dzięki wynikom, a dzięki temu, że udowodniłam sobie, że mogę być w czymś dobra, mogę się temu poświęcić i przekraczać własne granice. Kiedy dodatkowo widzę, że moja praca jest doceniana przez innych, to jest to dla mnie podwójny sukces.
Biegaczki często postrzega się przez pryzmat dyscypliny i wytrzymałości. Gdzie w Twoim bieganiu jest miejsce na delikatność, czułość, kruchość?
Mam to szczęście, że biegam amatorsko. Jest u mnie przestrzeń na słabość, bo nikt mnie z niej nie rozlicza. Biegam dla samej siebie i to daje mi wolność. W mediach społecznościowych pokazuję swoje małe zwycięstwa, ale też momenty, w których coś nie wychodzi. Jest wtedy żal, smutek i poczucie straty, zwłaszcza gdy długo czekało się na konkretny start i włożyło w niego mnóstwo pracy.
Na końcu jestem jednak tylko dziewczyną, która goni za marzeniami. Świadomą, że droga jest wyboista, ale właśnie dzięki temu satysfakcjonująca. Gdyby wszystko układało się idealnie, szybko doszlibyśmy do sufitu i nie byłoby za czym gonić. Moja kobiecość, czułość i kruchość często objawiają się łzami na mecie, tymi z radości i tymi ze smutku. Każde z nich są dla mnie ważne.



Pierwsza współpraca z marką przyszła wraz z konkretnym wynikiem, liczbą obserwujących, czy medalem na szyi? A może cicho, przez relacje i ludzi, którzy zobaczyli w Tobie potencjał poza statystykami?
Pierwsze docenienie moich działań przyszło od polskiej marki biżuteryjnej Oplotka. Karolina, właścicielka, podarowała mi zestaw biżuterii, który do dziś towarzyszy mi na najważniejszych startach. To dużo dla mnie znaczyło, nie finansowo, ale symbolicznie. Pokazało mi, że mimo sportowego charakteru wciąż jestem postrzegana jako kobieta.
Natomiast pierwszy kontrakt ambasadorski był efektem wspólnej wizji projektu realizowanego przez bieganie.pl i New Balance, który z czasem przerodził się w stałą współpracę. To synergia mojej rozpoznawalności i zaangażowania mojego managementu, z której jestem niezwykle dumna. Bycie ambasadorką takiej biegowej marki to dla mnie ogromne wyróżnienie.
Zastanawiałam się kiedyś, jak to możliwe, że ktoś przez ekran potrafi dostrzec w drugiej osobie wartość poza statystykami. Myślę, że to kwestia autentyczności, a taką właśnie staram się być w internecie. Większe, płatne współprace to już moja praca, energia włożona w tworzenie treści i relacje z odbiorcami, których bardzo chętnie poznaję na żywo, choć wciąż z lekkim zawstydzeniem.


Czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy poczułaś, że Twoje ciało naprawdę Cię niesie, a nie jest projektem do poprawy? Co wtedy się w Tobie zmieniło, jako kobiecie?
Myślę, że był to projekt KieRUNek Londyn, realizowany we współpracy z bieganie.pl i New Balance. Wystartowałam w maratonie razem z olimpijką Asią Jóźwik, pokazując, że konsekwencja, upór i praca nad sobą mogą dać coś więcej niż tylko złamanie trzech godzin w maratonie.
Na mecie poczułam, że otaczają mnie ludzie, którzy mnie inspirują i jednocześnie dmuchają w moje żagle. Udowodniłam sobie, że mogę nie tylko biegać szybko, ale też inspirować inne dziewczyny do marzeń, nie tylko sportowych.
Kieruję się w życiu zasadą, że dobro wraca. I mam cichą nadzieję, że swoją postawą dokładam małą cegiełkę do tego, by kobiety bardziej siebie kochały, przekraczały granice i odważnie walczyły o swoje marzenia.

Zdjęcia: Magazyn The ARQ
„WENUS” – Ola Guzik
MUA: Maja Sobolewska
Miejsce: RUDERA Studio
→ Pokaż swoją markę na The ARQ!
Prowadzisz własny biznes, tworzysz markę lub oferujesz wyjątkowe usługi? The ARQ to kuratorski digital mag oraz agencja storytellingowa. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]
Zapomnijcie wszystko, co wiecie o "parasolkach". Ori to parasol z przyszłości!

Parasol to jeden z tych obiektów, które znikają w tle codzienności... dopóki nie przestają działać. Przez dekady pozostawał niemal nietykalny przez innowację, zamknięty w tej samej logice żeber, materiału i mechanicznych kompromisów. Ori wchodzi w ten schemat bez sentymentów. Wykorzystując zasady origami, inżynierię rodem z laboratoriów MIT i myślenie systemowe znane z projektów NASA. Startup Ori Technologies przepisuje parasol jako strukturę, interfejs i osobiste urządzenie pogodowe. To nie jest poprawiona wersja znanego przedmiotu. To jego nowa definicja. Zobaczcie sami!
150 lat stagnacji...
Projekt nazwany Ori nie jest kolejną iteracją znanego schematu, lecz próbą całkowitego przepisania jego logiki. Bezramowa konstrukcja inspirowana zasadami origami sprawia, że tradycyjna, metrowa czasza zostaje skompresowana do kieszonkowego cylindra o wymiarach 3,5 × 23 centymetry. Ori powstał w oparciu o te same matematyczne zasady składania, które NASA wykorzystuje w projektowaniu struktur kosmicznych. Jakość powietrza, prognozy oraz integracja ze smartfonem? Proszę bardzo! Founder Edition dostępne do zamówienia w tym roku! Jak Wam się podoba przyszłość?


Konstrukcja prosto z MIT
Architektura Kluczowym elementem projektu jest opatentowana architektura składania oparta na technologii Miura, dzięki której powierzchnia Ori po rozłożeniu staje się sztywna i samonośna, zachowując przy tym tylko jeden stopień swobody ruchu.
Otwieranie odbywa się jednym płynnym ruchem. Bez oporu, bez mechanicznego chaosu. Kompaktowa konstrukcja formy jest efektem wielomiesięcznych badań nad geometrią zagięć.
Do tego testy materiałowe oraz precyzyjna kalibracja każdego elementu. Zespół zgłosił cztery patenty obejmujące system składania, mechanizm blokujący oraz wewnętrzny rdzeń. Technologiczne zaplecze, które pozostaje niewidoczne, definiuje minimalistyczną sylwetkę produktu.

Technologia zmienia wszystko!
Warstwa fizyczna to jednak dopiero początek. Ori wprowadza do parasola cyfrową inteligencję, wbudowaną bezpośrednio w jego powierzchnię. Zintegrowany wyświetlacz prezentuje dane dotyczące jakości powietrza w czasie rzeczywistym (AirSense), reaguje wizualnie na pogodę lub nastrój użytkownika (MoodShift).
Co więcej, umożliwia personalizację palet kolorystycznych (Display Aura) oraz pozwala na otwieranie i zamykanie jednym dotknięciem dzięki funkcji Smart Touch.
Co to oznacza w praktyce? Po raz pierwszy od 150 lat parasol zyskuje interfejs. Staje się responsywną powierzchnią i dialogiem między użytkownikiem a otoczeniem. Premiera pierwszych egzemplarzy Founder Edition zaplanowana jest na 2026 rok. To moment, w którym przedmiot niezmieniany od ponad 150 lat otrzymuje nową tożsamość
→ Pokaż swoją markę na The ARQ!
Prowadzisz własny biznes, tworzysz markę lub oferujesz wyjątkowe usługi? Postaw na storytelling wizualny! Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]
POZNAJE - Dwa poziomy pyszności! [Gastro Koncept]

Gastro Koncept to seria, w której prezentujemy Wam najciekawsze i najbardziej inspirujące pomysły na markę gastronomiczną w Polsce. Tak, więc jeżeli prowadzicie lub planujecie otworzyć własne gastro, to w tej serii zobaczycie, jak robią to najlepsi w kraju. W najnowszym odcinku (link na końcu artykułu) odwiedzamy Poznaje mieszczące się w Starym Browarze.
Poznaje to 2-poziomowa perełka na mapie Poznania. Piekarnia, restauracja, kawiarnia oraz bar.
W odcinku zobaczycie detale wnętrza, które skradło nasze dizajnerskie serducha, rzemieślnicze kanapki, podpłomyk i... Danish. Danish z prażonymi jabłkami, który równie dobrze mógłby być Rolls-Roycem!




Kolor, marka, kuchnia!
Świetnie zaprojektowana marka i autorska kuchnia Jarosława Kina, polskie składniki i kulinarna kreatywność najwyższych lotów. To chyba wystarczająca zachęta prawda? Zanim tu trafiliśmy to właśnie menu i dbałość o markę, komunikację przykuła nasze oko. Zresztą już Instagram zdradza, że znajdziecie tu mnóstwo dobroci. Marka? Bardzo ciekawy znak typograficzny, niejako przecięty, mieszający w sobie różną stylistykę czcionki.
Oprócz tego kontrastowy niebieski kolor, który pojawia się w wielu miejscach. Od ścian, dekoracje, aż po karty menu, ale...! Kiedy trafiamy na miejsce, to okazuje się, że jest oczywiście cegła, bo jesteśmy przecież w browarze, ale pierwszy kolor, jaki uderzy nas w oczy, to krwista czerwień. Resztę zobaczcie w odcinku poniżej!
https://youtu.be/4kxlkBLA-58?si=OjGaEXFUJWiD6wx1
→ Pokaż swoją markę na The ARQ!
Prowadzisz własny biznes, tworzysz markę lub oferujesz wyjątkowe usługi? Postaw na storytelling wizualny! Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]
Hyatt Place Kraków - Urban Jungle i 3 przystanki od centrum! #thearqplaces
Miasto ma swoje tempo, ale nie każdy chce żyć w jego środku. Są takie hotele, które tworzą genialny punkt równowagi. Zapraszamy na kolejny edytorial z serii #thearqplaces, w których prezentujemy Wam najpiękniejsze hotele i apartamenty w Polsce. Tym razem odwiedzamy Hyatt Place w stolicy królów. To miejsce, które łączy dwa światy. Z jednej strony oddech i przestrzeń, z drugiej świetny design i komunikacja z miastem.
Dwa światy i genialny design!
Hyatt Place Kraków funkcjonuje na styku dwóch światów. Z jednej strony mamy Błonia, oddech zieleni i przestrzeń, która pozwala zwolnić. Z drugiej, miasto w zasięgu kilku minut, trzy przystanki tramwajem od kultury, historii i nocnego pulsu Krakowa. To hotel zaprojektowany jak drugi dom.
Nowoczesny, wygodny, bez zbędnego dystansu. Hyatt Place to stosunkowo nowe miejsce na mapie Krakowa, ale do samego wejścia robi świetne wrażenie.
Ze względu na swoją lokalizację, Hyatt to miejsce, w którym dzień może zacząć się ciszą i spacerem, a skończyć w centrum wydarzeń. Dokładnie wtedy, gdy masz na to ochotę. Chyba że zdecydujemy się zostać w jego przytulnych wnętrzach. Przemyślany design, klarowne formy i spokojna paleta barw tworzą przestrzeń, w której łatwo złapać oddech, ale...! Są też neony, artystyczny flair, fantastycznie zaprojektowane pokoje oraz ZOOM lounge & bar, ale po kolei!






Pokoje Hyatt!
Każdy z 216 pokoi został zaprojektowany tak, aby łączyć funkcjonalność ze stylem. W pewnym sensie pokoje Hyatt przypominają po prostu małe mieszkanka. Znajdziemy tu osobne strefy do pracy, relaksu i odpoczynku. Oprócz tego szybkie Wi-Fi i smart TV, jako standard.
Duży plus za materiały i funkcjonalność, o której tak sporo się TYLKO mówi. Nasz pokój był zaprojektowany w taki sposób, że praca z komputerem to była przyjemność.
Mogliśmy odpocząć na łóżku typu King Size, pracować przy biurku lub siedzieć na sofie z funkcjonalnym stolikiem na tablet lub komputer. Wszędzie jest dużo przyjemnych materiałów. Żaluzje, szprosy, obicia... sporo się dzieje! Łazienka to również kawałek przytulnej przestrzeni. Eleganckie baterie, zielone płytki i biel.

Lounge, Bar i... Urban Jungle!
Zjeżdżamy windą na dół i trafiamy do hotelowego lounge. Jest gdzie usiąść, strefa wind i recepcji to neonowo-loftowy styl z czytelnymi tablicami informacyjnymi i ciekawą 'miedzianą' ścianą. Idąc kilka kroków dalej, znajdziemy strefę na odłożenie bagażu, sofy, biurka z komputerami oraz bar. Wszystko w otoczeniu nietuzinkowego dizajnu.
Bez wątpienia centralną częścią parteru Hyatt jest pięknie podświetlony bar z drewnianym obiciem. Nie da się go nie zauważyć!
Wszystkie strefy, przy których możemy odpocząć, są tak naprawdę umiejscowione w koło konceptu ZOOM. W koło, ponieważ bar, który znajduje się w centrum lounge space, przypomina wyspę. Możemy usiąść tu z każdej strony, naładować telefon lub obejrzeć wiadomości. Wszędzie ciekawe detale i przemyślana estetyka.

Motyw Urban Jungle jest tu czymś więcej niż estetycznym zabiegiem. To idea, która prowadzi gościa przez wnętrza inspirowane zielenią, światłem i naturalnymi teksturami. Roślinność, organiczne materiały i miękkie linie równoważą miejski charakter Krakowa. Co to znaczy? Odnosimy wrażenie azylu pośród urbanistycznego zgiełku. Hyatt to hotel, który pozwala poczuć miasto, nie tracąc kontaktu z naturą.


Kuchnia ZOOM
Restauracja ZOOM działa w rytmie miasta, ale bez pośpiechu. To kuchnia swobodna, miejska, oparta na sezonowości i lokalnych produktach, które spotykają się tu z dobrze znanymi, międzynarodowymi formami.
Menu restauracji jest elastyczne. Są lekkie przekąski, zielone kompozycje oraz pełniejsze, współczesne dania, które nie potrzebują definicji.
Zresztą, prace kuchni można nieco podejrzeć, ponieważ jest pół otwarta. Jest też patio. Kolejna, inna i bardzo ciekawa strefa, gdzie możemy zjeść śniadanie, lunch lub kolację. Jest ciepło, nowocześnie i bezpretensjonalnie. Jedzenie? My skusiliśmy się na kieliszek czerwonego wina, kaczkę i tatara i wszystko, co dostaliśmy na talerzu, było pyszne. Duży plus za pyszną focaccię i masło. My lubimy proste rzeczy ;)




Podsumowanie...
Luty i marzec w Krakowie to czas niedopowiedziany i właśnie dlatego pociągający. Mniej turystów, więcej przestrzeni dla siebie. Galerie, kawiarnie i muzea odzyskują intymność, a miasto pokazuje swoją spokojniejszą, bardziej lokalną twarz. Hyatt Place jest idealnym punktem odniesienia, takim ciepłym, zielonym zapleczem dla miasta, które jeszcze nie krzyczy sezonem! Sprawdźcie koniecznie!
→ Pokaż swoją markę na The ARQ!
Prowadzisz własny biznes, tworzysz markę lub oferujesz wyjątkowe usługi? Postaw na storytelling wizualny! Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]
MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny produkt! [Recenzja]
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most1.jpg)
Zwróciliśmy uwagę na ten produkt kilka miesięcy temu, ale dopiero teraz mieliśmy okazję go sprawdzić. A więc...The ARQ bierze pod lupę MOST elements i postaramy Wam się opowiedzieć jak najwięcej o tym, czym są suplementy z kategorii superfoods. Na wstępie... wersja Plant Protein, którą otrzymaliśmy od producenta, idealnie wpisuje się w nasz nowoczesny rytm dbania o ciało. Edytorial powstał dzięki marce MOST, która przysłała nam produkt, natomiast nie miała ona wpływu na jego treść. To ważne... bo mamy sporo do powiedzenia!
Branding & PR siedzi!
MOST to polska marka stworzona przez dwójkę przyjaciół (Jan Kozakiewicz & Krzysztof Janas). Już sam fakt, że entuzjaści sportu i zdrowego stylu życia nie mogli znaleźć idealnego produktu dla siebie, czyni MOST historią wartą opowiedzenia.
Na początku relacji marka/klient zazwyczaj jest marka. Jeśli jest dobrze 'skrojona' to jest już mocno z górki i tu trzeba jasno powiedzieć, że MOST'a ciężko nie zauważyć.
Social media, komunikacja, tone of voice oraz product design jest tu naprawdę na najwyższym poziomie. Tak naprawdę to wyrazisty i sprytnie zaprojektowany brand zwrócił najpierw naszą uwagę. W tym miejscu solidne brawa dla zespołu podpunkt) z Warszawy. Chociaż mamy 2 drobne uwagi, o których za chwilę, to bez wątpienia jest to przykład świetnie zaprojektowanej identyfikacji.
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most3.jpg)
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most2.jpg)
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most6.jpg)
"Wiadro", zestaw, doświadczenie...
Pytacie czym jest wiadro? To potoczna nazwa opakowania produktu nadana przez społeczność marki, ale po kolei... W naszej paczce znalazło się opakowanie z Most-In-One Daily Nutrition + Plant Protein, folderem, stylową łyżeczką/miarką oraz bidon. No i proszę Państwa... najwyższa półka.
MOST wita swoich odbiorców świetną komunikacją oraz naprawdę fajnym doświadczeniem Unbox. Samo 'wiadro' jest bardzo estetyczne i czytelne, ale cała reszta zasługuje na 5-tkę z dizajnu!
Jeżeli dla kogokolwiek ma to jakieś znaczenie, a dla nas ma, to na kuchennym blacie nie ma wstydu. Na rynku jest wiele produktów, które wyglądają niczym odpust z neonami. MOST się do nich nie zalicza! Pierwsza z naszych uwag dotyczy wiadra... trzeba nabrać niezłej wprawy, żeby sprawnie otwierać i zamykać opakowanie z produktem. Dlaczego? Bo jest naprawdę dobrze spasowane. Ma to pewnie związek z przechowywaniem, natomiast wydaje nam się, że kolejne iteracje mogłyby rozwiązać ten problem.
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most8.jpg)
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most6a.jpg)
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most6b.jpg)
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most4.jpg)
Bidon, choć absolutnie prosty w swojej konstrukcji, to spełnia swoją funkcję i jest przy tym nośną reklamą produktu, ale...! Nasza druga uwaga dotyczy jego dizajnu, a dokładniej obrandowania. Na froncie mamy fajną wersję alternatywną logo a z tyłu miarkę, która wyznacza nam porcję 400 ml. Możemy podpowiedzieć, że gdyby logo marki na froncie zrównało się z kreseczką 400 ml to użytkownik miałby w pewnym sensie miarkę z dwóch stron. To drobny zabieg, ale można go wykorzystać w komunikacji i na pewno wpisuje się w koncept clever design, a MOST jest dla nas clever!
Czysty skład. Zauważalne efekty!
Powiedzmy najpierw 2 słowa o tym , czym jest MOST z białkiem? To kompleksowy i naturalny blend pełnowartościowych greens, superfoods, adaptogenów⁺, grzybów, witamin z grupy B, C i D oraz składników mineralnych i enzymów trawiennych z dodatkiem 14 g białka roślinnego. W teorii MOST zastępuje wiele suplementów i uzupełnia luki żywieniowe. Co oferuje?
Przede wszystkim czysty skład, przemyślaną formę i smak, który nie konkuruje z codziennymi rytuałami, a raczej je wspiera.
To produkt dla tych, którzy traktują regenerację i odżywianie jako część stylu życia, a nie chwilowy trend. Wystarczy, że spożywamy go codziennie i po kilku dniach zauważymy rezultaty w postaci lepszego snu, regeneracji, pracy jelit i skupienia. W dłuższej suplementacji producent mówi wprost o zwiększonej odporności i lepszym zdrowiu. Duży plus za czysty skład. Mamy tu tylko 97 kcal w porcji, brak cukru i sztucznych barwników. Oprócz tego vegan friendly i gluten free.
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most4b.jpg)
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most5.jpg)
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most7.jpg)
Jak smakuje, jak działa?
Na pewno jak matcha! Trzeba też powiedzieć, że naprawdę fajnie się rozpuszcza, ale zawsze wyczujecie ten charakterystyczny smak. Są też suszone owoce jabłka i spirulina, natomiast wersja z białkiem ma smak delikatnej wanilii. Zdajemy sobie też sprawę, że smak i konsystencja nie przypadnie każdemu do gustu, ale jest to znacznie zdrowsza i wygodniejsza alternatywa, niż łykanie 12 tabletek rano. Co zauważyliśmy po kilku dniach?
Nasza praca to spora dawka pracy przy komputerze, wysokie tempo, jazda samochodem, posty godzinowe i... treningi!
Do tej pory próbowaliśmy produktów innej, globalnie znanej marki (takiej z białym bidonem), ale niestety nie działał on w naszym przypadku poprawnie. Roślinne białko kończyło się wysypką i wzdęciami. MOST to głównie białko grochu i białko ryżu, ale efektów ubocznych nie zauważyliśmy żadnych. Oprócz ciepłej wody z samego rana, MOST jest pierwszym 'posiłkiem', który pojawia się w naszym poście godzinowym. Efekty? Na pewno zauważyliśmy lepszą regenerację po treningu, poprawiony focus i zdecydowanie lepszy sen. Z tym był problem od dłuższego czasu i nie powiemy Wam, który magiczny składnik zadziałał, ale śpimy lepiej! Tak więc, warto!
Podsumowanie i kod -10%
Na pewno widzieliście reklamy innych magicznych suplementów, jeden z nich krąży ostatnio po sieci, jak wściekły i jest sygnowany twarzą gwiazdy futbolu, ale...! Dlaczego mielibyśmy polecić zagraniczny produkt, kiedy dwójka polaków zrobiła produkt fenomenalny. MOST jest również pierwszym białkiem, które chcemy zamówić ponownie! Odżywki białkowe to temat na esej, ale tym razem gorąco zachęcamy do spróbowania tego suplementu. Korzystając z kodu "THEARQ" dostaniecie dodatkowe -10% na pierwsze zamówienie. You're Welcome!
![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most9.jpg)
→ Pokaż swoją markę na The ARQ!
Prowadzisz własny biznes, tworzysz markę lub oferujesz wyjątkowe usługi? Postaw na storytelling wizualny! Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]
Oto zwiastun "Władców Wszechświata"! Czy nowy He-Man podbije serca fanów?

"Mocy przybywaj!" krzyczał chyba każdy chłopiec pokolenia lat 80. He-Man był kultową bajką i właśnie doczekaliśmy się jego nowej ekranizacji. Nowy zwiastun „Masters of the Universe” przywraca He-Mana w monumentalnym, współczesnym wydaniu. Pierwszy zwiastun prezentuje nam skalę, sporą dawkę mroku i mitologii Eternii, ale z wyraźnym ukłonem w stronę oryginału. Trailer pokazuje genezę mocy, konflikt dobra ze złem oraz ikoniczne postacie w nowej, kinowej estetyce.
Nie będziemy ukrywać. He-Man to bajka naszego dzieciństwa, więc jaramy się tym bardziej, że zwiastun wygląda naprawdę dobrze!
Rolę He-Mana oraz Księcia Adama zagra Nicholas Galitzine, który wciela się w legendarnego bohatera walczącego o obronę Eternii. Jest też Szkieletor. Główny antagonista, złowrogi czarodziej o twarzy kościotrupa, pragnący zawładnąć Castle Grayskull oraz światem. Tym razem grany przez Jareda Leto (w technice motion capture i głosem).
https://www.youtube.com/watch?v=SnWnFUcBL_0



He-Man to coś więcej niż bajka! To kulturowy kod kilku pokoleń, opowieść o sile, odpowiedzialności i transformacji, która dorastała razem z widzami. Dziś wraca nie jako nostalgia, ale jako mit na nowo opowiedziany. Fabuła? Być może nasi młodsi czytelnicy nie mają pojęcia na czym polega Hype, ale spieszymy z odpowiedzią...






Geneza He-Mana!
W nowym filmie „Masters of the Universe” fabuła kręci się wokół księcia Adama, który jako dziecko został rozdzielony ze swoim magicznym Power Sword i wysłany na Ziemię. Po 15 latach bohater musi odnaleźć swój magiczny miecz i wrócić na swoją rodzinną planetę Eternię, by odkryć swoją prawdziwą tożsamość jako He-Man, czyli najpotężniejszy człowiek we wszechświecie.
I to wszystko widać jak na dłoni w nowym zwiastunie. To, co za dzieciaka było dziełem rysowników i techniki po klatkowej, nabiera epickiego wymiaru i wygląda świetnie!
Oczywiście nie będzie tak łatwo! Eternia leży zniszczona pod tyranią złowrogiego Szkieletora, a Adam wraz z sojusznikami (Teelą i Duncanem), wyrusza w epicką walkę. Wszystko, aby ocalić świat, swoją rodzinę i odzyskać dobro. To opowieść o powrocie do przeznaczenia, walce dobra ze złem i odnalezieniu mocy, która czai się w każdym z nas. Premiera nowego filmu „Masters of the Universe” została ustalona na 5 czerwca 2026 roku. Oh yes!
Nowe Volvo EX60 - Jest piękne, ultra bezpieczne i przejedzie ponad 800 km!

Szwedzi znowu to zrobili... Właśnie zaprezentowano nowe rodzinne Volvo i...? Jest piękne, elektryczne, ultra bezpieczne i funkcjonalne. Nowe Volvo EX60 to elektryczna redefinicja codziennej mocy. Skandynawski minimalizm, inteligentne systemy bezpieczeństwa i technologia, która myśli, zanim Ty zdążysz. Zeroemisyjne serce, software w centrum doświadczenia i design, który nie potrzebuje krzyku, by robić wrażenie.
Przyszłość, zaprojektowana po ludzku.
Nowości? Inteligentne pasy reagujące na sytuację, ukryte klamki z haptycznym feedbackiem, architektura oparta na stałej łączności z infrastrukturą i moc, która jest płynna i nieagresywna. Nowe Volvo EX60 to pierwszy model Szwedów zbudowany od podstaw na dedykowanej platformie elektrycznej SPA3, która nie jest tylko adaptacją „spalinowej” architektury, ale czystym fundamentem projektowanym pod EV. Od rozkładu baterii po układ napędowy i strukturę nadwozia.
Kluczowym elementem tej architektury jest technologia „cell-to-body”, czyli integracja pakietu baterii z konstrukcją nośną podłogi pojazdu.
Taki zabieg zwiększa sztywność, obniża masę i pozwala upchnąć więcej energii w minimalnej przestrzeni. Dzięki temu EX60 osiąga do 810 km zasięgu (WLTP), ma zwarty, nisko położony środek ciężkości i bardzo efektywną dynamikę jazdy. Na pokładzie znajdziesz też napięcie pokładowe 800 V, ultraszybkie ładowanie do 400 kW, oraz opcje napędu od 275 kW (374 KM) w wersji RWD po 500 kW (680 KM) w topowym AWD. Wszystko zaprojektowane od zera tak, aby maksymalizować wydajność, wydłużać zasięg i podnosić komfort jazdy.



Wnętrze EX60 to manifest "Scandi Design"
Każde Volvo miało piękny środek, ale to, co Szwedzi prezentują w ostatnich latach jest bliskie perfekcji. Deska rozdzielcza jest spokojna i uporządkowana. Znajdziemy tu intuicyjne schowki z praktycznymi rozwiązaniami na drobiazgi w konsoli środkowej i podłokietniku. Inteligentne fotele, zagłówki, niezwykle ciekawe kontury drzwi oraz panoramiczny dach.
Technologia w EX60 jest subtelna, ale potężna! Nowa kierownica o responsywnym charakterze z fizycznymi przyciskami współgra z dużymi ekranami i systemem infotainment z Gemini.
Ta z kolei, rozumie naturalne komendy i uczy się Twoich preferencji. Kabina nowego Volvo oferuje zaawansowane systemy dźwięku Spatial Audio by Bowers & Wilkins, kontrolę klimatu i materiały o wysokiej jakości wpisujące się w filozofię „cichego luksusu”. Zwróćcie też uwagę, że jest to kolejne wnętrze, kolejnego modelu, które jest na swój sposób unikalne. Volvo nie idzie w kierunku 'kalki' dla wszystkich nowych modeli, co wyraźnie widać u konkurencji.


One more thing... safety first!
Możecie tego nie wiedzieć, ale to właśnie Volvo w 1959 roku stworzyło trzypunktowe pasy bezpieczeństwa. Co kluczowe, udostępniło patent całemu światu, stawiając bezpieczeństwo ponad zysk. Wraz z premierą EX60 marka wprowadza światowej klasy, wieloadaptacyjne pasy bezpieczeństwa.
System, który w czasie rzeczywistym analizuje dane z czujników pojazdu i dostosowuje siłę oraz reakcję pasa do Twojej budowy ciała, pozycji siedzenia i scenariusza kolizji.
To ogromny krok od tradycyjnej technologii pasów bezpieczeństwa! Zamiast jednego ustawienia, technologia oferuje wiele profili ochrony, personalizując bezpieczeństwo dla każdego pasażera i zwiększając skuteczność w różnych sytuacjach.










![MOST elements - Czysty skład, polska marka i świetny PR! [Recenzja]](https://thearq.pl/wp-content/uploads/2026/01/most1-uai-258x172.jpg)

