"Spójrz mi prosto w ekran" - Czyli Apple wchodzi do Twojego domu z HomeView!

"Spójrz mi prosto w ekran" - Czyli Apple wchodzi do Twojego domu z HomeView!
source: Apple

Apple od lat udowadnia, że technologia nie musi krzyczeć, żeby przyciągać uwagę. HomeView to koncepcja domowego centrum sterowania, które łączy funkcje inteligentnego asystenta, komunikatora i panelu zarządzania ekosystemem smart home. Minimalistyczna forma, dopracowany interfejs i integracja z urządzeniami Apple wpisują się w dobrze znaną filozofię marki. Technologia ma być intuicyjna, estetyczna i zawsze pod ręką, ale czy nowy produkt naprawdę spełnia tę obietnicę? Spójrzcie na oficjalną reklamę...

https://youtu.be/hkrYiZ_g9tw?si=Gf4NMzQMzQIC4NJ2

Czy naprawdę potrzebujemy kolejnego ekranu w centrum domu?

Smartfony, tablety, telewizory, zegarki. Ekrany towarzyszą nam niemal wszędzie, a dom miał być przecież miejscem, w którym możemy od nich odpocząć. Na oficjalnej reklamie Apple widzimy rodzinę, która nie potrafi praktycznie nic zrobić w porannym pośpiechu bez wykorzystania technologii. Nie potrafi zrobić śniadania, znaleźć kluczy lub wpisać czegoś do kalendarza.

HomeView może ułatwić codzienność, ale może też zamienić kolejną przestrzeń w interfejs, który domaga się naszej uwagi.

Musicie przyznać, że dziwnie się na to patrzy. Z jednej strony fajnie, nowocześnie, ale czy nie lekko na siłę? A może jesteśmy świadkami pierwszej słabej kampanii od Apple? Szczególnie jeśli zamiast pokazać technologię jako dyskretne wsparcie, marka 'sprzedaje ją' przez obraz rodziny, której życie najwyraźniej wymaga jeszcze jednego cyfrowego asystenta. Polega na rozumieniu potrzeb. HomeView może być świetnym produktem, ale jego sukces zależy od tego, czy rozwiąże realny problem, czy tylko stworzy nowy pretekst do korzystania z ekranu.

"Spójrz mi prosto w ekran" - Czyli Apple wchodzi do Twojego domu z HomeView!
source: Apple
"Spójrz mi prosto w ekran" - Czyli Apple wchodzi do Twojego domu z HomeView!
source: Apple
Autor: Krzysztof Skotnicki

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź z odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


Nostalgia czy Przesyt? - Dlaczego płacimy za

Nostalgia czy Przesyt? - Dlaczego płacimy za "brak zasięgu"?

A gdyby tak po prostu zniknąć? Oczywiście nie w sensie dosłownym, ale zacznijmy od początku. Żyjemy w świecie, który myśli za nas. Aplikacja przypomina o piciu wody, zegarek o tym, że czas spać, nasz algorytm wie, jakiej piosenki akurat teraz chcemy posłuchać. Wszystko jest proste, szybkie i wygodne, ale...!

"Powiadomienie o przeciążeniu"

Tego komunikatu nikt nam nie wysłał. Każde z obecnych udogodnień ma swój dźwięk, swoją wibrację. Z każdej strony mimowolnie odbieramy nowe bodźce, odświeżamy, sprawdzamy. Wyczuleni i podświadomie przygotowani.

Znacie odruch sięgania po telefon, nawet gdy kieszeń jest pusta? Eksperci NASK ds. edukacji cyfrowej zauważają, że im dłużej przebywamy w wirtualnym świecie, tym bardziej przywiązujemy się do ciągłego dźwięku powiadomień, wyczekujemy nowych bodźców, przez co nasz organizm jest bez przerwy w trybie alarmowym, na nieustannym głodzie.

Nieosiągalność = Pragnienie?

Pojęcie “luksus” możemy kojarzyć głównie z przepychem, co nie do końca może być już aktualne. Dzisiaj to słowo przechodzi na drugą stronę lustra i nadajemy mu wprost przeciwne znaczenie - spokój. Cisza, natura, brak zasięgu.

Z danych Google Trends wynika, że trend na bycie offline staje się jednym z najczęstszych zjawisk a samo hasło “digital detox” było wyszukiwane niemal trzykrotnie częściej niż w ubiegłym roku.

W świecie, w którym zautomatyzowane mamy praktycznie wszystko, coraz chętniej wybieramy to, co powolne, fizyczne. Jak podaje Shopify w raportach sprzedażowych z czerwca 2026 roku, odnotowano wzrost zainteresowania przedmiotami, które przypominają nam o prawdziwości. Sprzedaż płyt winylowych wzrosła o 40%, analogowych telefonów stacjonarnych o 277%, a płyt CD o 137%.

Coraz chętniej sięgamy też po papierowe notesy, książki. Wybieramy przedmioty namacalne, zamiast tych cyfrowych, świadomie stawiając na rzeczy, które nie są kolejnym “ułatwieniem”.

Nostalgia czy Przesyt? - Dlaczego płacimy za "brak zasięgu"?

Tęsknota przenika do codzienności.

Rynek bardzo dokładnie słyszy naszą zmianę i czyta pomiędzy wierszami. Znikają krzykliwe kolory i migające banery, zamiast nich, pojawiają się stonowane beże, minimalistyczne grafiki i kojąca estetyka. Powstają aplikacje, które ograniczają nasz czas online, domki w samym środku lasu, oddalone pięć kilometrów od najbliższej drogi.

Nostalgia czy przesyt? A może odpowiedź brzmi zupełnie inaczej... wolność! Wolność do tego, aby móc być offline wtedy, kiedy tego potrzebujemy. Wolność do tego, aby wyłączyć się bez poczucia winy. Bez głosu, który podpowiada, aby być dostępnym, w zasięgu ręki i w gotowości do działania. Ekran może na chwilę zgasnąć. To Twoja bateria powinna być naładowana!

Autor: Aleksandra Gołębiewska

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź z odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


Magda Stanisławiak -

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie, jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Projekt „WENUS” to nasza autorska seria edytoriali, sesji zdjęciowych, klipów oraz wywiadów, poświęconych kobietom. Idea? 12 przedsiębiorczych i absolutnie wyjątkowych kobiet, które stają przed naszym obiektywem. Tym razem spotykamy się z Magdą Stanisławiak z FruCeramika.

Magda jest z wykształcenia pedagogiem, a z natury? Kreatywną odkrywczyni, która pomaga przekładać pomysły na materialne formy, ucząc, że tworzenie to coś więcej niż praca z materią. To także przestrzeń do poznawania siebie, rozwijania własnych możliwości i budowania relacji z innymi. W świecie, który nieustannie przyspiesza, Magda zaprasza do zwolnienia, eksperymentowania i odkrywania, ile pięknych rzeczy może narodzić się z odrobiny gliny i otwartej głowy. Zapraszamy do rozmowy!

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Ceramika nie była pierwszym pomysłem na siebie. Co w Twoim życiu musiało się najpierw rozpaść, żeby mogła powstać pracownia?

To nie tak, że coś się rozpadło, ale na pewno przewartościowało. Poprzednia praca z osobami z autyzmem jako terapeutka dawała mi satysfakcję, ale jednak też w pewien sposób ograniczała. Potrzebowałam przestrzeni na twórcze wyrażanie siebie i pracę na własnych warunkach. W tamtym czasie zostałam mamą dwóch świetnych dziewczynek, które są moimi najlepszymi nauczycielkami na świecie. Chciałam być bliżej nich, móc pozwolić sobie spędzać z nimi więcej czasu niż pozwalałaby mi na to poprzednia praca. Uwielbiam przebywać z ludźmi, poznawać ich, dzielić się dobrą energią z nimi przy pracy twórczej. Myślę, że to daje mi duży napęd w życiu.

Glina jest nieprzewidywalna... czasem pęka, odkształca się, nie wychodzi tak, jak planowałaś. Czego nauczyły Cię rzeczy, których nie udało się uratować?

Pokory i cierpliwości! ale też szukania piękna w tym nieidealnym. Na początku mojej drogi pamiętam sytuację, kiedy przy zamówieniu na 15 kubków musiałam ostatecznie zrobić ich około 25, ponieważ tyle z nich mi popękało. Nieziemsko się wtedy frustrowałam. Czułam, że moje starania poszły na marne, a pęknięta glina przypominała mi o moich ograniczeniach. Teraz jest we mnie więcej spokoju w działaniu i w pracy z gliną, potrafię bardziej cieszyć się każdym etapem tworzenia. Choć niestety moja natura zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę czasem nadal wygrywa z wiedzą o tym, że coś może pójść nie tak w procesie. Mam też przekonanie, że każda rzecz, która nie wyszła tak, jak oczekiwałam, czegoś mnie uczy. Tak jak w życiu, tak i w sztuce – nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

W swojej pracowni pracujesz z ludźmi. Czy bardziej interesuje Cię to, co człowiek chce stworzyć, czy to, co przypadkiem wychodzi mu spod rąk?

Uwielbiam, gdy ktoś przychodzi do mnie z pomysłem na coś bardziej niestandardowego niż klasyczna miska czy kubek. Czuję, że zmusza mnie to do poszukiwania ciekawych rozwiązań. Często łączymy wtedy różne techniki, a nawet eksperymentujemy z formą i fakturą. To właśnie w takich momentach czuję, że moja kreatywność dostaje skrzydeł.

Najbardziej niestandardowym projektem była chyba mini fontanna na balkon. Lubię też, gdy przy standardowych projektach w procesie twórczym zachodzą zmiany. Na przykład przy pierwszych doświadczeniach na kole garncarskim prace są często dziełem przypadku. Wiele razy zdarza się, że coś, co miało być kubeczkiem, przekształcało się w coś zupełnie innego. Dopiero w miarę zdobywania doświadczenia można zapanować nad gliną, tak aby to ona poddawała się dłoniom, a nie odwrotnie. Przy pracy na kole często okazuje się, że te nieprzewidziane zmiany mogą być najpiękniejsze, a kształt, który początkowo wydawał się nieudany, w końcu staje się kluczowym elementem projektu.

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Powiedzmy, że dzisiaj postanawiamy nauczyć się pracy z gliną i zrobić swój pierwszy talerzyk... co potrzeba?

Właściwie to tylko chęci. No i materiału. Nie potrzeba do tego ani zdolności plastycznych, ani technicznych. Mam wrażenie, że w przypadkach wielu osób, które trafiają do pracowni, liczy się sam proces tworzenia. Tak więc, jeśli tylko są chęci, to sam proces może być tym, co chce się osiągnąć. Jednak jeśli ktoś naprawdę chce się uczyć to w pracy gliną mamy mnóstwo technik lepienia i zdobienia. Piękne jest to, że każdy ceramik może specjalizować się w czymś innymi, pracując z tym samym materiałem.

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Gdyby ktoś przez jeden dzień miał wykonywać Twoją pracę dokładnie tak, jak Ty, to co byłoby dla niego największym wyzwaniem?

Myślę, że dla każdego mogłoby to być coś innego, choć mam przekonanie, że wszystkie rzeczy "dookoła" są wyzwaniem. Czyli przerabianie 150 kg suchej gliny czekającej w beczce i przegniatanie jej, szlifowanie półek pieca z rozlanego i zastygniętego szkliwa, ustawianie w piecu poszkliwionych prac tak, aby wszystkie się zmieściły, ale żadna się nie dotknęła, a przed tym jeszcze zmywanie szkliwa ze spodów, bo ktoś o tym zapomniał. Sprzątanie bałaganu po toczeniu na kole garncarskim, zastanawianie się jakie nowe szkliwa zaproponować, jakie nowe ciekawostki zamówić i mnóstwo innych rzeczy, których nie widać z perspektywy uczestnika warsztatów albo klienta. To wszystko trzeba zrobić — nie ma wyjścia.

Magda Stanisławiak - "Fascynuje mnie jak sztuka może wpływać na ludzi" [WENUS]

Zlecenie "marzenie"to dla Ciebie...?

Chciałabym stworzyć kiedyś polisensoryczną instalację artystyczną, angażującą właśnie wielozmysłowo jej odbiorców, np. przez dotyk, ruch i dźwięk. Fascynuje mnie, jak sztuka może wpływać na ludzi i jakie emocje w nich wzbudza.

A jeśli chodzi o bardziej przyziemne marzenie, które mam nadzieję w bliskiej przyszłości zrealizować, to mogłyby to być twórcze warsztaty połączone ze swojego rodzaju pracą terapeutyczną np. dla młodzieży. Żyjemy w świecie, gdzie relacja z drugim człowiekiem często odbywa się przez ekran jakiegoś urządzenia, nie wspominając już o kontakcie z naturą, a myślę, że dotyk gliny, planowanie tego, co ma powstać, ugniatanie, tworzenie, eksperymentowanie i możliwość zobaczenia efektu własnej pracy mogą być niezwykle ważnym doświadczeniem.

Zdjęcia: Magazyn The ARQ
„WENUS” – Magda Stanisławiak
Miejsce: Zielona Góra / FruCeramika

→ Skradnij Show z The ARQ!

Kultowe marki są widoczne... Ty też możesz! The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, Pałac i Kraina Wygasłych Wulkanów!

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Nie kupujcie Porsche Panamery GTS... jeżeli oczywiście chcecie nadal mieć motoryzacyjne marzenia! Jest coś niebezpiecznego w samochodach takich jak Panamera. Wsiadasz, przejeżdżasz kilkaset kilometrów, wysiadasz i nagle okazuje się, że spora część samochodów, które jeszcze chwilę wcześniej wydawały się wyjątkowe, stała się po prostu… zwyczajna.

Dzięki uprzejmości Porsche Polska mieliśmy okazję zabrać najnowszą Panamerę GTS na piękną wycieczkę i spojrzeć na nią #okiemdizajnera. To auto, które od lat przesuwa granicę tego, czego oczekujemy od samochodu. Panamera miała być szybka, wygodna, luksusowa, praktyczna i...? No właśnie. Teoretycznie patrzymy na niemożliwe połączenie cech, a jednak Porsche 'dowozi' ten przepis od kilkunastu lat.

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Szalony pomysł i genialne wykonanie!

Kiedy Porsche pokazało Panamerę w 2009 roku, pomysł wydawał się kontrowersyjny. Marka kojarzona przede wszystkim z 911 stworzyła czterodrzwiowe Gran Turismo, które miało być jednocześnie sportowe, luksusowe i gotowe do pokonywania naprawdę dużych odległości. Efekt? Panamera szybko stała się czymś więcej niż kolejnym modelem Porsche. Stała się formą.

Długa maska, cofnięta kabina, opadająca linia dachu, mocno zaznaczone tylne biodra i charakterystyczna tylna klapa stworzyły proporcje, które z czasem zaczęły pojawiać się u kolejnych producentów.

Mercedes ma AMG GT 4-Door, Audi A7, BMW swoje Gran Coupé. Niemal każdy producent premium chciał mieć własną interpretację samochodu łączącego sylwetkę coupé z czterema drzwiami i osiągami samochodu sportowego. Można kopiować proporcje. Można zrobić opadający dach i ogromne koła. Znacznie trudniej skopiować tożsamość. Poniżej możecie obejrzeć nasz odcinek oraz recenzję na YouTube.

https://youtu.be/UWXA-eY6crE?si=-ZQisCHXqDj5q-CE

Nawet sama nazwa dobrze opowiada historię tego samochodu. „Panamera” pochodzi od Carrera Panamericana. Czyli legendarnego, meksykańskiego wyścigu drogowego z lat 50. Liczyła się tam prędkość, dystans, wytrzymałość i droga. Trudno o lepsze źródło inspiracji dla samochodu stworzonego do podróży.

Design, który nie musi już nic udowadniać...

Trzecia generacja Panamery nie jest rewolucją. I bardzo dobrze. Porsche po raz kolejny pokazuje, że dobrego projektu nie trzeba wymyślać od nowa. Nowa Panamera jest bardziej zdecydowana i dopracowana, ale zachowuje to, co od lat stanowi o jej charakterze. Z daleka nadal nie trzeba zastanawiać się, na jaki samochód patrzymy.

W odmianie GTS dochodzą czarne detale, sportowe wykończenie, sportowe zaciski hamulcowe, 21-calowe koła, niepowtarzalne wysuwane podwójne skrzydło oraz charakterystyczne końcówki wydechu.

Najbardziej spektakularnym elementem jest bez wątpienia spoiler. Wielki, luksusowy samochód, który równie dobrze mógłby zaparkować przed 5-gwiazdkowym hotelem, wyposażono w ogromne 3-częściowe skrzydło. Ten technologiczny spektakl jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów odmiany GTS.

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

W środku?

Wnętrze współczesnej Panamery jest oczywiście znacznie bardziej cyfrowe. Mamy cyfrowy kokpit, centralny ekran i opcjonalny wyświetlacz dla pasażera. Ale Porsche na szczęście nie próbuje zamienić całego wnętrza w jeden wielki ekran. W GTS szczególnie dobrze widać połączenie luksusu ze sportowym charakterem. Race-Tex, kontrastowe przeszycia, sportowe fotele i detale GTS tworzą atmosferę, która nie jest ani typowo luksusowa, ani typowo sportowa. Jest nadal sporo rozsądku i chodź selektor skrzyni biegów bardziej pasował nam w konsoli centralnej, to przynajmniej klimatyzacja zachowała fizyczne sterowanie.

Serce... tylko V8!

Panamera GTS otrzymała czterolitrowe, podwójnie turbodoładowane V8 o mocy 500 KM i momencie obrotowym 660 Nm. Napęd trafia na cztery koła przez ośmiobiegową skrzynię PDK, a pierwsze 100 km/h pojawia się po 3,8 sekundy. Najciekawsze jest jednak to, czego w tych liczbach nie ma...

Elektrycznego silnika! GTS zachowała klasyczny, czysto spalinowy charakter. W świecie coraz bardziej skomplikowanych układów hybrydowych czterolitrowe V8 zaczyna być czymś więcej niż jednostką napędową. Jest częścią kończącej się epoki i właśnie dlatego Panamera GTS jest tak interesująca.

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany

Magia odkrywania!

Nie chcieliśmy testować tak wyjątkowej maszyny na ulicach miast! Dlatego zabraliśmy ją na Dolny Śląsk. Najpierw Pałac Brunów, później drogi Gór Kaczawskich i wreszcie Kraina Wygasłych Wulkanów. Krajobraz niemal stworzony dla samochodu o takim charakterze.

Panamera dobrze wygląda przed hotelem. Dobrze wygląda przed restauracją, ale dopiero w trasie zaczyna mieć pełny sens.

To samochód stworzony do przemieszczania się, zmieniania krajobrazów i pokonywania kolejnych kilometrów bez poczucia, że sama droga jest tylko środkiem do celu. To nie jest samochód, który został stworzony po to, żeby stać. Panamera jest stworzona do odkrywania.

Porsche Panamera GTS — V8, pałac i wygasłe wulkany
@pan.odbrandingu

Podsumowanie

Można skopiować sylwetkę, proporcje. Można zrobić własne Gran Turismo, ale Panamera ma coś, czego nie da się wpisać do specyfikacji. Ma własny charakter i być może właśnie dlatego na początku tego tekstu prosiliśmy, żebyście jej nie kupowali.

Są samochody, które spełniają marzenia i są takie, które sprawiają, że wszystkie poprzednie przestają wydawać się wystarczająco dobre. Panamera GTS zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.

The ARQ Transparency Note

Ten materiał powstał w ramach współpracy z marką Porsche, ale...! Marka nie miała wpływu na treść publikacji, opinię redakcji ani finalny charakter materiału. W The ARQ pokazujemy wyłącznie marki, estetykę i produkty, które autentycznie rezonują z naszym światem.

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź z odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


Materia 2.0 - Czy przyszłość będzie zbudowana ze światła?

Materia 2.0 - Czy przyszłość będzie zbudowana ze światła?

Materia 2.0 - Czy przyszłość będzie zbudowana ze światła?
Materia 2.0

A co, jeśli materia, którą dotykamy każdego dnia, wcale nie jest tak odległa od światła, jak nam się wydaje? We wrześniu naukowcy dokonali przełomowego odkrycia. Okazuje się, że atom nie jest tylko atomem, a foton nie jest po prostu fotonem. Zarówno światło, jak i materię można opisywać jako wzbudzenia pól kwantowych. Elektron jest wzbudzeniem pola elektronowego, a foton elektromagnetycznego. Atom jest złożonym układem kwantowym, którego zachowanie wynika również z jego nieustannego oddziaływania ze światłem. Granica pomiędzy „rzeczą” a „promieniowaniem” zaczyna więc wyglądać zdecydowanie mniej oczywiście. Tylko... co to tak naprawdę oznacza i jakie może mieć zastosowanie?

Materia x Światło

Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy światło i materia zostaną ze sobą sprzężone wystarczająco mocno. W odpowiednich warunkach nie musimy już myśleć o nich jak o dwóch oddzielnych obiektach. Powstają hybrydowe stany kwantowe, takie jak polarytony, czyli tzw. quasi-cząstki będące połączeniem wzbudzenia materii i światła.

To nie jest metafora ani futurystyczna teoria. Fizyka potrafi już tworzyć układy, w których światło i materia zachowują się jak jeden wspólny stan.

Nie oznacza to, że atom jest „zrobiony ze światła”. Oznacza jednak, że natura pozwala stworzyć coś, czego nie da się już intuicyjnie przypisać wyłącznie do jednej z tych kategorii. I tutaj coś, co było do niedawna science-fiction, może być elementem naszego codziennego życia. Wyobraźmy sobie, że tę zasadę zamykamy w urządzeniu. Jest rok 2040. Na nadgarstku nosimy niewielki moduł wykonany z odpowiednio zaprojektowanego materiału optycznego. Wewnątrz znajdują się mikroskopijne rezonatory, warstwy półprzewodnikowe i źródło kontrolowanego światła. Co zmieniłoby się wokół nas?

Materia 2.0 - Czy przyszłość będzie zbudowana ze światła?
Interaktywny Chodnik

Rzeczywistość budowana światłem?

Najbardziej niezwykła byłaby zmiana sposobu, w jaki myślimy o przedmiotach. Dzisiaj telefon, samochód czy zegarek są dla nas kawałkami materii, które wykorzystują energię. W przyszłości możemy zobaczyć urządzenia oraz elementy architektury, których właściwości zależą od tego, w jaki stan kwantowy zostaną wzbudzone.

Ten sam materiał mógłby być w jednym momencie niemal całkowicie „materią”, a w innym zachowywać się jak hybryda materii i światła.

Nie oznaczałoby to, że człowiek nauczył się tworzyć materię z fotonów, ale...! Oznaczałoby to coś bardziej fascynującego — Człowiek nauczył się projektować stany, w których światło i materia przestają być dla technologii osobnymi narzędziami. Sprawdźmy praktyczne zastosowania takiego 'sprzężenia'.

Materia 2.0 - Czy przyszłość będzie zbudowana ze światła?
Drzwi Świetlne
Ubrania przyszłości - Czy przyszłość będzie zbudowana ze światła?
Aktywna Odzież

Interaraktywny chodnik

Wyobraźmy sobie chodnik, który reaguje na światło i ludzi. W dzień wygląda jak zwykły kamień. Po zmroku wzbudzona warstwa fotoniczna zmienia sposób emisji lub odbijania światła, tworząc delikatne oznaczenia, kierunki albo strefy bezpieczeństwa. Bez ekranów, bez klasycznych lamp i bez projekcji. Sam materiał, który zaczyna „świecić” zgodnie z informacją, którą otrzymał.

Drzwi świetlne

W przyszłości drzwi mogłyby mieć warstwę wzbudzanego materiału, której właściwości zmieniamy światłem. W jednym stanie jest klasyczną, nieprzezroczystą powierzchnią, w drugim staje się optycznie niemal niewidoczna. Zamiast otwierać drzwi, przełączasz ich stan. To światło steruje tym, czy powierzchnia odbija, przepuszcza czy pochłania określone zakresy promieniowania. Czy przypomina Wam się Star Trek?

Ubranie, jak skóra!

Kurtka przyszłości mogłaby reagować na otoczenie. Wzbudzenie odpowiedniej warstwy materiału zmieniałoby jej właściwości optyczne i termiczne. Na słońcu powierzchnia odbijałaby więcej promieniowania, a w chłodzie zwiększałaby absorpcję. W wersji bardziej futurystycznej ubranie mogłoby również zmieniać kolor i wzór bez użycia klasycznego ekranu.

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź z odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!

CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!

CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!
source: ceermotors.com

Europejska motoryzacja przechodzi kryzys. Samochody są drogie, często coraz gorzej wykonane, a w dodatku jesteśmy zalewani chińskimi markami, którym rzadko udaje się wzbudzić emocje inne od 'meh'. Co jest więc ważniejsze? Design, dziedzictwo, czy wizja? A co gdyby samochód przyszłości dostał saudyjski paszport? Trzymajcie się...

Jeszcze kilka lat temu Arabia Saudyjska kojarzyła się z motoryzacją głównie jako jeden z największych rynków dla luksusowych samochodów. Dziś chce być również ich producentem. CEER to pierwsza saudyjska marka motoryzacyjna, która właśnie pokazała światu swoje pierwsze samochody. I musimy przyznać, że trudno przejść obok nich obojętnie. EXOBOT w wersji sedan i SUV wygląda tak, jakby ktoś wyjął go z filmu Blade Runner i zamiast czekać na rok 2040, postanowił rozpocząć produkcję już teraz.

CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!
source: ceermotors.com
source: ceermotors.com
source: ceermotors.com
source: ceermotors.com

Czegoś takiego świat nie widział!

Największą siłą EXOBOT-a jest bezdyskusyjnie jego forma. Klinowa sylwetka, ekstremalnie szeroka bryła, ostre przetłoczenia i ogromne powierzchnie szkła. To wszystko sprawia, że samochód bardziej przypomina futurystyczny koncept niż klasycznego przedstawiciela segmentu premium. Sedan ma 5,26 metra długości i ponad 2,1 metra szerokości, a jego przednia szyba ma aż 2,4 metra długości i została pochylona pod kątem 15 stopni.

Całość to nie tylko zabieg stylistyczny. To również specjalna powłoka i powierzchnie, które mają ograniczać nagrzewanie kabiny w ekstremalnym klimacie.

Ale prawdziwy spektakl zaczyna się przy drzwiach. Shahin Wing Doors mają niemal trzy metry długości, otwierają się w charakterystycznym łuku i pozbawione są klasycznego słupka B. Zamiast ukrywać konstrukcję, CEER robi z niej element scenografii. Do tego dochodzą szyby w drzwiach, które mogą zmieniać stopień przejrzystości, oraz 32 charakterystyczne segmenty świetlne z przodu i z tyłu. Liczba 32 nie jest tu przypadkowa! Nawiązuje bowiem do roku 1932, w którym powstało Królestwo Arabii Saudyjskiej. Koła? Nawet wzór kutych aluminiowych felg czerpie inspirację z lokalnej architektury.

CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!
source: ceermotors.com
CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!
source: ceermotors.com
CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!
source: ceermotors.com
CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!
source: ceermotors.com

Let's look inside...

W środku jest jeszcze bardziej futurystycznie. Przez całą szerokość kokpitu biegnie 48-calowy, zakrzywiony ekran Digital Horizon o rozdzielczości 8K. Do tego dochodzi 10,4-calowy ekran centralny, 8-calowy wyświetlacz dla pasażerów z tyłu, sterowanie głosowe AI oraz system, który może otrzymywać nowe funkcje dzięki aktualizacjom OTA. To podejście coraz mocniej przesuwa samochód z kategorii „produkt” w stronę „platformy”.

Pod spektakularnym designem znajduje się równie ambitna technologia. EXOBOT korzysta z 800-woltowej architektury elektrycznej i baterii 112 kWh, a ładowanie od 10 do 80 procent ma zajmować około 30 minut.

Deklarowany zasięg pojazdu sięga 670 kilometrów. W najmocniejszej konfiguracji samochód otrzyma trzy silniki elektryczne, napęd na wszystkie koła 1111 KM oraz 1500 Nm. Sedan ma przyspieszać do 100 km/h w 2,1 sekundy. CEER nie zatrzymał się jednak na mocy. EXOBOT otrzymuje steer-by-wire, czyli układ kierowniczy pozbawiony tradycyjnego mechanicznego połączenia kierownicy z kołami. Samochód został również przygotowany do pracy w ekstremalnym upale. Marka deklaruje możliwość obniżenia temperatury kabiny z 65 do 32°C w ciągu 10 minut.

CEER EXOBOT - Nowa marka to trzęsienie ziemi na motoryzacyjnej mapie świata!

Dlaczego CEER ma znaczenie?

Na tle europejskich producentów CEER wyróżnia się przede wszystkim tym, że nie niesie ze sobą dziesięcioleci stylistycznego dziedzictwa, które trzeba ewoluować krok po kroku. Nie wspominając już o genialnej premierze, materiałach prasowych i rewelacyjnej stronie internetowej na której jest działający konfigurator. Saudyjska marka zaczyna od czystej kartki. Może więc pozwolić sobie na trzy metry drzwi, brak słupka B, 48-calowy ekran, steer-by-wire i sylwetkę, która nie musi przypominać żadnego samochodu sprzed dwudziestu lat.

Co więcej, marka pokazuje coś znacznie ciekawszego. Motoryzacyjna mapa świata właśnie zaczęła wyglądać inaczej. Być może przyszłość designu samochodowego nie będzie już wyłącznie pisana w Stuttgarcie, Monachium, Ingolstadt czy Maranello. Tym razem jeden z najbardziej odważnych rozdziałów powstaje na pustyni.

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź z odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


Resident Evil (2026) - Czyli kiedy zagłada ludzkości jest 'strasznie' zabawna! [Recenzja] The ARQ

Resident Evil (2026) - Czyli kiedy zagłada ludzkości jest 'strasznie' zabawna! [Recenzja]

Resident Evil (2026) - Czyli kiedy zagłada ludzkości jest 'strasznie' zabawna! [Recenzja] The ARQ
source: Sony Pictures
Resident Evil nie próbuje być kolejną ekranizacją gry. I całe szczęście. Zach Cregger robi coś znacznie ciekawszego. Zamienia kino w doświadczenie przypominające granie w Resident Evil. Jest strach, jest absurd, są potwory, jest ograniczona amunicja i przede wszystkim to nieprzyjemne uczucie, że za kolejnymi drzwiami prawdopodobnie czeka coś, czego bardzo nie chcemy zobaczyć. To film, w którym jesteśmy wspólnie z głównym bohaterem na ekranie i świadomie wypieramy świat wokół nas.

Człowiek, który wie, jak nas przestraszyć!

Za kamerą stanął Zach Cregger, czyli człowiek odpowiedzialny za Barbarzyńcę i Zniknięcia. To ważne nazwisko, bo Cregger już wcześniej pokazał, że horror traktuje nie jako kolekcję jump scare’ów, ale jako grę z oczekiwaniami widza.

Resident Evil to idealny materiał na kino pełne akcji i szaleństwa. Do tego zimowy klimat, genialny sound design i ścieżka od Hays Holladay, która dosłownie hipnotyzuje widza.

W roli głównej pojawia się Austin Abrams (Bryan) i trudno wyobrazić sobie lepszą twarz dla bohatera, który absolutnie nie wygląda jak hollywoodzki heros. Bryan jest zwykłym kurierem medycznym wrzuconym w sam środek koszmaru. Nie jest wyszkolonym żołnierzem, nie ma supermocy i zdecydowanie nie wie, co robi. Abrams świetnie sprzedaje ten miks paniki, niedowierzania i desperacji. Dzięki temu Cregger może budować horror z perspektywy człowieka, który reaguje dokładnie tak, jak prawdopodobnie zareagowałaby większość z nas.

https://open.spotify.com/track/3A76MiaWa4n0leiY6VDNPV?si=ff9bddbeae6a48bf

To nie jest zwykła ekranizacja gry... to granie w kinie!

Pierwszy Resident Evil z 1996 roku zdefiniował survival horror: zamknięte przestrzenie, eksploracja, zagadki, ograniczone zasoby, zombie, psy i bioorganiczne potwory. Kolejne części rozwijały ten język, przesuwając serię od klaustrofobicznego horroru w stronę coraz większego action-horroru.

Cregger nie próbuje jednak przenieść konkretnej fabuły z żadnej części na ekran. Zamiast tego bierze gramatykę gry i trzeba przyznać, że wyszło mu to świetnie!

Kamera często pozostaje blisko bohatera i pracuje jak w perspektywie trzecioosobowej gry. Kolejne lokacje działają jak następne poziomy, pojawiają się zamknięte drzwi, klucze, ograniczone zasoby, broń i przeszkody, które trzeba pokonać, zanim można ruszyć dalej. Nawet sposób prowadzenia Bryana przypomina rozwój postaci w grze — zaczyna jako kompletnie nieprzygotowany człowiek, a z każdym kolejnym etapem musi nauczyć się funkcjonować w coraz bardziej absurdalnym świecie.

Resident Evil (2026) - Czyli kiedy zagłada ludzkości jest 'strasznie' zabawna! [Recenzja] The ARQ
source: Sony Pictures
Resident Evil (2026) - Czyli kiedy zagłada ludzkości jest 'strasznie' zabawna! [Recenzja] The ARQ
source: Sony Pictures
Resident Evil (2026) - Czyli kiedy zagłada ludzkości jest 'strasznie' zabawna! [Recenzja] The ARQ
source: Sony Pictures

Najważniejsze jest...?

Cregger bardzo dobrze rozumie jedną rzecz: horror działa najlepiej wtedy, kiedy widz nie dostaje wszystkiego od razu. Resident Evil zaczyna się niewinnie, ale bardzo szybko podnosi poziom zagrożenia. Każda kolejna przeszkoda jest większa, bardziej groteskowa i bardziej nieprzewidywalna.

Film prowadzi Bryana niemal jak gracza, jednocześnie coraz mocniej ograniczając jego poczucie bezpieczeństwa. Co ciekawe, finał wyraźnie zostawia przestrzeń na dalszy ciąg, ale nie jest to zakończenie, które potrzebuje wielkiego tłumaczenia.

Jest po prostu odjechane w kosmos! Najważniejsze pozostaje doświadczenie. Obserwujemy człowieka, który z każdą minutą coraz bardziej rozumie, że znalazł się w świecie, którego zasad po prostu nie zna. I właśnie dlatego napięcie działa. Nie dlatego, że wiemy, co znajduje się za kolejnymi drzwiami. Tylko dlatego, że Bryan też tego nie wie. Naszym zdaniem jest to tytuł obowiązkowy, bo oprócz wbicia w fotel, czeka Was solidna dawka humoru i adrenaliny.

Resident Evil (2026) - Czyli kiedy zagłada ludzkości jest 'strasznie' zabawna! [Recenzja] The ARQ
source: Sony Pictures

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź z odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole - Hotel, który udowadnia, że gwiazdki to nie wszystko! #thearqplaces

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

3 gwiazdki. 17 pokoi. Obrzeża Opola. Na papierze nic, co powinno szczególnie elektryzować. A jednak... Hygge Hotel jest jednym z naszych odkryć tego roku. Zaczęło się od ciekawości: dlaczego o tym miejscu nie mówi się więcej? Kameralny, konsekwentny w swoim designie i zaskakująco kompletny. W większości przypadków hoteli szukamy na nocleg, aby zwiedzać, wyjść na miasto lub po prostu zrobić przystanek na trasie. Hygge jest inny. To hotel, który udowadnia, że nie trzeba imponować skalą. Czasem wystarczy dobrze zaprojektować doświadczenie i pozwolić gościom po prostu odpocząć.

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Nie wygląda jak hotel... i to jest komplement!

Jeszcze nigdy nie spotkaliśmy się z takim zaskoczeniem, jeżeli chodzi o standard. Kiedy przekraczamy próg Hygge, jego 3-gwiazdki przestają mieć znaczenie. Wszystko, co nas otacza (pokoje włącznie), sprawia wrażenie wyższego standardu. Hygge to świetny design, atmosfera, bardzo dobre zaplecze gastronomiczne i poczucie, że ktoś naprawdę przemyślał, po co ten hotel powstał.

Hygge nie próbuje wyglądać drogo. Wygląda dobrze i to zasadnicza różnica w porównaniu do typowych ofert z internetu.

Na zewnątrz jest nowocześnie, z przestrzenią dla dzieci, ogrodem zimowym i kanapami na poranną kawkę. W środku? Naturalne materiały, drewno, miękkie kształty, ciepłe światło i duże przeszklenia. To wszystko tworzy przestrzeń bardziej przypominającą współczesny, bardzo dobrze zaprojektowany dom niż klasyczny hotel. Kameralność 17 pokoi tylko wzmacnia ten efekt. Nie ma tu potrzeby imponowania metrażem czy monumentalnym lobby. Jest za to konsekwencja. Od architektury, przez wnętrza, aż po najmniejszy detal. I właśnie ta konsekwencja robi największe wrażenie.

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

3-gwiazdki? To musi być błąd...

Pokoje hotelowe znajdują się na pierwszym piętrze i możemy dostać się do nich windą lub pięknym korytarze. Wchodzimy do pokoju i od razu chcemy w nim zostać. Jest przytulnie, za oknem przyjemna zieleń, a wszystko czego dotykają nasze ręce, krzyczy premium! Jest biurko, stylowe półki, wygodne łóżko i krzesła. Łazienka? Wyposażona w kosmetyki marki RITUALS oraz bardzo ciekawą armaturę. Oczywiście największą atrakcją naszego pokoju było jacuzzi, które znajdowało się na tarasie.

Hygge znajduje się na obrzeżach Opola i chyba właśnie dlatego działa tak dobrze. Zamiast miejskiego hotelu dostajemy mały retreat, z którego właściwie nie trzeba wychodzić.

SPA, sauny, jacuzzi, fitness, prywatne jacuzzi przy wybranych pokojach, tarasy i rooftop tworzą infrastrukturę, której nie spodziewamy się po 3-gwiazdkowym obiekcie. Do tego dochodzą rozwiązania technologiczne i ekologiczne, które pozostają w tle, nie zabierając przestrzeni estetyce. Czy to pięć gwiazdek? Formalnie nie. Czy można odnieść takie wrażenie? Zdecydowanie tak.

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Schodzimy na dół...

Parter Hygge to miejsce, w którym najlepiej widać, że projekt tego hotelu nie kończy się na pokojach. Lobby oraz przejście do restauracji zostało pomyślane bardziej jak współczesna przestrzeń lifestyle’owa niż klasyczne hotelowe wnętrze. Wszędzie jest dużo naturalnych materiałów, ciepłego drewna, stonowanej kolorystyki i miękkich linii.

W Hygge wrażenie robi również świetnie zaprojektowane światło, które tworzy wnętrza jednocześnie eleganckie i nieformalnie.

Uchwyciliśmy sporo detali, które powinny oddać klimat tej przestrzeni. Dużo tu kolorów, faktur i materiałów, które bardzo lubimy, ale...! Nie można nie wspomnieć też o ogrodzie zimowym. Duże przeszklenia zacierają granicę między restauracją a zielenią, a tarasy pozwalają płynnie przenieść doświadczenie na zewnątrz. W detalach pojawiają się designerskie oprawy oświetleniowe, zaokrąglone formy, faktury i elementy, które nie konkurują ze sobą o uwagę. Jest jeszcze jedna rzecz, która skradła nam serce! Sala Zabaw dla dzieci. To naprawdę duże pomieszczenie z różnymi strefami, świetnymi zabawkami oraz przeszkleniem przez które możemy zajrzeć z restauracji.

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

To może coś zjedzmy...?

Gdyby design i wellness nie wystarczyły, Hygge ma jeszcze jeden argument: jedzenie! Restauracja jest zaprojektowana tak, jakby hotel od początku wiedział, że goście będą chcieli zostać przy stole dłużej. Ogrody zimowe, tarasy, przyjemne wnętrza i sezonowy bar na dachu tworzą kilka różnych scenariuszy spędzania czasu.

Jedzenie? Próbowaliśmy wielu rzeczy z karty, ale Udko z królika oraz Stek z polędwicy wołowej zostaną naszym numerem 1.

Do tego dochodzą desery z własnej cukierni. Wszystkie, które zamówiliśmy, były przepyszne! Co więcej, naprawdę świetnym wyróżnikiem był dla nas relaks na dachu hotelu i zachód słońca. Genialne zakończenie dnia. Zresztą zobaczcie, jak Hygge wygląda po zmroku...

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Śniadanie i w drogę!

Śniadania podawane są w formie bufetu. Pysznie przyrządzona jajecznica, wędliny, pasty, warzywa i owoce, a na koniec świeżo wypiekane gofry. Tak naprawdę, choć cały bufet mieścił się na długości ok. 4m, to mieliśmy wrażenie, że dostępne jest tu wszystko. Czy nie o to właśnie chodzi w filozofii szczęścia? To właśnie gastronomia domyka doświadczenie i sprawia, że Hygge funkcjonuje bardziej jak destination niż zwykły hotel. Zresztą... usłyszeliśmy na mieście opinię, że najlepsza restauracja w Opolu znajduje się w naszym hotelu.

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Hygge Opole Hotel The ARQ Edytorial

Dlaczego Hygge?

Bo w hotelach premium łatwo jest kupić skalę, marmur i imponujące lobby. Znacznie trudniej stworzyć miejsce, w którym wszystkie elementy mają sens. Hygge ma niewielką liczbę pokoi, znajduje się poza centrum i formalnie ma 3-gwiazdki. A mimo to oferuje coś, co jest znacznie trudniejsze do zmierzenia: charakter! Design, kameralność, jedzenie, wellness i spokój tworzą doświadczenie, które zostaje w pamięci dłużej niż kolejna efektowna recepcja. Dlatego, gdy ktoś zapyta nas o najlepszy hotel w Opolu, nie będziemy już wskazywać na mapę centrum. Wskażemy na Chmielowice.

The ARQ Transparency Note

Ten materiał powstał w ramach współpracy z Hygge Opole, ale...! Nie miał wpływu na treść publikacji, opinię redakcji ani finalny charakter materiału. W The ARQ pokazujemy wyłącznie marki, miejsca, estetykę i produkty, które autentycznie rezonują z naszym światem.

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź z odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?

NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale... czy to dobrze?

NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?

A jeśli komputer nie musiał już renderować rzeczywistości, tylko ją sobie… wyobrażał? NVIDIA DLSS 5 pokazuje, że przyszłość grafiki może należeć nie do większej mocy obliczeniowej, ale do sztucznej inteligencji, która wie, jak powinien wyglądać świat. NVIDIA zrobiła kolejny krok w stronę świata, w którym granica między grafiką komputerową a rzeczywistością zaczyna się zacierać. Pytanie, czy o to chodziło od samego początku?

Skąd AI wie, czym jest fotorealizm?

DLSS 5 wykorzystuje tzw. 3D-Guided Neural Rendering. AI nie tylko poprawia istniejący obraz, ale analizuje dane wygenerowane przez silnik gry i na ich podstawie tworzy bardziej realistyczne światło, materiały, cienie czy efekty rozpraszania światła. Innymi słowy: gra dostarcza konstrukcję sceny, a AI nadaje jej bardziej „prawdziwy” wygląd. Najciekawszy jest jednak potencjał tej technologii.

Do tej pory większy realizm oznaczał przede wszystkim więcej geometrii, próbek, tekstur i mocy obliczeniowej. NVIDIA zaproponowała coś całkowicie innego!

DLSS 5 pokazuje inną drogę: część wizualnej rzeczywistości może być generowana przez wytrenowany model AI w czasie rzeczywistym. To może zmienić nie tylko gry, ale w przyszłości również wizualizacje architektoniczne, wirtualne produkcje, symulacje czy cyfrowe światy. Rozwiązanie idealne wszędzie tam, gdzie fotorealizm jest kosztowny obliczeniowo. NVIDIA uruchomiła DLSS 5 we wrześniu 2026 roku, a technologia działa obecnie na kartach GeForce RTX 50. To nie wszystko!

NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?

W latach 90. nikt specjalnie nie przejmował się tym, czy wirtualny świat wygląda jak prawdziwy. Piksele, proste tekstury i pierwsze kaski VR miały jedno zadanie: przenieść nas gdzieś indziej. Liczyło się poczucie obecności, a nie fotorealizm. Dziś technologia robi coś odwrotnego. Zamiast budować alternatywną rzeczywistość, coraz bardziej próbuje odtworzyć tę prawdziwą. I to fascynujący kierunek, choć niekoniecznie oczywisty. Dlaczego?

Zawsze są dwie strony medalu...

Z jednej strony fotorealistyczne renderowanie wspierane przez AI może znaleźć zastosowanie daleko poza gamingiem, np. w architekturze i projektowaniu, gdzie pozwoli niemal „wejść” do jeszcze nieistniejących przestrzeni, w motoryzacji przyspieszyć wizualizację nowych modeli, w filmie tworzyć cyfrowe scenografie, a w edukacji i szkoleniach budować symulacje trudne lub niemożliwe do wykonania w realnym świecie.

Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy wirtualny świat naprawdę musi być kopią naszego. Im bardziej cyfrowe obrazy przypominają rzeczywistość, tym mniej miejsca zostaje na umowność, styl i wyobraźnię. Być może największym wyzwaniem przyszłości nie będzie więc stworzenie idealnej kopii rzeczywistości, ale odpowiedź na pytanie, po co właściwie ją kopiować. No i najważniejsze... DLSS 5 ma zaledwie kilka tygodni, a jej potencjał jest trudny do wyobrażenia. Zobaczmy na przykłady , jak wygląda jej zastosowanie w praktyce.

NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?
source: NVIDIA
NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?
source: NVIDIA
NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?
source: NVIDIA
NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?
source: NVIDIA
NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?
source: NVIDIA
NVIDIA DLSS 5 - AI zaczyna renderować rzeczywistość, ale czy to dobrze?
source: NVIDIA

Pytanie na koniec...

Chyba nie musimy Wam mówić, które obrazy mają włączone DLSS 5? Różnicę szczególnie widać w twarzach bohaterów, sposobie, w jaki światło układa się na skórze i materiałach, oraz w samych światach, które nagle dostają zupełnie innej głębi. Pytanie, które nasuwa mi się, jako dzieciakowi, który pamięta zarówno pierwsze konsole ATARI, jak i gry tj. pierwszy Unreal: Czym jest fotorealizm?

Czy o tym, że postać wygląda naprawdę ludzko, nie decyduje przypadkiem światło, odbicie i te mikroskopijne niuanse cieni, których na pierwszy rzut oka nawet nie zauważamy?

Być może przyszłość grafiki nie będzie już polegała na tym, żeby widzieć więcej. Tylko żeby uwierzyć w to, co widzimy. A Wy? Dajcie znać w social mediach, czy taki kierunek Was fascynuje, czy jednak trochę przeraża?

→ Skradnij Show z The ARQ!

The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

12 września, i jak zwykle w Toruniu, odbyła się 7. edycja konferencji GrafConf. I trzeba to jasno powiedzieć: "Mamy do niej wielki sentyment." Z jednej strony jest to święto dla społeczności branży kreatywnej, a z drugiej jej tłem jest Toruń, który skradł nasze serca już dawno temu.

Na scenie pojawili się bardzo różnorodni ludzie i może zawsze tak było, ale GrafConf stanie się niedługo historią pokoleniową, co dodaje mu jeszcze więcej uroku. Dla nas samych był początkiem naszych kreatywnych karier, dla innych, pierwszym wystąpieniem na scenie, a dziś? Nadal przyciąga przede wszystkim młodych i to jest piękne! Pomimo tak wielu wyzwań w branży kreatywnej wielekrotnie usłyszeliśmy od uczestników "zakładamy działalność" lub "tworzę własną markę". Na czym zatrzymało się 'oko' naszej kamery i o czym musicie wiedzieć po tej edycji? Sprawdźmy...

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

Dizajn nabiera tempa!

GrafConf z każdym rokiem nabiera tempa. Nie tylko rośnie, ale coraz lepiej wie, czym chce być. Na pewno jest miejscem, w którym branżę można nie tylko usłyszeć, ale przede wszystkim spotkać i doświadczyć. W tym roku były oczywiście świetne prelekcje, do których zaraz wrócimy, ale i spotkania znajomych twórców, freelancerów i artystów. Były też warsztaty, konsultacje oraz stoiska partnerów, które tworzą tu znacznie więcej niż klasyczną konferencję. A nad tym wszystkim? Jest też oczywiście sfera wizualna, która co roku zmienia się, jak kalejdoskop. Tym razem za key visual odpowiedzialna była Martyna Wędzicka-Obuchowicz, więc nie dało się go odZobaczyć i tu bardzo ważna kwestia. Design na GrafConf nie jest tylko częścią jego programu. Jest integralną częścią tej imprezy.

 

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Patryk Hardziej @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Ania Wieluńska @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Weronika Harzyńska @thearqpress

Mocno brandingowy start!

Konferencję otwierało wystąpienie Patryka Hardzieja, co było dla nas trochę takim 'deja vu', ponieważ to właśnie na jego wystąpienie podczas II edycji w 2018 roku, pojechaliśmy po raz pierwszy. Tym razem Patryk opowiadał o projektowaniu przez pryzmat historii, doświadczeń i rozwoju twórczego. Bardzo dobry początek, tym bardziej, że wystąpienia Hardzieja są zawsze okraszone sporą dawką humoru. Następnie na scenie pojawiła się Ania Wieluńska, która w bardzo wizualny sposób pokazała wartość dobrze dobranej typografii. Na koniec pierwszego panelu Weronika Harzyńska, która mówiła o brandingu performatywnym i marce, która dzisiaj ciągle musi się zmieniać.

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Marcin Ignacy @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Joanna Rewaj @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Dawid Lewandowski @thearqpress
O projektowaniu generatywnym opowiadał Marcin Ignac, którego prezentacja miała naprawdę sporo ciekawego motion i sound designu. Joanna Rewaj z kapitalnej agencji Dragon Rouge Creative skupiła się na strategii marki, a Dawid Lewandowski przypomniał wszystkim, że w centrum komunikacji i social mediach musi być człowiek.

Lighting Talks

Następne w kolejce były wystąpienia krótkie! Czas jest tutal kluczowy, ponieważ 15 minut na scenie GrafConf przypomina bardziej nieco dłuższy Elevator Pitch, niż typowe wystąpienie. Kolejno na scenie pojawiali się Rafał Stasiak, Gabi Kowol-Wasiluk, Katarzyna Fiebiger oraz Greg Stryjczak. I tu było wiele zaskoczeń, ale nasz faworyt to zdecydowanie Gabi z ekipy Baxcyla!

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Rafał Stasiak @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Gabi Kowol-Wasiluk @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Katarzyna Fiebiger @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Greg Stryjczak @thearqpress

Panel dyskusyjny był hot!

„Dokąd zmierza design?” To pytanie stało się punktem wyjścia do jednej z ciekawszych rozmów na tegorocznym GrafConf. Ada Zielińska, Martyna Wędzicka, Jacek Janiczak i Mariusz Przybył, prowadzeni przez Palomę Ostrowską, pokazali cztery różne perspektywy na projektowanie i jego miejsce w coraz bardziej zdominowanym przez AI świecie. Zamiast oczywistych odpowiedzi była żywa, momentami bardzo bezpośrednia dyskusja o tym, co technologia zmienia, a czego wciąż nie potrafi zastąpić.

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

Partnerzy, Baxcyl i networking!

Partnerów konferencji to kolejny powód, dla którego GrafConf trudno potraktować jak zwykłą konferencję. Naszym zadaniem była relacja, ale trudno nie wspomnieć o Drukarni Chroma, która w tym roku była szczególnie oblegana. Głównie za sprawą nowości w swojej ofercie print. Na stoisku mogliście też spotkać Krzyśka (pan.odbrandingu), który występuje obecnie w roli ambasadora marki. Swoją przestrzenią zachwyciło również Lineary, skutecznie przypominając, ile radości wciąż daje zwykłe, ręczne rysowanie. Musimy też wspomnieć o naszych ziomeczkach z ekipy Baxcyl, którzy po raz kolejny stworzyli świetne miejsce do networkingu. Poprosili nas nawet o pamiątkowe zdjęcie, więc zgodnie z obietnicą wrzucamy dowód, że faktycznie zostało zrobione!

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja] GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]

That's a wrap!

Na finał dostaliśmy dwa wystąpienia, które świetnie domknęły tegoroczny GrafConf. Michał Martynowski z agencji motyw w prelekcji „AI w projektach komercyjnych” pokazał od kuchni proces tworzenia marki z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, za przykład Amo’ya, którą dziś możecie spotkać w galeriach ROSSMANN. Później na scenę wszedł Mariusz Przybył, z legendarnej już agencji BNA i zrobił „wykon”, który trudno będzie zapomnieć. To było wystąpienie pełne doświadczenia, dystansu i przede wszystkim wsparcia dla młodych projektantów. Tu trzeba nadmienić, że Mariusz to człowieka, który od ponad 20 lat tworzy nietuzinkowe projekty i propaguje dobry dizajn. Kto nie zapamiętał kawału o serze, niech pierwszy rzuci kamień.

GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Michał Martynowski @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Mariusz Przybył @thearqpress
GrafConf 2026 - Jeszcze nigdy 'w dizajnie' nie działo się tak wiele! [Relacja]
Mariusz Przybył @thearqpress

→ Skradnij Show z The ARQ!

Kultowe marki są widoczne... Ty też możesz! The ARQ to kuratorski Digital Mag oraz Agencja Storytellingowa, która pomaga markom budować wartość. Tworzymy narracje wizualne, edytoriale, filmy oraz kampanie PR, które pogłębiają więź pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Traktujemy komercyjne historie z wrażliwością zarezerwowaną dla sztuki. [Sprawdź!]


 Tworzymy Edytoriale 

Naszą misją jest tworzenie najwyższej jakości treści. Chcemy pomagać inspirującym markom docierać do wymarzonej publiki. Edytorial, recenzja, wywiad? To wszystko bez reklam, wyskakujących okienek, w minimalistycznym i nowoczesnym layoucie.

 Tworzymy Edytoriale 

Naszą misją jest tworzenie najwyższej jakości treści. Chcemy pomagać inspirującym markom docierać do wymarzonej publiki. Edytorial, recenzja, wywiad? To wszystko bez reklam, wyskakujących okienek, w minimalistycznym i nowoczesnym layoucie.

WIĘCEJ

The ARQ to treści, które inspirują. Chcesz tworzyć wartościowy content razem z nami? Napisz do nas!

The ARQ
Content Management
T: +48 794 275 840
kontakt@thearq.pl