RAMMSTEIN "Zeit" - Sentymentalna podróż w czasie [RECENZJA]

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałem muzykę RAMMSTEIN. Album Mutter, który do dzisiaj uważany jest za najlepszy album, testował głośniki segmentów Technics. Słuchałem tego albumu z bratem codziennie na 6 m2 naszego pokoju… prawdopodobnie przez dobrych kilka lat.

Po kilku kolejnych albumach moja fascynacja ‚gitarową ścianą’ z Niemiec była jeszcze większa. Najnowszy album „Zeit” zbliżył się moim zdaniem do albumu ‚Matki’ i jest wypełniony ponadczasowymi kompozycjami. Grupa RAMMSTEIN udowadnia, że są dojrzałymi kompozytorami. Tak... jest tu moja ulubiona ‚łupanka’, ale i dojrzałe utwory, jak i piękne teksty. Członkowie zespołu mają świadomość przemijania, a nawet delikatnie się z nami żegnają w utworze „Adieu". Czy myślicie, że to już ostatni album RAMMSTEIN?

Jest BARDZO DOBRZE...

Armia Smutku, czyli „Armee der Tristen" to uwaga… mój ulubiony utwór RAMMSTEIN. Tak! Jako zagorzały fan stawiający „Mein Herz Brennt” na pierwszym miejscu, jestem gotowy na zmianę. Kiedy nadchodzi refren i wyobrażam sobie wykon na żywo, autentycznie się wzruszam i chcę ‚dołączyć’, nawiązując do tekstu. Utwór nie ma słabej sekundy i jest absolutnie genialny. Jako melodia, tekst i gitarowy marsz. Z ciekawostek, czy tylko ja słyszę w Pre-Chorusie nawiązanie do "Heirate Mich"?

Następnie mamy tytułowy numer, który już przy teledysku wbił mnie w Ziemię, nie tylko od strony muzycznej, ale i od strony wizualnej. "Zeit" to bardzo ambitny obraz i piękna ballada, która zasługuje na porządne słuchawki. Warto tu również wspomnieć o całej kampanii wizerunkowej, która promowała album za pomocą 11 kapsuł czasu rozproszonych na całym świecie. W każdej z nich zespół ukrył kod odblokowujący nowy album oraz 2 darmowe bilety na wybrany koncert.

"Schwarz" to wyważony RAMMSTEIN. Długie gitary, rozbudowana melodia klawiszowa i wzniosły wokal Till’a.

Numer czwarty to „Giftig”, który w typowym dla RAMMSTEIN marszowym metalu, wbije Was w fotel. Nieważne czy w domu, czy ten samochodowy. Mamy tu zmiksowane sample głosu przypominające te z „Sehnsucht”. Po raz kolejny klasyka w nowym wydaniu.

CZAS NA DRWINY

Następnie mamy zabawę konwencją i śmieszki heheszki w postaci „Zick Zack” oraz „OK”. Pierwszy numer drwi z operacji plastycznych, mieszając disco z mięsistymi gitarami, a drugi opowiada o konkretnym sposobie na zbliżenie się dwojga ludzi. Polecam przeczytać tekst i zdecydować, czy OK? Od strony muzycznej jest to jeden z moich faworytów, ponieważ mamy tu trash'owe bicie niczym „Feuer Frei" i piękne ‚rypanie’ na gitarach. (Celowy Żart). Ostatnia minuta? Pantera połączona z melodią od Flake. Miodzio.

MUTTER II

Meine Tranen" to utwór, który nabiera ciężaru dopiero po zrozumieniu, o czym jest „śpiewane”. Prawdziwy mężczyzna płacze tylko, kiedy umiera mu matka, nawet ta niewdzięczna i oschła. W pewnym sensie jest to druga część utworu „Mutter”, co sprawia, że jest to piosenka bardzo osobista. W ciągu 2 dni odsłuchałem ten utwór jakieś 90 razy. Jest po prostu piękny, dojrzały i melodycznie perfekcyjny, szczególnie w drugiej części refrenu. Od początku do końca prowadzą tu jednak gitary i wzniosłe chóry zespołu.

Utwór „Angst” zasługiwał na teledysk w każdym calu. Choć wydawało mi się, że piosenka mówi o negatywnym skutku propagandy oraz internetu to jednak sprowadza się do opowieści o strachu i koszmarach. Słuchając tego kawałka, widzę wybuchające ognie ze sceny i ryk widowni. Tak więc 5 z plusem się należy.

DUŻE CY**!

Czy wiecie, że tytuł „Dicke Titten” fonetycznie brzmi, jak „Duże Cyce”? To dlatego, że piosenka jest dokładnie o tym. Tytułowa wybranka nie musi być mądra, mieć długich nóg i być dobrą żoną, wystarczy, że ma… to, co wyżej. Mamy tu prawdziwe gitarowe mięso i zabawny refren ze szkolnymi trąbkami, co sprawia, że kawałeczek wpada nam w ucho natychmiast.

Lügen” to prawdziwa opowieść o kłamcy, czyli słodkie pierdz****, które kończy się, kiedy trzeba powiedzieć sobie prawdę. Choć moim zdaniem jest to numer najsłabszy, to uwierzcie mi, że niejeden zespół marzy o takim odrzutku. Sztuczności dodaje tu przesadny autotune oraz syntezatory.

Rammstein mówi adieu?

Ostatni numer to niczym soundtrack dla okładki. Aha… czy wiecie, że jej autorem jest nie kto inny, a Bryan Adams? Tak, ten sam, który napisał ponadczasowy utwór do Robin Hood’a z Kevinem Costner’em. Okazuje się, że jest nie tylko świetnym wokalistą i gitarzystą, ale od wielu lat również profesjonalnym fotografem.

Utwór zaczyna się od melodii piano, po czym czeka nas prawdziwe jebn***** gitar niczym z „Children of the Revolution" od T.Rex. Po raz kolejny sekcja rytmiczna i gitarowa na tym albumie błyszczy. „Adieu" to piosenka o przemijaniu, pięknie zagrana i zaśpiewana... ale smutna. W pewnym sensie brzmi, jak list pożegnalny zespołu, który mówi do nas „Do zobaczenia, czas z Wami był cudowny”. Jak myślicie... panowie się żegnają?

Album "Zeit" to w pewnym sensie zaskoczenie, bo teraz tym bardziej nie wyobrażam sobie świata bez nowej muzyki od RAMMSTEIN, tym bardziej że ekipa jest coraz lepsza. Dajcie znać, jak odbieracie ten krążek i czego doszukaliście się, słuchając nowych piosenek. Ja idę zjeść golonkę, nalać kielicha i chyba sobie popłakać.


Adam Komisaruk - Architektura Mono

Mój styl w fotografowaniu architektury od dłuższego czasu pozostaje taki sam - Long Exposure Architectural Photography, który pozwala na chwilę zatrzymać czas i pokazać zwykłe rzeczy w niezwykły sposób. Nowoczesna architektura, kanciaste budynki, ciekawe kształty czy niecodzienna perspektywa to coś, czego szukam na co dzień w swoich kadrach.

Photo credit: Adam KOMISARUK
Camera: SONY A7III


Car Thing od Spotify - Biblioteka świata dla aut 'retro'

Photo: Spotify

Przyznajcie się, że też nie słyszeliście o nowym wynalazku Spotify? Car Thing to inteligentny mini odtwarzacz, który pozwala na dostęp do biblioteki Spotify w samochodzie, który jest bardziej 'retro'. Co to znaczy? Do tej pory Spotify było dostępne za pomocą Apple CarPlay lub Android Auto. Istniała również możliwość tzw. Mirror Link, ale tu ograniczenia były już spore. Car Thing to osobne urządzenie, które montujemy na desce rozdzielczej, łączymy z telefonem i voila!

Pamiętacie czasy, kiedy te małe, chińskie radyjka kupione na targu były niczym gadżety z filmu o agencie 007? Pewnie nie zdajecie sobie nawet sprawy, ile warsztatów samochodowych mogło funkcjonować dzięki takim wynalazkom?

Odczucia na temat tego małego odtwarzacza od Spotify są podobne, z tym że Car Thing jest naprawdę 'smart'. Jedyny warunek to konto Spotify Premium. Wystarczy, że połączymy urządzenie z telefonem, a następnie użyjemy zasilania samochodu.

Photo: Spotify
Photo: Spotify

Design

Jak tego używać? Pytaj, dotknij, obróć lub przesuń palcem, aby uzyskać dostęp do swoich ulubionych utworów, wykonawców, list odtwarzania i podcastów. Car Think wyposażono w 4" dotykowy wyświetlacz, ale i 4 programowalne przyciski, przycisk 'home/back' oraz kółko. Rozwiązanie podobne do tego, które znamy ze starych iPodów. Obsługa jest bardzo intuicyjna i pozwala zapomnieć o telefonie, co jest chyba głównym założeniem tego urządzenia. A co Wy sądzicie? Kupilibyście taki wynalazek? Na razie urządzenie jest dostępne w USA w cenie $89.99.


Color Story, czyli historia Instytutu Pantone

Jeśli zawodowo zajmujecie się projektowaniem graficznym bądź architektonicznym lub po prostu interesują Was najnowsze trendy kolorystyczne, na pewno wiecie o instnieniu Instytutu Pantone i o wybieranym przez niego kolorze roku. Dziś chcemy przypomnieć, kto i jak rozpoczął ten barwny rozdział w historii.

Ojciec Pantone – kim był Lawerence Herbert?

Początku tej opowieści należy doszukiwać się w 1956 roku, bo właśnie w tym czasie jedna z nowojrowskich firm – M & J Levine Advertising – zajmujących się drukiem komercyjnym, zatrudniła absolwenta chemii – Lawerence'a Herberta. Chemik w firmie reklamowo–drukarskiej? Tak! Bardzo szybko okazało się, że wiedza Herberta przyczyniła się do uszeregowania całego zbioru pigmentów i tuszów.
Można przypuszczać, że praca ta zainspirowała mężczyznę do podjęcia dalszych kroków związanych z branżą. W 1963 roku, Herbert odkupił zaplecze drukarskie firmy od Mervina i Jesse Levine.

Mimo faktu, że o samym Herbercie wiadomo niewiele, ze spokojnym sumieniem można przyznać, że to właśnie ten człowiek ułatwił pracę grafikom na całym świecie.

Wszystko za sprawą utworzenia innowacyjnego systemu do identyfikacji, dobierania, jak również komunikacji kolorów. Herbert wziął bowiem pod uwagę, że spektrum kolorów widziane jest inaczej przez każdego z nas. Wiedza, praca i nieskończona wyobraźnia mężczyzny, połączona z chęcią zarobienia pieniędzy, doprowadziła do powstania Pantone Matching System i niesłychanego sukcesu firmy.

Czym właściwie zajmuje się Instytut Pantone?

Początek istnienia Instytutu Pantone miał swoje miejsce wcale nie tak dawno, bo w 1986 roku. Już wtedy nietrudno było zauważyć, że w organizacji swoje funkcje pełnili prawdziwi specjaliści, znani z projektowania koloru w różnych branżach – tekstylnych, inżynieryjnych i innych. Wiedza z zakresu różnych – często niezwykle odmiennych – obszarów gospodarczych, zaowocowała powstaniem badań odnoszących się do trendów kolorystycznych. Każdy, kto interesował się kolorem i jego potencjałem w rozwijaniu własnej marki, mógł zwrócić się do Instytutu Pantone z prośbą o konsultację.

Porady, których udzielali pracownicy Pantone, musiały być strzałem w dziesiątkę. Choć zadanie to nie jest łatwe, prognozy organizacji okazywały się trafne. Dziś Instytut to przede wszystkim jednostka badawcza, której zaufało wiele cenionych firm z całego świata. Specjaliści pomagają w budowaniu identyfikacji wizualnej, komunikacji marketingowej, a paleta barw Pantone znana jest wszędzie, również dlatego, że to właśnie ta instytucja rokrocznie ogłasza tzw. ,,Pantone Color of the Year''.

Kolory roku według Pantone – kto je wybiera?

Gdy wyobrażacie sobie, że obrady dotyczące koloru następnego roku to prawdziwa burza mózgów, wcale nie jesteście w błędzie. Proces wyboru głównej barwy to przede wszystkim prawdziwe spotkanie na szczycie, organizowane zwykle w jednej z europejskich stolic. Podczas debaty obecni są przedstawiciele oddziałów z różnych krajów, a tradycja ta sięga 2000 roku. Spotkania specjalistów mają miejsce dwa razy do roku i trwają dwa dni. Ukoronowaniem szeregu rozmów i prezentowania swoich poglądów, jest rzecz jasna wybór koloru zasługującego na zaszczytny tytuł Pantone Color of the Year. Decyzja Instytutu Pantone podejmowana jest zawsze z rocznym wyprzedzeniem.

NIE dla wojny, czyli Pantone dla Ukrainy!

3 marca 2022 roku, czyli dokładnie kilka dni po pierwszych – tragicznych – doniesieniach z Ukrainy, Instytut Pantone zamieścił na swoim Instagramie kojące zdjęcie słoneczników na tle błękitnego, letniego nieba. Nie jest to jednak jedyna grafika odnosząca się do konfliktu zbrojnego, którym żyje ostatnio cały świat. Pantone za pomocą ukraińskiej flagi, opisało jej barwy jako ,,Freedom Blue'' oraz ,,Energizing Yellow''. Oprócz okazania solidarności za pomocą grafik, Instytut przekazał również spory datek na rzecz ofiar wojny i zaprosił swoich obserwujących do pójścia w swoje ślady i wpłacania darowizn.

AUTOR: ALEKSANDRA KUCZA


Slow Dance - Ruchome dzieła sztuki!

Source: Wonder Machines

Slow dance to pierwszy projekt od Wonder Machines. Są to wyjątkowe ramki, które sprawią, że ​​prawdziwe obiekty zaczną się poruszać w zwolnionym tempie. Wykorzystując ograniczenia ludzkiej percepcji wzrokowej oraz złudzenie optyczne, ta magiczna ramka wydaje się dokonywać niemożliwego - wprawia martwą naturę w ruch.

Slow Dance łączy technologię, naukę i sztukę, aby przypominać nam o tajemnicy natury, pięknie i cudach, które otaczają nas każdego dnia.

Jednym z najfajniejszych elementów magicznych ramek jest fakt, że to my możemy wybrać obiekty do manipulacji. Slow Dance to puste płótno do komponowania. Co możemy umieścić w ramce? Tak naprawdę wszystko, co będzie podatne na delikatny ruch. Od chwastów na ulicy, przez kwiaty w ogrodzie, po ptasie pióra. Każdy obiekt ukaże nam nowy świat w zwolnionym tempie.

Source: Wonder Machines
Source: Wonder Machines

Z pewnością jest to gadżet, który na zawsze zmieni sposób, w jaki będziesz postrzegać rośliny i inne przedmioty. Slow Dance posiada różne tryby pozwalające na przełączanie się między różnymi wzorcami tanecznymi. Niektóre powolne i płynne, inne sprawiające, że obiekt wydaje się skakać w przestrzeni!

Chcecie dowiedzieć się więcej? Koniecznie odwiedźcie stronę internetową Wonder Machines. Jeżeli podoba Wam się ten artykuł, udostępnijcie go dalej!


TourBox Elite, czyli gramy w obróbkę audio, foto i video!

Source: Tourbox Elite

Wyobrażacie sobie obróbkę audio, foto, video za pomocą gamingowego pada? Czy jego ergonomia i funkcje zwiększyłyby wydajność twórców? Zdziwilibyście się jak bardzo. Marka TourBox jest znana nie od dziś, a ich kontroler Neo podbił już serca tysięcy osób, ale to nie wszystko! Już w kwietniu pojawi się w wersji Elite.

TourBox Elite to dwukanałowy kontroler Bluetooth z precyzyjnym, pozbawionym opóźnień algorytmem sterowania. Do tego mamy w pełni konfigurowalny interfejs użytkownika z poleceniami makro, które zapewniają twórcą większą kontrolę nad edycją cyfrową.

TourBox Elite daje projektantom możliwość rezygnacji z klawiatury i myszy, na rzecz jednej ręki, która manipuluje szeregiem pokręteł i przycisków.

Co więcej, te można skonfigurować do edycji w aplikacjach takich jak Photoshop, Lightroom oraz Illustrator. Co to to oznacza? Użytkując TourBox'a możesz wręcz cieszyć się intuicyjną nawigacją po osi czasu, przycinaniem i gradacją kolorów za pomocą pokrętła. Dodatkowo wybieranie i przewijanie w edycji wideo i audio nigdy nie było tak bardzo fun! Do teraz!

Source: Tourbox Elite

To nie pierwszy przypadek, gdzie rozwiązania 'gamingowe' wpływają na kolejne branże. Nie tak dawno zauważono, że osoby, które są zawodowymi graczami, charakteryzują się wielokrotnie większą wydajnością w zawodach opierających się na logice, motoryce itp. Przykład? Ktoś, kto doskonale obsługuje gamingowego pad'a, może mieć predyspozycje do obsługi skomplikowanych maszyn magazynowych lub koparek. A co wy o tym sądzicie? Porzucilibyście dekady obsługi myszki, na rzecz TourBox'a?


Fiat 500e La Prima - Zaprojektowany by wzdychać!

Chyba nie ma osoby, której musielibyśmy przybliżać fenomen Fiata 500. Od zawsze był to samochód, który wzbudzał emocje. Zachwyt, radość, a nawet pożądanie. Przez dziesiątki lat doczekał się wielu iteracji. Począwszy od naszego 'malucha' po modele cinquecento itd. Trzymajmy się jednak serii 500, która w 2007 roku rozpaliła te emocje na nowo i tak naprawdę przez 13 kolejnych lat była produkowana w kolejnych wersjach. Dzięki Grupie Gezet mieliśmy okazję testować najnowsze wcielenie 500-tki.

Fiat 500 zaprojektowany przez Roberto Giolito i Franka Stephenson był tak wdzięczną bryłą, że bez większego problemu można było ją udoskonalać, a nie gruntownie zmieniać.

Nadchodzi rok 2020 i przyszedł czas na nowego Fiata 500. Tym razem w pełni elektrycznego. Mały, miejski samochód z napędem elektrycznym? Brzmi świetnie, ale jak wyszło?

DUCH POZOSTAŁ, PRZYSZŁOŚĆ NADCHODZI!

Jeżeli chodzi o design to po raz kolejny brawa dla projektantów. Bryła nowej 500-tki jest śliczna, a specjalny lakier wersji La Prima może być wyznacznikiem dla marek premium. W zależności od pory dnia 'Zielony Ocean' zaskakuje barwą i świetnie pasuje do małego fiata.

Piękne światła do jazdy dziennej, listwa biegnąca wzdłuż nadwozia, specjalne 17" alufelgi oraz wystające z błotników kierunkowskazy to detale, które sprawiają, że Fiat 500 znów trafia na podium w kategorii 'Flair'. Parkujemy, patrzymy i wzdychamy za każdym razem!

Oczywiście jest też wiele innowacji i stylistycznych smaczków w środku. Krajobraz Turynu ukryty w podstawie ładowarki bezprzewodowej, podświetlany guzik otwierania drzwi (brak klamki), a może powtarzające się niczym tekstura nowe logo Fiata na tapicerce. Pod względem wzornictwa Fiat 500 wszedł na kolejny poziom, ponieważ jakość użytych materiałów też jest tutaj znaczącą lepsza.

ZA KIEROWNICĄ JEST ŚWIEŻO!

W środku wita nas nowa deska rozdzielcza i tutaj mamy wyraźne bye-bye ze światem analogowym. Przed nami znajdziemy w pełni cyfrowe zegary, natomiast w centrum nowy system multimedialny z 10,25-calowym ekranem dotykowym.

Nowy panoramiczny ekran Fiata 500 to zdecydowanie jeden z lepszych wyświetlaczy, jakie widzieliśmy w nowych samochodach. Kolory, jakość i kontrast są tutaj naprawdę na wysokim poziome

Jeżeli chodzi o responsywność, to również nie mamy większych zastrzeżeń, natomiast nie jest to najwyższa półka. Ogólne odczucie jest jednak takie, że przyjemnie się na niego patrzy i swobodnie używa. Co do cyfrowych zegarów... Wydaje nam się, że mogłoby być znacznie lepiej. Postawiono tu minimalizm, natomiast brakuje wisieńki na torcie tak, jak było to w przypadku starszych modeli.

JAZDA, CZYLI CICHO I ZWINNIE

W teorii nowa 500-tka może przejechać spokojnie powyżej 250km. Producent zapewnia, że w terenie miejskim wartość ta może zbliżyć się nawet do 400km. Realnie jesteśmy bliżej tych pierwszych wartości.

Nowy Fiat 500 jest zwinny, a jego bryła sprawia, że jest to idealny samochód do miasta. Dzięki napędowi elektrycznemu nowy 'maluch' prowadzi się jak stare wersje Abarth. Tylko w kabinie jest znacznie ciszej!

Elektryczna 500-tka naładuje się bardzo szybko, dzięki możliwości ładowania prądem o mocy 85kW. To sprawia, że jego nowe wcielenie dumnie broni się na tle konkurencji. Mamy również możliwość jazdy przy użyciu jednego pedału oraz inteligentny tryb 'SHERPA', który pomoże nam zoptymalizować parametry pojazdu tak, aby dojechać do miejsca docelowego.

500e oznacza FUN! 

Siadając za kierownicę tego małego cuda historia się powtarza. Nowy Fiat 500 to znów zgrabny miejski samochód, który tym razem wprowadza szereg innowacyjnych rozwiązań oraz napęd elektryczny. Inną kwestią jest jego cena. Samochody elektryczne nie należą do najtańszych, a do takiej kategorii mogliśmy zaliczać jego poprzednika. Nowy napęd, design i technologie sprawiają, że nowa 500-tka to zupełnie nowe urządzenie, a jego wartość to około 120 tys. zł. Dużo? Mało? Z pewnością jest to auto nietuzinkowe. Jeżeli macie słabość do włoskiego wzornictwa i szukacie miejskiego malucha z przyszłości, to będzie to strzał w 10-tkę.


True crime, czyli historie z dreszczykiem napisane przez życie!

Podcasty kryminalne, czyli opowieści o zabarwieniu 'true crime', przybyły do nas z Zachodu i stają się coraz bardziej popularne. Historie, których wątek przewodni to morderstwa, porwania i zaginięcia, poparte są zwykle dogłębnym researchem i budującą napięcie narracją. Dzięki tym dwóm elementom możemy lepiej zapoznać się z przebiegiem zajść, w których autorzy rzucają nowe światło na historie najnowsze, ale również te od dawna przykryte grubą warstwą kurzu. Dziś przedstawimy Wam trzech gigantów (kryminalnej) polskiej sceny podcast'owej, o których warto pamiętać w trakcie zimowych wieczorów. Kto wie, może dodacie ich do swojej playlisty na dłużej?

Kryminatorium BY Marcin Myszka

W tym przypadku mamy do czynienia z prawdziwym pasjonatem, spędzającym wiele godzin na poszukiwaniu informacji w archiwach i bibliotekach. Merytorycznie i technicznie podcast Marcina należy śmiało nazwać majstersztykiem. Kryminatorium słucha się w olbrzymim napięciu (nawet jeśli dana sprawa nie jest nam obca i znamy jej przebieg). Oprócz historii, którymi żyła cała Polska, w podcaście posłuchamy też o przypadkach z całego świata. Tym sposobem spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie jest córka Al Bano i Rominy Power, poznamy lepiej historię tzw. ,,Trupiej Farmy'' lub dowiemy się więcej o sporach w Domu Gucci. Idź do strony podcastu.

Piąte: Nie zabijaj by Justyna Mazur

Justyna zdecydowanie przyczyniła się do tego, że pokochaliśmy historie true crime. Słuchając jej podcastu, można odnieść wrażenie, że uczestniczyła w każdej historii, o której opowiada. Oprócz napięcia, towarzyszącego podczas odsłuchu, autorka potrafi wzbudzić w słuchaczu prawdziwe współczucie względem bohaterów poszczególnych odcinków. Piąte: Nie zabijaj porusza tematy krwawych spraw, dziejących się na terenie Polski. Jeśli więc chcecie dowiedzieć się więcej zarówno o wątkach wyjaśnionych, w których poznano tożsamość mordercy, jak i o tych, które wciąż pozostają tajemnicą, to podcast dla Was! Dodatkowo playlista Justyny zawiera dwa tytuły wykraczające poza Polskę. Odcinek o nazwie ,,Czyją twarz ma zło?'' pozwoli Wam raz jeszcze przyjrzeć się dramatycznej historii opętanej przez diabła Anneliese Michel. Czy rzeczywiście wszystkiemu winne były ciemne moce? Posłuchajcie. Idź do strony podcastu.

Zagadki kryminalne BY Karolina Anna

Na początku jej kanał zdradzał tajemnice makijażu. Dziś Karolina nie prowadzi już tutoriali, ale opowiada o zagranicznych – i jej zdaniem najciekawszych – sprawach kryminalnych. Każda z opowiadanych przez nią historii przedstawiona jest w sposób niezwykle elokwentny i profesjonalny. To powoduje, że czas spędzony na odsłuchu mija w mgnieniu oka. Przeglądając bogatą playlistę Zagadek kryminalnych, możemy natknąć się na takie sprawy jak historia ucieczki z seksualnej sekty, opowieść o najkrwawszym seryjnym mordercy Tedzie Bundym lub dowiedzieć się, kim była ,,Nieznajoma z Sekwany'' i dlaczego jej uśmiech znamy lepiej, niż nam się wydaje. Idź do strony podcastu.

Autor: Aleksandra Kucza

Witajcie w domu po dwudziestu latach! - "Harry Potter - 20. rocznica: Powrót do Hogwartu"

Materiały prasowe HBO

Pamiętacie, jak kupowaliście bilety do kina na ekranizację pierwszej części przygód Harrego Pottera? A może zamiast w kinowym fotelu, obejrzeliście ją w domowym zaciszu, za pomocą odtwarzacza kaset VHS? Choć trudno w to uwierzyć, filmowy świat magii i czarodziejstwa rozpoczął się dwie dekady temu. Z tej okazji HBO przygotowało dla nas wyjątkowy seans.

Co ciekawe, to już trzecie tego rodzaju przedsięwzięcie przygotowane przez amerykańską platformę, ale pierwsze, które dotyczy hitu kinowego, a nie serialowego. W przypadku ,,Harry Potter 20th Anniversary: Return to Hogwart'' nie liczcie na tradycyjne spotkanie moderatora z grupą aktorów, kolejno wywoływanych do odpowiedzi. Pamiętajcie, że Hogwart to symbol domu, a jak dom, to i domowa atmosfera!

On wrócił!

I nie tylko On, bo oprócz Sami-Wiecie-Kogo (Ralph Fiennes), na ekranie pojawi się m.in Daniel Redcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Robbie Coltrane, Jason Isaacs, Gary Oldman, Helena Bonham Carter, Boonie Wright czy Tom Felton. Event ogląda się tym ciekawiej, że rozmowy aktorów przeplatają się, dzięki czemu widz może posłuchać wspomnień omawianych w różnych konfiguracjach – nam podobały się szczególnie te, w których śmiech Heleny Bonham Carter.

W sentymentalnej podróży po murach Hogwartu towarzyszą nam również twórcy poszczególnych części sagi.

Tym sposobem poznajemy perspektywy reżyserów, którzy – przyznajcie sami – stanęli przed prawdziwym wyzwaniem. Stworzenie magicznego świata i dobór właściwych aktorów z pewnością nie należały do łatwych zadań, ale trzeba przyznać, że obecny w dokumencie Chris Columbus miał nosa, bo wybrane przez niego postacie to strzał w dziesiątkę.

Śmietanka brytyjskiego kina

W trakcie oglądania możemy nie tylko posłuchać jedynych w swoim rodzaju rozmów, ale także obejrzeć archiwalne, dotąd niepublikowane materiały prosto z planu. Kiedy dzieciaki grające główne role w sadze o Harrym Potterze, po raz pierwszy przekroczyły próg planu zdjęciowego, nie wiedziały jeszcze, że starsi aktorzy, z którymi mają do czynienia, to crème dela crème brytyjskiego kina. Zdały sobie z tego sprawę dopiero po latach i dziś, jako dorośli, wspominają te spotkania jako prawdziwy dar od losu. Podczas seansu nie brakuje wspomnień tej części obsady, której nie ma już między nami. Młodzi aktorzy wspominają m.in. Alana Rickmana, Richarda Harrisa i Julie Walters. To zdecydowanie jedna z najbardziej wzruszających elementów dokumentu.

Always'

Oglądając nową produkcję HBO można wywnioskować, że patrzymy na rodzinę. Spotkanie aktorów ani trochę nie przypomina luźnej wymiany zdań między obcymi ludźmi. To coś więcej, co widać w gestach, uśmiechach, łzach i wyznaniach. Jeśli więc nie chcecie oglądać kolejnego sztucznie wyreżyserowanego materiału w roli głównej, dokument HBO z pewnością przypadnie Wam do gustu. Dawno nie widzieliśmy w tego rodzaju programach tylu prawdziwych i spontanicznych emocji. Na plus działa tu również sceneria i wszechobecne detale. Dzięki nim możemy przypomnieć sobie pokoje wspólne Hogwartu, sale lekcyjne czy dom Wesley'ów.

A jeśli już się czegoś czepiać...

...to realnego braku tej, bez której tysiące dzieci nie sięgnęłoby po książki – J.K. Rowling. Mimo burz wokół jej osoby miło byłoby zobaczyć ją w dokumencie. Nie za pomocą wykorzystania archiwalnych wypowiedzi, ale tak naprawdę, obok reszty naszych ulubieńców. Cóż, może z okazji trzydziestej rocznicy będzie nam dane świętować nie tylko z reżyserami i aktorami, ale również matką sagi? A skoro HBO coraz śmielej kusi fanów produkcjami tego kroju, może warto udać się do Śródziemia z ,,Władcy Pierścieni''?

Autor: Aleksandra Kucza

BMW iX Flow zmieni kolor nadwozia na zawołanie!

source: BMW

Na pewno wielu z Was widziało już wszelkiego rodzaju folie pokrywające samochody. A co powiecie na karoserię, która zmienia kolor na zawołanie? Podczas targów CES 2022 BMW zaprezentowało koncepcyjną wersję modelu iX o nazwie Flow. To pokazuje nam przyszłość motoryzacji, która robi kolejny krok w stronę personalizacji.

Technologia E Ink jest w rzeczywistości powłoką stymulowaną sygnałami elektrycznymi. Wykorzystuje ona technologię elektroforetyczną do zmiany koloru swojej powierzchni.

Korpus samochodu pokryty jest folią elektroforetyczną zawierającą mikrokapsułki o średnicy ludzkiego włosa. Każda kapsułka zawiera różnie naładowane białe, czarne lub kolorowe cząsteczki, które stają się widoczne po przyłożeniu pola elektrycznego. Nowość? Niezupełnie. Tak naprawdę to technologia używana od dawna w e-czytnikach typu Kindle, znana jako 'elektroniczny papier'.

Zastosowanie

Oprócz personalizacji prowadzone są badania na temat tego, jak zmiana koloru lub odcieniu nadwozia może wpłynąć na jego wydajność. Nie bez powodu zaprezentowano ją również na przykładzie najnowszego luksusowego EV marki. Co to wszystko oznacza? Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to będziemy mogli personalizować pojazd za pomocą wzorów i kolorów mając do wyboru poszczególne części karoserii. Druga sprawa to wydajność pojazdu elektrycznego. Wiemy, że czarny kolor przyciąga promienie słoneczne, co może być pomocne w ładowaniu lub ogrzewaniu kabiny w miesiącach słabo nasłonecznionych. Ta sama zasada może być zastosowana podczas okresu letniego, kiedy samochód będzie mógł zmienić odcień karoserii na jasny lub, jak w przypadku modelu iX Flow, biały.