Witajcie w domu po dwudziestu latach! - "Harry Potter - 20. rocznica: Powrót do Hogwartu"

Materiały prasowe HBO

Pamiętacie, jak kupowaliście bilety do kina na ekranizację pierwszej części przygód Harrego Pottera? A może zamiast w kinowym fotelu, obejrzeliście ją w domowym zaciszu, za pomocą odtwarzacza kaset VHS? Choć trudno w to uwierzyć, filmowy świat magii i czarodziejstwa rozpoczął się dwie dekady temu. Z tej okazji HBO przygotowało dla nas wyjątkowy seans.

Co ciekawe, to już trzecie tego rodzaju przedsięwzięcie przygotowane przez amerykańską platformę, ale pierwsze, które dotyczy hitu kinowego, a nie serialowego. W przypadku ,,Harry Potter 20th Anniversary: Return to Hogwart'' nie liczcie na tradycyjne spotkanie moderatora z grupą aktorów, kolejno wywoływanych do odpowiedzi. Pamiętajcie, że Hogwart to symbol domu, a jak dom, to i domowa atmosfera!

On wrócił!

I nie tylko On, bo oprócz Sami-Wiecie-Kogo (Ralph Fiennes), na ekranie pojawi się m.in Daniel Redcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Robbie Coltrane, Jason Isaacs, Gary Oldman, Helena Bonham Carter, Boonie Wright czy Tom Felton. Event ogląda się tym ciekawiej, że rozmowy aktorów przeplatają się, dzięki czemu widz może posłuchać wspomnień omawianych w różnych konfiguracjach – nam podobały się szczególnie te, w których śmiech Heleny Bonham Carter.

W sentymentalnej podróży po murach Hogwartu towarzyszą nam również twórcy poszczególnych części sagi.

Tym sposobem poznajemy perspektywy reżyserów, którzy – przyznajcie sami – stanęli przed prawdziwym wyzwaniem. Stworzenie magicznego świata i dobór właściwych aktorów z pewnością nie należały do łatwych zadań, ale trzeba przyznać, że obecny w dokumencie Chris Columbus miał nosa, bo wybrane przez niego postacie to strzał w dziesiątkę.

Śmietanka brytyjskiego kina

W trakcie oglądania możemy nie tylko posłuchać jedynych w swoim rodzaju rozmów, ale także obejrzeć archiwalne, dotąd niepublikowane materiały prosto z planu. Kiedy dzieciaki grające główne role w sadze o Harrym Potterze, po raz pierwszy przekroczyły próg planu zdjęciowego, nie wiedziały jeszcze, że starsi aktorzy, z którymi mają do czynienia, to crème dela crème brytyjskiego kina. Zdały sobie z tego sprawę dopiero po latach i dziś, jako dorośli, wspominają te spotkania jako prawdziwy dar od losu. Podczas seansu nie brakuje wspomnień tej części obsady, której nie ma już między nami. Młodzi aktorzy wspominają m.in. Alana Rickmana, Richarda Harrisa i Julie Walters. To zdecydowanie jedna z najbardziej wzruszających elementów dokumentu.

Always'

Oglądając nową produkcję HBO można wywnioskować, że patrzymy na rodzinę. Spotkanie aktorów ani trochę nie przypomina luźnej wymiany zdań między obcymi ludźmi. To coś więcej, co widać w gestach, uśmiechach, łzach i wyznaniach. Jeśli więc nie chcecie oglądać kolejnego sztucznie wyreżyserowanego materiału w roli głównej, dokument HBO z pewnością przypadnie Wam do gustu. Dawno nie widzieliśmy w tego rodzaju programach tylu prawdziwych i spontanicznych emocji. Na plus działa tu również sceneria i wszechobecne detale. Dzięki nim możemy przypomnieć sobie pokoje wspólne Hogwartu, sale lekcyjne czy dom Wesley'ów.

A jeśli już się czegoś czepiać...

...to realnego braku tej, bez której tysiące dzieci nie sięgnęłoby po książki – J.K. Rowling. Mimo burz wokół jej osoby miło byłoby zobaczyć ją w dokumencie. Nie za pomocą wykorzystania archiwalnych wypowiedzi, ale tak naprawdę, obok reszty naszych ulubieńców. Cóż, może z okazji trzydziestej rocznicy będzie nam dane świętować nie tylko z reżyserami i aktorami, ale również matką sagi? A skoro HBO coraz śmielej kusi fanów produkcjami tego kroju, może warto udać się do Śródziemia z ,,Władcy Pierścieni''?

Autor: Aleksandra Kucza

BMW iX Flow zmieni kolor nadwozia na zawołanie!

source: BMW

Na pewno wielu z Was widziało już wszelkiego rodzaju folie pokrywające samochody. A co powiecie na karoserię, która zmienia kolor na zawołanie? Podczas targów CES 2022 BMW zaprezentowało koncepcyjną wersję modelu iX o nazwie Flow. To pokazuje nam przyszłość motoryzacji, która robi kolejny krok w stronę personalizacji.

Technologia E Ink jest w rzeczywistości powłoką stymulowaną sygnałami elektrycznymi. Wykorzystuje ona technologię elektroforetyczną do zmiany koloru swojej powierzchni.

Korpus samochodu pokryty jest folią elektroforetyczną zawierającą mikrokapsułki o średnicy ludzkiego włosa. Każda kapsułka zawiera różnie naładowane białe, czarne lub kolorowe cząsteczki, które stają się widoczne po przyłożeniu pola elektrycznego. Nowość? Niezupełnie. Tak naprawdę to technologia używana od dawna w e-czytnikach typu Kindle, znana jako 'elektroniczny papier'.

Zastosowanie

Oprócz personalizacji prowadzone są badania na temat tego, jak zmiana koloru lub odcieniu nadwozia może wpłynąć na jego wydajność. Nie bez powodu zaprezentowano ją również na przykładzie najnowszego luksusowego EV marki. Co to wszystko oznacza? Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to będziemy mogli personalizować pojazd za pomocą wzorów i kolorów mając do wyboru poszczególne części karoserii. Druga sprawa to wydajność pojazdu elektrycznego. Wiemy, że czarny kolor przyciąga promienie słoneczne, co może być pomocne w ładowaniu lub ogrzewaniu kabiny w miesiącach słabo nasłonecznionych. Ta sama zasada może być zastosowana podczas okresu letniego, kiedy samochód będzie mógł zmienić odcień karoserii na jasny lub, jak w przypadku modelu iX Flow, biały.


Don't Look Up, czyli jest (z nami) gorzej, niż nam się wydaje!

Netflix, Niko Tavernise

Oglądając najnowszą premierę Netflixa w ciemno, miałem nieodparte wrażenie, że pomimo całej głupoty ludzkiej na ekranie, oglądam film ambitny. Dlaczego? Po pierwsze „Nie patrz w górę” jest dziełem Andy’ego McKaya, reżysera Big Short oraz Vice. Po drugie jest to film wypełniony mnóstwem metafor, które pomimo humoru, powinny nami wstrząsnąć.

Tragedia ludzkości

Don't look Up zaczyna się jak film katastroficzny. Fabuła skupia się na Kate Dibiasky oraz dr Randall'u Mindy. To właśnie młoda doktorantka odkrywa kometę, która wpisuje się w kategorię 'planet killer' i zmierza ku naszej zagładzie. Kometa zostaje ochrzczona imieniem swojej odkrywczyni, co również nie jest przypadkiem. Jej postać jest wyraźnie inspirowana najmłodszą eko/wojowniczką naszych czasów i staje się przedmiotem groteski. Dr Mindy to naukowiec, który początkowo nie wierzy we własne obliczenia, a za chwilę w głupotę najważniejszych osób w Państwie.

Andy McKay przedstawia nam świat, w którym ludzie są oderwani od rzeczywistości. Dokonują najgłupszych wyborów i żyją według zasad konsumpcjonizmu.

Z jednej strony widzimy tu drwinę i swojego rodzaju przerysowanie, a z drugiej, obraz społecznej mentalności, który jest na wyciągnięcie ręki.

Netflix, Niko Tavernise

 

Netflix, Niko Tavernise

Metafory, metafory!

Moim zdaniem nikt nie odniósł się jeszcze do faktu, iż sam tytuł filmu jest tu dosłowny! Jego podwójne znaczenie działa jednak tylko w oryginale (ENG). Don't look Up jest zaprzeczeniem frazy (Look up to), czyli 'Brać przykład z...' lub 'Wzorować się na...'.

Oglądając najnowszy film McKay'a odnosimy wrażenie, że chce z nas przede wszystkim zadrwić, ale i przestrzec.

Przed czym? Przed nieodpowiedzialnymi do granic możliwości politykami, toksycznymi i niedojrzałymi celebrytami, bilionerami z doliny krzemowej, statystykami i trendami. Te ostatnie są genialne zobrazowane podczas sceny, która podsumowuje w niecałą minutę wystąpienie dwójki naukowców w najbardziej popularnym talk-show śniadaniowym w Stanach Zjednoczonych. Złoto!

Jedną z najważniejszych postaci jest Peter Isherwell - trzeci najbogatszy człowiek na Ziemi. W jednej ze scen symbolicznie trzyma nawet prawą dłoń na fotelu Pani Prezydent. Przez cały film mamy wrażenie, że jest to nieodpowiedzialny narcyz, który za pomocą pieniędzy i technologii ma bezpośredni wpływ na gatunek ludzki. Brzmi znajomo? Zwróćcie również uwagę na jego nazwisko (Is/he/r/well), co można przetłumaczyć na: "Czy wszystko z nim wporządku?" To akurat ocenicie sami.

Czy warto?

Zdecydowanie tak! Kapitalna obsada pozwala na zobrazowanie 'naszej' tragikomedii w taki sposób, że będziemy śmiać się do łez, czekając na 'własną' apokalipsę. Nie można również pominąć genialnej kampanii promocyjnej, świetnych plakatów oraz kreacji. Cate Blanchett jest tu wręcz nie do poznania, Leo sprawi, że będziecie musieli sięgnąć po Xanax, a Timothée Chalamet wzruszy po raz kolejny.


Naturalnie Wyhodowane, czyli pyszne na zawsze!

Nie od dzisiaj wiadomo, że naturalne jedzenie ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie oraz dobre samopoczucie. A co jeśli nie kojarzy się to z gorzką brukselką, kapustą kiszoną albo mdłym pasztetem? Naturalnie Wyhodowane to zielonogórska marka, która łączy w sobie bistro, catering, rzemieślniczą piekarnię, lekkie i naturalne posiłki oraz pyszne desery. Niedawno przeszła wizerunkowy overhaul, otworzyła kolejny punkt, a od ładnych kilku lat jest jednym z ulubionych miejsc zielonogórzan. Dlaczego? Sprawdźmy!

LICZY SIĘ KONCEPT!

Nie każdy wie, że za pysznymi kanapkami, deserami, tartami, koktajlami i lunchami stoi prawdziwa armia ludzi. Koncept? Ograniczyć gotowe półprodukty do minimum! Czy zastanawialiście się kiedyś, ile czasu zajęłoby przygotowanie kanapki z pastrami wzorując się na przepisie Naturalnie Wyhodowane? Odpowiedź brzmi: kilka dni! Dlaczego? Ponieważ pastrami jest robione na miejscu. Podobnie jest z Łososiem Gravlax, który marynuje się w soli, cukrze i koperku przez dziesiątki godzin oraz pieczywem, które doglądane jest na każdym etapie co do minuty.

Sekretem kuchni Naturalnie Wyhodowane są składniki. Większość produktów, które są w menu od samego początku, to autorskie receptury przyrządzane przez zawodowych kucharzy

Mieliśmy okazję spędzić kilka dni na 'naturalnej' kuchni i choć nie możemy pokazać Wam wszystkiego, to udało nam się zobaczyć naprawdę wiele. Nawet my nie zdawaliśmy sobie sprawy, ile serca wkładane jest w każdy produkt z przysłowiowej witrynki. W tym miejscu niech przemówi obraz!

MENU SUPERSTARS

Większość zielonogórzan kojarzy punkt przy ulicy Kupieckiej, ale nie wszyscy wiedzą, że od kilku miesięcy działa drugie Naturalnie Wyhodowane, które znajdziecie w samym centrum. Przy Westerplatte 9 możemy wygodnie usiąść w porze lunchy, wypić kawę lub wpaść na zdrowy deser. No właśnie, przejdźmy do konkretów.

Naturalnie Wyhodowane ma na swoim koncie pozycje niemalże kultowe. Deser Monte, Pesto, Koktajl Odporność, Kostki Brownie, Tiramisu, Kanapka z Pastrami. Sami od kilku lat chodzimy po to samo i uwaga... nic nam się nie nudzi.

Oczywiście, żeby nie wiało nudą, możemy codziennie spróbować domowych lunchy, nowych deserów, koktajli, tart oraz kanapek.

Kolejny krok!

Warto również wspomnieć, że Naturalnie Wyhodowane to również codzienny catering dla firm, a ostatnio również szkół. Jak to możliwe? Dowozy odbywają się najczęściej dzięki objazdom z kanapkami i sałatkami, natomiast w szkołach i wybranych firmach stawiane są automaty vendingowe.

Rozpoznawalność!

Wszystkie produkty marki znajdziemy pod szyldem litery 'N' w kucharskiej czapce. Marka przeszła niedawno poważny rebranding i zadbała o spójność całej oferty. To kolejny element na plus, który zdradza, że właściciele myślą również o komunikacji wizualnej i szanują swoich odbiorców. W końcu, jeżeli tworzy się rzeczy piękne i smaczne, to czemu nie pokazywać ich w piękny sposób?

Jeżeli należysz do osób, które jeszcze nigdy nie przekroczyły progu Naturalnie Wyhodowane to gorąco Was do tego zachęcamy. Menu marki pomoże nie tylko w zdrowym odżywianiu, ale i trzymaniu się diety. Skład produktów jest bardzo prosty i tak naprawdę łatwo policzalny. Jest naturalnie, jest pysznie!


Cosmic Eye - Rzeźba, gadżet czy dzieło sztuki?

Source: Robert Spillner

Cosmic Eye to sferyczno-kinetyczna rzeźba, która jednym ruchem ręki zapewni nam piękne i nieskończone wzory. Wypełniony przezroczystą cieczą i magicznymi cząsteczkami, swoim ruchem przypomina obracające się galaktyki lub obrazy przypominające te, wykonane przez satelity pogodowe. Autorem Cosmic Eye jest Robert Spillner, artysta oraz inżynier z Niemiec. Już jako dziecko odczuwał głęboką fascynację mechaniką.

"Podążając za pierwotną iskrą łączenia inżynierii ze sztuką, chciałem stworzyć nie-cyfrową grafikę, która zmieniałaby się w czasie i nieustannie tworzyła estetyczne wizualizacje. Pewnej nocy oświeciło mnie, że powinienem użyć molekuł zamiast części mechanicznych."

cosmic eye magazyn The ARQ gadżet
Source: Robert Spillner

Odskocznia od cyfrowego świata

Czy zwróciliście uwagę, że 'nowoczesny' człowiek odpoczywa z telefonem w ręku. Przeglądanie sieci, social mediów lub oglądanie wideo stało się synonimem relaksu. To właśnie świat podobnych absurdów sprawił, że doceniamy wynalazki, jak Cosmic Eye, jeszcze bardziej.

Ten wyjątkowy gadżet z kampanii na Kickstarterze to coś więcej niż zabawka na chwilę. To w pewnym sensie małe dzieło sztuki dla osób, które cenią sobie estetyzm, spokój i rzemiosło. Cosmic Eye możemy obracać, przechylać lub potrząsać. Specjalnie opracowane przegrody przepływowe wewnątrz obudowy wprawią ciecz w ruch. Zrelaksowani? Wystarczy kilka minut, aby cząsteczki opadły na ziemię, a komora zmieniła się w przezrocze.

Source: Robert Spillner

Co sądzicie o takim wynalazku? Chcecie weprzeć wynalazek Roberta? Zajrzyjcie na stronę jego projektu w serwisie Kickstarter.

Jeżeli podoba się Wam estetyka naszego magazynu oraz brak reklam to nie zapomnijcie śledzić nas w social mediach. Tworzymy nietuzinkowe reportaże oraz felietony, które skupiają się na wartościowych treściach.


TARYFA TESLA - CZYLI EVITY ZASKAKUJE PO RAZ KOLEJNY!

O zielonogórskiej sieci elektrycznych taksówek pisaliśmy już nie raz i jak się okazuje, zaskakują nas po raz kolejny. Dla przypomnienia, Evity to nie tylko flota elektrycznych taksówek. To swojego rodzaju medium, które pozwala nam bliżej doświadczyć jazdy elektrycznym autem. Najlepszy sprawdzian to przecież życie codzienne. Miasto, korki, bagaże, zakupy i te sprawy

Teraz, do wszystkich świadczonych przez markę Evity usług, doszła chyba ta najważniejsza. Z pewnością dla wszystkich, którzy po kryjomu myśleli sobie “Czemu Nissan Leaf, a nie… Tesla!” No więc nadszedł czas, kiedy możemy bliżej przyjrzeć się pojazdowi, który napędza obecnie elektromobilność na świecie.

WYŻSZY POZIOM PODRÓŻOWANIA!

Już od jakiegoś czasu Evity oferuje przejazdy najważniejszym ‘dzieckiem’ Elona Muska tj. Teslą Model 3. Kompaktowy samochód rodzinny, w którym wszystko jest, jak nie z tego świata. Dlaczego Evity zdecydowało się na taki zakup?

“W branży EV to właśnie marka stworzona przez Elona Muska wyznacza trendy wśród aut elektrycznych. Wprowadzając model Tesli do floty Evity chcieliśmy w ten sposób zapewnić naszym klientom najwyższy standard podróżowania”

Taksówki spod znaku Tesli to nadal bardzo rzadki widok. Warto podkreślić, że Evity jako jedna z pierwszych korporacji w Polsce wprowadziła do swojej floty jedno z najbardziej rozpoznawalnych aut elektrycznych na świecie. Z drugiej strony, zdaje się to być oczywistym krokiem w budowaniu i rozwoju floty opartej w 100% na pojazdach EV.

“POPROSZĘ TESLĘ NA ULICĘ…”

Aby doświadczyć przejażdżki najnowszym nabytkiem Evity, wystarczy że użyjemy aplikacji i wybierzemy z listy Teslę. Możecie się domyślać, że pomimo 3 dostępnych taksówek, zainteresowanie jest bardzo duże! Kurs jest troszeczkę droższy, ale naprawdę warto! Dlaczego?

Chociażby ze względu na komfort. Bryła modelu 3 została zaprojektowana tak, aby dostarczyć maksymalnie dużo miejsca przy zapewnieniu najwyższych standardów bezpieczeństwa. Nie każdy też wie, że Model 3 został okrzyknięty jednym z najbezpieczniejszych aut na naszej planecie. Po pierwsze mamy tu niski środek ciężkości, który chroni nas przed wywrotką. Po drugie, nie ma tu tradycyjnego silnika, co przyczynia się do powstania dużej strefy zgniotu.

JEDZIEMY? RACZEJ LECIMY!

Przejdźmy jednak do sedna. Jazda tym pojazdem to doświadczenie inne niż wszystko. Tesla to przede wszystkim frajda i szybkość. Design? Futurystyczny wygląd, ukryte w drzwiach klamki (na szczęście auta są białe, a klamki czarne) i kosmiczny środek.

W środku jest naprawdę wygodnie, a cały kurs to okazja do rozmowy na temat innowacyjnych rozwiązań. Nie ma tu tradycyjnych zegarów, jest jeden ekran, kierownica i… kierowca. Wszystko dzieje się za pośrednictwem ekranu dotykowego, który umieszczony jest niczym mały telewizor w skandynawskim wnętrzu.

MODEL 3 to oferta skierowana do klienta premium. Spotkanie biznesowe, kurs na lotnisko, impreza? Podróżowanie taką taksówką to swojego rodzaju ‘oświadczenie’. “Wybieram jazdę bezemisyjną, wybieram wygodę!”

Przyspieszenie? Nawet w podstawowej wersji silnikowej Tesla jest szybka jak błyskawica, a kierowcy przyznają, że przy zmiennych warunkach pogodowych trzeba pamiętać, co drzemie ‘pod maską’. Warto również wspomnieć, że Tesle są prowadzone przez najbardziej doświadczonych kierowców floty Evity, którzy stale rozwijają swoje umiejętności oraz wiedzę z zakresu elektromobilności. No właśnie zastanawialiście się, jak to wygląda z perspektywy kierowcy?

CZY ELON MUSK ZADBAŁ O TAKSÓWKARZY PRZYSZŁOŚCI?

Od samego początku byliśmy jednak najbardziej ciekawi opinii osób, które siedzą na fotelu kierowcy. Przecież Tesla to jedna wielka innowacja, a więc jaki ma to wpływ na pracę ‘taksówkarza’? Otóż… ogromny!

Po zamknięciu drzwi kierowca Evity wybiera swoje imię i za pomocą jednego przycisku wszystko dopasowuje się pod niego. Lusterka, fotel, kierownica, aplikacje oraz profil użytkownika. Magia! Kolejną istotną cechą jest prowadzenie. Każdy kierowca Evity może opowiedzieć Wam o tym, jak pewnie czuje się ‘za sterami’ Modelu 3. Wysokiej klasy zawieszenie, bardzo precyzyjny układ kierowniczy oraz innowacyjne systemy bezpieczeństwa stawiają Model 3 wysoko ponad konkurencję. Na ekranie głównym możemy zauważyć, że Tesla widzi wszystko. Drogę, barierki, pasy, inne auta (łącznie z ich bryłami). A co z funkcjami, o których kierowcy tradycyjnych taksówek mogą tylko pomarzyć?

Jest tutaj przeglądarka internetowa, genialna nawigacja, od groma czujników, funkcja boombox z głośnikami na zewnątrz, Netflix, gry karciane, wirtualny kominek i Spotify.

Dostęp do tych wygód sprawia, że praca ‘taksówkarza’ weszła właśnie na zupełnie inny poziom. Trzeba jechać na myjnie? Model 3 posiada tryb, który zadba o to, aby podczas mycia wszystkie drzwi i okna były na pewno zamknięte. Pamiętajcie, jeśli nasz kierowca czuje się dobrze to oczywistym jest, że my też będziemy czuć się dobrze. Tak więc, zachęcamy wszystkich entuzjastów elektromobilności oraz wygodnego podróżowania do skorzystania z okazji, którą daje nam Evity.

Jeżeli podoba się Wam estetyka naszego magazynu oraz brak reklam to nie zapomnijcie śledzić nas w social mediach! Tworzymy nietuzinkowe reportaże oraz felietony, które skupiają się na wartościowych treściach.


SpinLaunch wystrzelił właśnie pierwszą satelitę za pomocą wyrzutni!

Żródło: Spinlaunch

Kalifornijska firma SpinLaunch zakończyła właśnie testowy lot rakiety w Nowym Meksyku, proponując tym samym alternatywę dla rakiet paliwowych. Jak? Katapultując ją na orbitę za pomocą wyrzutni. Pozwólcie, że wyjaśnimy.

KINETYCZNY SYSTEM STARTOWY

Spinlaunch to innowacyjna firma zajmująca się nową technologią kosmiczną, która stworzyła alternatywną metodę umieszczania 200-kilogramowych satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. W przeciwieństwie do tradycyjnych rakiet na paliwo SpinLaunch wykorzystuje naziemny, napędzany elektrycznie kinetyczny system startowy, który zapewnia znacznie tańsze i przyjazne dla środowiska podejście do dostępu do przestrzeni kosmicznej.

Jest to jedna z największych innowacji w przemyśle kosmicznym oraz ogromny krok naprzód dla szybko rozwijającego się przemysłu małych satelit

Maszyna nazywana jest akceleratorem suborbitalnym i jest to pierwszy na świecie kinetyczny system wystrzeliwania obiektów na orbitę Ziemi. Misja? Projekt ma na celu zapewnienia najtańszego, przyjaznego dla środowiska systemu wystrzeliwania orbitalnego.

Żródło: Spinlaunch

Akcelerator suborbitalny SpinLaunch jest zaprojektowany do działania z prędkością od 1200 do 8000 km/h i działa przede wszystkim jako stanowisko testowe dla systemu orbitalnego. 22 października 2021 r. uruchomienie firmy z powodzeniem napędzało pojazd testowy z prędkością ponaddźwiękową i zakończyło się odzyskaniem pojazdu latającego wielokrotnego użytku.

Koniecznie zobaczcie film z wyrzutu testowego!

Jeżeli podoba się Wam estetyka naszego magazynu oraz brak reklam to nie zapomnijcie śledzić nas w social mediach. Tworzymy nietuzinkowe reportaże oraz felietony, które skupiają się na wartościowych treściach.


Targi Warsaw Home 2021 - 5 marek, które zwróciły naszą uwagę!

Targi Warsaw Home & Contract to miejsce, w którym spotykają się fani architektury oraz dobrego designu. To przede wszystkim targi branżowe, na których projektanci, architekci, producenci oraz wykonawcy mogą poznać najnowsze trendy oraz technologie wykorzystywane w architekturze wnętrz. Sprawdźcie 5 marek, które zwróciły naszą uwagę.

1. RING BY VANK

VANK to firma tworząca meble, obiekty i jak sami twierdzą, znaki w przestrzeni. Najbardziej charakterystycznymi produktami marki są dźwiękoszczelne kabiny z serii Wall Box oraz ścianki mobilne o podobnej funkcji. Ciężko pomylić ich 'design language' z jakimkolwiek innym producentem, ale to właśnie w tym roku zwrócili naszą uwagę nową kolekcją o nazwie Ring.

Odchodząc nieco od ostrych i awangardowych kształtów, Ring to uniwersalna kolekcja, która świetnie sprawdzi się w biurach, hotelach oraz miejscach spotkań

Oczywiście na pierwszy rzut oka mamy ciekawy, krągły i minimalistyczny design, natomiast to, czego nie widać jest tu najbardziej interesujące. Filozofia zrównoważonego designu sprawia, że nowa kolekcja mocno wspiera recycling. Wypełnienie, stelaż oraz tkaninę można bardzo łatwo oddzielić, segregować, a następnie ponownie przetworzyć. Co więcej, siedziska wypełnione są przemysłowymi odpadami poprodukcyjnymi, głównie szatkowaną pianką poliuretanową. Takie podejście ogranicza ilość zakupu nowych pianek stosowanych w branży meblowej. Brawo!

2. DUŻO ŁADNYCH RZECZY OD Hübsch

Duńska marka Hübsch została założona w 2010 roku przez troje miłośników skandynawskiego designu, a ich nazwa oznacza po prostu 'ładny'. Naszą uwagę zwróciło stoisko, które było pełne ciekawych aranżacji, ciepłych kolorów i dobrego design'u.

Hübsch to głównie minimalistyczne meble oraz stylowe dodatki. Po kilku minutach wiedzieliśmy, że pierwsze skrzypce gra tu funkcjonalność, ale i swoista radość

Wszędzie mogliśmy dostrzec drewno, metal, szkło, ceramikę oraz przedmioty codziennego użytku, które tworzyły nowoczesne skandynawskie aranżacje. Najbardziej urzekły nas proste formy ceramicznej zastawy, które idealnie wpisywały się w nazwę marki. Były kolorowe, proste i funkcjonalne.

3. MANUFAKTURA OD PAP DECO

PAP DECO to polska, rodzinna manufaktura, będąca pionierem mosiężnych dekoracji ściennych i uchwytów meblowych, które wytwarzane są tradycyjną technologią odlewniczą. Marka zrodziła się w głowie Piotra i Marcina Paplińskich. Braci, którzy wychowywali się w rodzinie artystycznej tworzącej m.in ekskluzywne statuetki na najważniejsze wydarzenia w Polsce.

To, co urzekło nas na stoisku marki to estetyka, minimalizm oraz wielkie zainteresowanie ich sztuką

Nie, nie nadużywamy tego słowa! Dekoracje ścienne oraz uchwyty w ich ofercie dają prawdziwy powiew świeżości w architekturze wnętrz. Ich stoisko nie należało do największych, ale w swojej prostocie skupiało się na tym, co najważniejsze. Co innego oglądać ich produkty w katalogu lub na stronie internetowej, a co innego zobaczyć je na żywo i dotknąć.

4. LUXURY FITNESS BY PENT.

Przemieszczając się pomiędzy halami targów, mieliśmy jeden wyraźny moment WOW! Stoisko prezentujące luksusowy sprzęt fitness marki PENT. to nie tylko sprzęt funkcjonalny, ale w pewnym sensie kolekcja pięknych mebli.

Każdy element jest wykańczany ręcznie, a to sprawia, że trafia w gusta nawet najbardziej wymagających entuzjastów fitnessu

Oglądając kolekcję PENT.fitness z bliska, mogliśmy doświadczyć, jak nietuzinkowy design dopełnia szlachetne materiały w postaci drewna oraz stali nierdzewnej. Gotowe zestawy mobilne takie, jak Sophia to idealne rozwiązanie dla luksusowych hoteli oraz ośrodków SPA. Kto by przypuszczał, że można podziwiać mechanizm skokowy ławeczki do ćwiczeń lub stojak na hantle.

5. DOBRY NASTRÓJ OD LUMEEGO

Na koniec to, co dizajnerzy lubią najbardziej. W jednym z bocznych sektorów wpadliśmy na markę LUMEEGO Candles i skończyło się na zakupach! Ale od początku. LUMEEGO to wyjątkowo urocze świece z naturalnego, ekologicznego wosku sojowego wymieszanego z naturalnymi olejkami eterycznymi, które występują w 12 odsłonach (nastrojach).

W LUMEEGO liczy się przede wszystkim nastrój, który zaczyna się już na etapie opakowania. Marka posiada piękną identyfikację wizualną, ciekawe opakowania oraz przemyślane Tone of Voice. Brawo!

Co jeszcze wyróżnia LUMEEGO? Dzięki unikalnej i opatentowanej technologii ręcznie wytwarzanego, hartowanego szkła dwuściankowego Aroma Space™ płomień świecy ogrzewa większą ilość wosku, uwalniając przy tym ich zapach szybciej i pełniej. Na koniec nie pozostało nam nic innego, jak zaopatrzyć się w zestaw kilku świec dla najbliższych.

Jeżeli podoba się Wam estetyka naszego magazynu oraz brak reklam to nie zapomnijcie śledzić nas w social mediach. Tworzymy nietuzinkowe reportaże oraz felietony, które skupiają się na wartościowych treściach.


Nowy Peugeot 3008 - Lider w swojej klasie!

Z testem odświeżonego 3008 czekaliśmy celowo, ponieważ rynek motoryzacyjny w pewnym momencie stanął. Poprzedni 3008 był liderem klasy mid-SUV, ponieważ świetnie wyglądał, posiadał mnóstwo innowacyjnych rozwiązań, a ponad wszystko był naprawdę dobrym autem. Jak wygląda to po głębokim lifcie? Artykuł powstał przy współpracy z Peugeot Wojciechowski Zielona Góra. Zapraszamy do testu.

Wygląda jeszcze lepiej

Jesteśmy projektantami, więc zanim naciskamy guzik Start, obserwujemy. Nowy 3008 to samochód, w którym każdy charakterystyczny akcent poprzednika został podkręcony o jeden poziom. Nowa 'twarz' z charakterystycznym wzorem grill'a przechodzącego w zderzak wygląda genialnie. Szczególnie w opcji Black&White.

Światła do jazdy dziennej w postaci lwiego kła to rozpoznawalny symbol marki, więc również nie mogło go tutaj zabraknąć. Z tyłu natomiast światła LED zostały przeprojektowane tak, że motyw 3 pazurów jest w pewnym sensie podwojony. Mamy tu bowiem 3 rzędy, po 3 lampy, co daje świetny efekt przestrzenny i wygląda zdecydowanie lepiej. Całość ukryta jest w przydymionych kloszach, które w połączeniu z czarną listwą bagażnika poszerza nadwozie.

Zapraszamy na pokład!

Wnętrze nowego 3008 nawiązuje mocno do poprzednika, aczkolwiek użyte materiały są jeszcze lepsze, a ogólna ergonomia jest tu na najwyższym poziomie. Zegary i-Cockpit® oraz 10-calowy ekran dotykowy działają o niebo lepiej.

Marka Peugeot wyraźnie realizuje swoje założenia w kwestii upMarket. Nowe modele Peugeot charakteryzuje bardzo dobra jakość wykończenia, spasowanie oraz ergonomia

Fotele oraz pozycja za kierownicą jest tu bardzo dobra. 3008 to model, w którym i-Cockpit® oraz mała kierownica umiejscowiona poniżej linii zegarów sprawdza się idealnie. Konsola centralna posiada fortepianowe klawisze skrótowe, które nie tylko usprawniają obsługę, ale i świetnie wyglądają. Jest wygodnie, komfortowo i nowocześnie.

Tym razem Plug-In i 300KM

Samochodem jeździ się bardzo przyjemnie. Ręce na kierownicy odpoczywają, a układ napędowy nie pozwoli nam się nudzić. Mamy tu hybrydę typu Plug-in, 300Nm i 6 sekund do setki. Dzięki temu ruszamy spod świateł bardzo sprawnie pomimo 1850kg wagi. Waga wpływa na przyczepność jazdy po autostradzie, natomiast da się we znaki przy twardych nierównościach. Morał? Przy aucie, które prowadzi się tak dobrze, nie można mieć wszystkiego.

Nowy 3008 jest bardzo dobrze wyciszony i podobnie jest też z jego zawieszeniem. To sprawia, że podczas jazdy bezemisyjnej możemy poczuć się jak w elektryku

Mamy tu zatem bardzo dużo plusów. W testowanej wersji mamy auto praktyczne, świetnie wyglądające, wygodne, szybkie oraz hybrydowe. Jeżeli robimy ok 20km dziennie po mieście, to bez problemu przejedziemy je na energii elektrycznej. Być może jest to idealne rozwiązanie przejściowe, dopóki świat nie zostanie opanowany przez elektryki.

Testując nowego 3008, szczerze, nie będziemy się na siłę do niczego przyczepiać. Jeden z najważniejszych modeli w gamie francuskiego producenta zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Kiedy robi się ciemno wnętrze nowego Peugeot robi się jeszcze ciekawsze. Mamy dobre nagłośnienie, panoramiczny dach oraz podświetlenie ambientowe. Te wszystkie elementy sprawiają, że czujemy się, jak w samochodzie z najwyższej półki. Brawo Peugeot!


Diuna - Widowisko na jednym wdechu!

Istnieje teoria, według której najpierw fascynuje nas konkretny gatunek filmu, z czasem konkretny aktor, a na końcu zaczynamy obserwować filmowe dzieła danego umysłu. Dlaczego Powinniście prześledzić twórczość Denis Villeneuve i co sprawia, że Diuna to jeden z najważniejszych filmów ostatniej dekady? Zapraszamy na recenzję inną niż wszystkie!

Teatr dla oczu, UCZTA DLA ZMYSŁÓW

Denis Villeneuve jest filmowcem nietuzinkowym, a jego najnowsze dzieło potwierdza tylko, że niezależnie od gatunku traktuje film, jako medium, które ma nami wstrząsnąć. Pamiętajmy, że oprócz Blade Runner'a, Denis ma na swoim koncie perełki w postaci Sicario czy Labirynt. Te filmy pod każdym względem są naładowane emocjami oraz genialną pracą kamery. Dla przypomnienia lub jeśli ktoś z Was jeszcze nie widział, Sicario to brutalność świata karteli narkotykowych, która wbije Was w fotel na 2h. Labirynt natomiast to obraz żałoby ojca, któremu porywają córkę. Dzięki mistrzowskiej obsadzie film wyciśnie łzy nawet z największego twardziela, a jego historia zaskoczy Was niejednokrotnie. Jak to wszystko się ma do legendarnej Diuny?

Kanadyjczyk po raz kolejny udowadnia, że kino sci-fi to dla niego narzędzie, które dosłownie przeniesie naszą świadomość. Uwierzymy w świat, bohaterów oraz historię, która jest przecież fikcją

Zacznijmy od tego, że Diuna jest niezwykle trudną powieścią do pokazania. Co więcej, posiada też mocne przesłanie filozoficzne, momentami wręcz religijne. Choć pierwsza adaptacja wyszła momentami zabawnie, to nadal jest filmem kultowym. Być może nie istniały narzędzia, które mogły zobrazować tak bogaty i szczegółowy świat. Najnowsza ekranizacja jest cholernie wierna wizji Franka Herberta i z pewnością sprawi, że miliony nowych czytelników sięgnie po ten tytuł. Warto również wspomnieć, że Denis Villeneuve wielbi wręcz praktyczne zastosowanie efektów specjalnych, a green screen stosuje do minimum. Podczas seansu doświadczycie ogromnych i przede wszystkim realnych planów, które budują wyjątkowy klimat planety Arrakis. Diuna to również w pewnym sensie celebracja ludzkiej inteligencji. Nie znajdziecie tu śmiesznych robocików i sztucznej inteligencji. W pomieszczeniach panuje niemalże antyczny klimat, a wiele scen podkreśla rękodzieło.

Cgi do minimum, emocje w eter!

Czy wiecie, jak wyglądał pierwszy dzień zdjęciowy na planie Diuny? Timothée Chalamet miał za zadanie odegrać jedną z najważniejszych scen w książce. Chodzi tu o test Gom Jabbar, który pokaże czy człowieczeństwo młodego księcia wygra ze zwierzęcymi odruchami. Test przeprowadza Wielebna Matka odgrywana przez Charlotte Rampling. Nie ma tu żadnego CGI i zbędnych wodotrysków. Jest za to mroczna sceneria, niczym z koszmaru. Ta niecała minuta na początku filmu sprawi, że będziecie wiercić się we własnym fotelu i sami poczujecie ból Paul’a z rodu Atrydów. Timothée Chalamet zachwycił naszą redakcję już wcześniej, odgrywając Księcia Hal'a w Królu (2019). W Diunie udowadnia, że dopiero się rozkręca.

To właśnie emocje oraz genialna muzyka samego mistrza (Mark'a Zimmer’a) zabierają nas w niezwykle realny świat odległych planet, kultur oraz technologii, która odbierze nam oddech na ponad 2 godz.

Być może to miłość do oryginalnej powieści sprawiła, że wszyscy stanęli tu na wysokości zadania. Mark Zimmer w jednym z wywiadów wyznał, że jego największym marzeniem było stworzenie ścieżki dźwiękowej do Diuny, natomiast sam reżyser mówi otwarcie, że nareszcie stworzył film dla siebie.

Technologia

Może zacznę od maszyn takich, jak Ornitopter. Dokładnie tak wyobrażaliśmy sobie pojazd, który leci, trzepocząc własnymi skrzydłami i uwierzcie nam, Denis poświęcił każdą dostępną sekundę na prezentację technologii tego pojazdu. Kolejną niezwykle trudną naszym zdaniem rzeczą do pokazania była tzw. Tarcza Holtzman'a. To technologia, która wytwarza pole chroniące ciało podczas walki. Walki jest w Diunie sporo, więc czasu na zrozumienie tej technologii również.

Fani powieści, gadżeciarze oraz dizajnerzy odbiorą Diunę, jak prawdziwą ucztę dla zmysłów

Diuna to również świat bezlitosnej pustyni, na której woda stanowi niezwykle cenną walutę. Niejednokrotnie cenniejszą, niż życie. Cenniejszy jest tylko Melanż. (Żart zamierzony). Wyobraźcie sobie zatem, jak cenna jest filiżanka kawy? Ten żart też zrozumiecie po filmie. Powieść Franka Herberta zawierała również opisy kilku technologii pozyskiwania oraz filtracji wody. Jedną z nich możemy znaleźć w kombinezonach Fremen'ów (mieszkańców planety Arrakis). Był to specjalny strój, który filtrował pot i zamieniał go w wodę do picia.

Bohaterowie

Chyba najbardziej obawialiśmy się Oscara Issac'a w roli Księcia Leto... oj jak niepotrzebnie. Aktor odgrywa niezwykle dojrzałą postać, która musi zmierzyć się z największą misją w historii rodu Atrydów. Po drugiej stronie jest Baron Harkonnen (Stellan Skarsgård), który odraża nie tylko wyglądem, ale i nieskończonym mrokiem. Oczywiście główne skrzypce gra tutaj Paul, ale prawdziwe fanfary należą się również dla Lady Jessici (Rebecca Ferguson) oraz Duncan'a Idaho odgrywanego przez Khal'a Drogo... przepraszamy (Jason Momoa).

Więcej niż film!

Oprócz oczywistych aspektów wizualnych warto podkreślić sferę filozoficzną. Diuna rozprawia na tematy takie, jak władza, honor, miłość, przeznaczenie i strach. Te wszystkie emocje są bardzo prawdziwe. Niezależnie od tego, czy doświadczamy burzy piaskowej, rozmowy ojca z synem, gniewu czy spektakularnej eksplozji... wszystko tutaj siedzi. Diuna to również pierwszy film, który pomimo swoich 2h i 35min wydaje nam się za krótki. Tak! Właśnie tak świetnie się go ogląda.