Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie, czyli koniec epoki

Coś się kończy, coś zaczyna. Tak właśnie po wielu dekadach, po raz kolejny kończy się Saga Gwiezdnych Wojen. Oryginalna trylogia zebrała całą rzeszę fanów, trylogia prequeli podzieliła ich, a trzecia, czyli ta wykonana przez Disneya, stworzyła kanion pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami nowych przygód galaktycznych wojen.

To chyba największe wyzwanie, jakie mogło stanąć przed reżyserem. Ukończenie ponad czterdziestoletniej Sagi i sprostanie oczekiwaniom fanów to naprawdę karkołomne zadanie. Jeszcze trudniejszym wyzwaniem jest dobrze zakończyć coś, co ma miliony fanów na całym świecie. Tego wyzwania podjął się J.J Abrams. Jak mu poszło? Całkiem nieźle, chociaż głosy jak zawsze są podzielone.

Skywalker. Odrodzenie to uczta dla zmysłów

J.J Abrams stworzył film z rozmachem godnym imperialnej floty. Efekty specjalne stoją na najwyższym poziomie. W przypadku filmów z tej serii, nic się nie zmieniło. CGI, oprawa wizualna i wszystko, co odbiorą nasze oczy, zawsze było na najwyższym poziomie. Do tego jeszcze dochodzą efekty dźwiękowe. Dźwięki otoczenia, statków, blasterów i oczywiście mieczy świetlnych są doskonałe! Nie ma co się dziwić, w końcu to Gwiezdne Wojny! Takich filmów nie robi się z małym budżetem. Disney na ostatnią cześć Sagi przeznaczył aż 275 milionów dolarów. Skywalker. Odrodzenie to ponad dwugodzinna uczta dla zmysłów. Mówiąc o zmysłach, nie można nie wspomnieć o ścieżce dźwiękowej. Ta robi ogromne wrażenie! Muzyka symfoniczna, nawet jeśli gra w tle to wyraźnie oddziałuje na emocje. Dzięki muzyce czujemy napięcie, rozluźnienie, a czasem niepokój. Każdy utwór pasuje do klimatu filmu. Warto przypomnieć, że to właśnie muzyka po części stworzyła historię Gwiezdnych Wojen. Kto nie kojarzy wątku przewodniego albo marszu imperialnego?

Historia przedstawiona w space operze ostatecznie zamyka wątek Jedi i bohaterów ostatniej trylogii

Rozwiązuje się nieustanna walka między jasną a ciemną stroną mocy, chociaż w tej kwestii pojawia się pewna niespodzianka. Większość wątków zostało przeprowadzonych do końca, bez niedomówień. Reżyser nie zostawił nam wiele miejsca na własną interpretację. Z jednej strony to dobrze, bo widocznie tak chciał przekazać swoją wizję końca sagi. Z drugiej strony zawsze pozostaje pewien niesmak, ponieważ kilka historii rozwiązuje się w dość kontrowersyjny sposób. Przez pewne fakty fabularne mamy w głowie jedno pytanie – jak? Na to pytanie odpowiedzą sobie tylko wierni fani całego uniwersum, a nie tylko Sagi. Ambrams nie zapomniał o fanach starych części i puścił do nich kilka razy oczko. Tak więc, fani sagi na pewno znajdą rzeczy, które już kiedyś widzieli i zwyczajnie się ucieszą!

CO POSZŁO NIE TAK?

Co do samego przebiegu historii, czasami czułem się, jakbym oglądał film przygodowy podobny w niektórych scenach do Indiany Jonesa! „Stare” Gwiezdne Wojny przyzwyczaiły nas do nieco innej narracji. W 'Odrodzeniu' jest za dużo elementów przygodowych. Zwiedzanie podziemnych tuneli w poszukiwaniu artefaktu? Przeszukiwanie wraku po kolejny artefakt? Skakanie między wielkimi przepaściami? Wszystko można zrozumieć, ale Rey to nie Lara Croft, a Finn nie przypomina Indiany Jones'a, więc poszukiwanie artefaktów i skakanie nad przepaściami zostawmy archeologom, a miecze świetlne rycerzom Jedi.

Słabo wypada również Polska wersja językowa. Głosy aktorów są moim zdaniem słabo dopasowane. Żeby nie zdradzić zbyt wiele, powiem tak: Ciemna strona mocy, powinna mieć wyraźnie mroczny i tajemniczy wydźwięk, a nie poukładanego psychicznie emeryta, który odbiera wnuczkę z przedszkola.

Mimo wszystko polecam ostatnią część Gwiezdnych Wojen, nawet wszystkim tym, którzy nie widzieli ostatnich części. To koniec czegoś tak ogromnego, że trudno o tym mówić. To koniec epoki, koniec wszystkiego, koniec wojny.

 

Autor: Mateusz Jamroz

Oto Vision-S, elektryczny samochód firmy Sony!

Podczas gdy cały świat krytykuje nowe/stare logo konsoli Play Station 5, firma Sony zaskoczyła wszystkich podczas tegorocznych targów CES 2020 i zaprezentowało samochód elektryczny. Oto Vision-S!

Warto wspomnieć, że auto jest prototypem, natomiast wygląda jak samochód produkcyjny. Pojazd zaskakuje dopracowaniem, dynamicznym designem oraz funkcjonalnością. Jak na prototyp mamy tu ciekawy look przypominający Porsche, dbałość o szczegóły, funkcjonalne wnętrze z działającym interfejsem oraz wysoką jakość zastosowanych materiałów. Kierownica też jest okrągła. Wnętrze to panoramiczny ekran prezentujący system infotainment. Jeżeli do tej pory Sony kojarzyło Wam się z konsolami i telewizorami, to trzeba przyznać, że przy Vision-S wykonali kawał świetnej roboty.

Sony nie ukrywa, że do współpracy nad samochodem zaprosiło ekspertów ze świata automotive oraz nowych technologii. Nvidia, Continental, Bosh i Qualcomm to tylko część zespołu

Co oferuje VISION-S?

Producent wyposażył auto w dwa silniki elektryczne o mocy prawie 270 KM, co pozwala na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w czasie poniżej 5 sekund. Akumulatory znajdują się bardzo nisko, co przekłada się na przestronne wnętrze. Projekt całego wnętrza to prawdziwy minimalizm i portfolio technologii. Jest jasno, wygodnie i nowocześnie. Dach samochodu to również panoramiczna tafla szkła. Oczywiście jest też nagłośnienie premium 360 Reality Audio, masa czujników oraz radary, które mają dbać o bezpieczeństwo oraz pozwalać na autonomiczną jazdę.

CO MÓWI NAM SONY?

Nawet jeśli jest to tylko pokaz możliwości, to Sony zdecydowanie zasługuje na pochwałę. Inżynierowie z Japonii zaprezentowali szereg ciekawych rozwiązań. Platforma pojazdu została dostarczona przez austriacką firmę Magna Steyr. W takim razie, co Sony ma w planach? Na pewno wiecie, że produkcja seryjna pojazdu jest potwornie drogim przedsięwzięciem - wystarczy spytać Elona Muska. To oznacza, że w najbliższym czasie firma Sony nie planuje wprowadzenia pojazdu na rynek. Natomiast Vision-S jest wyposażony w wiele ciekawych technologii i rozwiązań, które Japończycy stwierdzili pokazać za pomocą prototypu. Brawo!


Oto Dandelion, domowy system geotermiczny

Ciągle mówimy o odnawialnych źródłach energii, ale do czego używamy tej ‘energii’ najwięcej? Wystarczy spojrzeć na przemysł, energetykę i branżę automotive. Ta ostatnia wchodzi właśnie w erę pojazdów elektrycznych i choć elektryfikacja to zdecydowanie mniej emisji, to jej wydajność oraz ślad węglowy jest już przedmiotem dyskusji. Jak to wygląda pod naszym dachem? Latem narzekamy, że za gorąco, więc wygodni korzystają z klimatyzatorów. Zimą grzejemy drewnem, gazem, węglem, olejem, ale znajdą się też ci, którzy korzystają z energii elektrycznej. Dzisiaj chcielibyśmy przybliżyć Wam amerykańską firmę Dandelion, która opracowała system ogrzewania geotermicznego i jak się okazuje, jest to jedna z najinteligentniejszych oraz wydajnych metod ogrzewania oraz chłodzenia naszego domu.

Jak to działa?

Domowy system geotermiczny Dandelion Energy zastępuje istniejące urządzenia klimatyzacyjne i grzewcze w domu mocną pompą ciepła i bezpiecznymi podziemnymi rurami, które przenoszą ciepło między ziemią a domem. Zimą pętle naziemne przenoszą ciepło zgromadzone w ziemi do domu. Latem pętle naziemne oddają ciepło z domu do ziemi.

Dandelion zapewnia ogrzewanie domu, centralną klimatyzację i ciepłą wodę przy ponad czterokrotnie większej wydajności, niż jakikolwiek piec dostępny na rynku. Jest przeznaczony dla domów, które dystrybuują ogrzewanie i klimatyzację za pomocą kanałów i otworów wentylacyjnych.

Zaledwie 3 metry poniżej linii przemarzania gruntu, ziemia ma stałą temperaturę ok 12 stopni celsjusza. Nawet gdy powietrze na zewnątrz spada poniżej zera lub kiedy notujemy rekordowe upały.

Dandelion wykorzystuje te wartości do rozprowadzania energii w inteligentny sposób przez cały rok. Czy taki system sprawdziłby się u nas? Powiedzmy sobie szczerze energia od matki ziemi jest wszędzie. To czy korzystamy z ciepła ziemi samej w sobie, czy wód termalnych to już inna sprawa. W jednym i drugim przypadku Polska była już nie raz porównywana przez ekspertów do Islandii. Problemem jest infrastruktura, koszty wydobycia oraz dofinansowania. 

Plusy i minusy

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że przejście na energię geotermalną w pełni oraz jej scentralizowanie jest w Polsce na ten moment niemożliwe, ale pamiętajmy, że amerykański Dandelion jest systemem domowym. Największą barierą jest najczęściej koszt oraz działka, ponieważ system potrzebuje najczęściej dwukrotnie większej powierzchni od tej, którą ma ogrzewać. Budynek również musi posiadać doskonałą izolację. Plusów jest znacznie więcej. Ogromna oszczędność, duża wydajność systemu oraz stabilna dystrybucja ciepłem. W przypadku poprawnej instalacji, mówimy również o bezawaryjnym działaniu przez co najmniej 20 lat, tak więc warto. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Znacie osoby, które korzystają z systemów geotermicznych?


Design ARQ Miesiąca - Joanna Wójtowicz

Ilustracje Joanny obserwujemy już od dłuższego czasu, jeszcze zanim powstało The ARQ. Kilkukrotnie trafialiśmy na jej prace na instagramie, aż w końcu jedna z nich zwróciła naszą szczególną uwagę podczas konferencji GrafConf. Joanna Wójtowicz jest absolwentką projektowania graficznego na ASP w Katowicach, a obecnie zajmuje się głównie ilustracją i animacją. Tak więc, po raz kolejny Katowice trafiają w nasze twórcze serducha. Oglądając jej prace i traktując je jako całość, możemy zauważyć, że głównym tematem jest kobieca cielesność. W czasach kiedy wizerunek znaczy praktycznie wszystko, jej ilustracje przedstawiają oryginalne spojrzenie na problem akceptacji własnej fizyczności w dzisiejszych czasach.

Jak sama twierdzi, inspirują ją sytuacje, których doświadcza w codziennym życiu. Zasłyszane rozmowy i sytuacje zastane w tramwaju lub na ulicy. Jednak widać u niej wyraźne przymrużenie oka oraz swojego rodzaju frywolność. Jej ilustracje przedstawiają postaci pewne siebie i zdolne do wszystkiego. Od wykonywania codziennych czynności, po jazdę na grzbiecie dinozaura.

JAK Kolory, TO właściwe!

Oglądając jej prace, bez problemu możemy stwierdzić, które kolory Asia lubi najbardziej, ale to raczej ich umiejętne użycie zwróciło naszą uwagę. Minimalizm w użytych barwach nie świadczy o ograniczeniu artystki, a raczej o pewności siebie. Sami powtarzamy jak mantrę, że prostota to nie prostactwo, a sztuka. Co więcej, kolorystyka jej prac jest przez to spójna i tworzy wyraźny portret doświadczonego ilustratora. Większość prac charakteryzuje delikatna kreska i minimalistyczny kontur, co z powodzeniem oddałoby już charakter w wersjach achromatycznych, ale to właśnie charakterystyczne tekstury i cieniowanie sprawiają, że prace Joasi są po prostu 'jej'.

Dobra komunikacja

Bardzo często zdarza się, że dobry ilustrator niekoniecznie odnajduje się w grafice użytkowej lub projektowaniu identyfikacji wizualnej. Powyższy przykład pokazuje nam jednak, że Joanna ma doskonałe pojęcie na temat projektowania opakowań, doboru barw, użycia wzorów uzupełniających oraz typografii. Wszystkie te cechy są niezbędne przy projektowaniu oryginalnych projektów spod szyldu 'package design'. Jeżeli chcecie poznać więcej jej prac to koniecznie odwiedźcie jej profil na instagramie lub odszukajcie ją na Behance, ponieważ jest tam od niedawna.

Behance
INSTAGRAM


LARQ Movement - butelka z przyszłości

Wyobraźcie sobie przenośną butelkę, która oczyszcza wodę z zarazków, bakterii oraz wirusów za pomocą światła UV. Czyści się sama, nigdy nie będzie z niej brzydko pachnieć, a w dodatku działa jak termos. Brzmi jak scienne fiction? LARQ Movement nie jest prototypem, można ją kupić już dziś.

Moc słońca w Twoich dłoniach

Niektórzy mowią o niej butelka Jetsonów, nawiązując do popularnej kreskówki o życiu w przyszłości. Światło UV o długości fali 280 jest idealne do zwalczania bakterii, wywołując reakcję fotochemiczną, która niszczy ich DNA. UV-C jest dziś szeroko stosowane w szpitalach do sterylizacji pomieszczeń pacjenta. Zastrzeżona i opatentowana przez LARQ technologia UV-C LED jest najbardziej zaawansowaną na świecie, ale co to oznacza w praktyce?

Dzięki LARQ Movement możemy cieszyć się wodą zdatną do picia już po 60 sekundach

Jesteśmy na szlaku? Możemy śmiało pobrać do niej wodę z potoku. Siłownia? Zapomnij o wodzie w plastikowej butelce, wystarczy ta z kranu. Butelka nie posiada filtrów, które trzeba wymieniać, ani żadnych metali ciężkich.

Butelka na miarę XXI wieku

Movement jest drugą iteracją innowacyjnej butelki od firmy LARQ. Tym razem przewidziana dla osób uprawiających bardziej aktywny tryb życia. Po pierwsze posiada silikonowy grip zabezpieczający. Jest dostępna w dwóch pojemnościach 710 oraz 950 ml. Jest tańsza i lżejsza od oryginału. Posiada również wygodny dziubek, którego zabrakło w pierwszej wersji. Cechy wspólne z oryginałem to funkcja termosu, który utrzyma ciepło przez 12 godzin oraz chłód przez prawie 24 godziny. Butelka LARQ oczyszcza wodę automatycznie co 2 godziny, nawet jeśli zapomnimy nacisnąć przycisk. Jest wodoodporna i posiada wydajną baterię litowo-polimerową, którą ładujemy za pomocą micro USB.

NIE JEST TANIO... NA PEWNO?

Za pojemność 710 ml przyjdzie nam zapłacić £78.00, czyli około 400 zł. Pytanie, czy butelka LARQ jest droga? Naszym zdaniem nie! Porównując ją bezpośrednio do ceny wody w plastikowej butelce tak, jest droga. Natomiast zastanówmy się przez chwilę, ile wydajemy na wodę pieniędzy, czy dbamy o zdrowie, ile pijemy jej dziennie i czy używamy filtrów domowych? Przyjmując, że dziennie wypijamy butelkę wody, patrzymy na równowartość ok. 220 butelek o pojemności 750 ml. Tylko czy woda z plastikowej butelki jest na pewno taka zdrowa? No właśnie. Najsmaczniejsza i najzdrowsza jest ta ze szklanych butelek, a te mają już swoją cenę. Co więcej, pijąc kawę lub herbatę lubimy, kiedy nasza baza (woda) jest dobrej jakości. Zapewne filtrujemy ją wcześniej za pomocą specjalnych dzbanków, a więc kolejny koszt. Naszym zdaniem butelki LARQ są warte uwagi, a z pewnością są przykładem świetnego wzornictwa i innowacyjnej technologii.


Wojna na fajerwerki, skąd pochodzi kultura sztucznych ogni?

Wszyscy kochamy na nie patrzeć z podziwem, a niektórzy lubią zwyczajnie puścić parę „stów” w niebo na znak radości. Natomiast coraz częściej fajerwerki stają się tematem sporów i kłótni, kiedy mówi się o bezpieczeństwie, zabawie i czworonogach. Skąd pochodzi kultura sztucznych ogni i jak zmieniała się przez lata?

To z Chin Pane’

Pierwsze wzmianki możemy znaleźć już 200 lat p.n.e. w czasach dynastii Han w Chinach, kiedy to prażone bambusy odstraszały złe duchy. Sztuczne ognie towarzyszyły również przy modlitwach o pomyślność. Jednak te najbardziej zbliżone do dzisiejszych fajerwerków były wykorzystywane w celach bojowych. Ich zadaniem był pokaz siły oraz skuteczne odstraszanie przeciwnika, który często był przekonany, że ma do czynienia z magią. Pamiętacie powiedzenie „chińskie sztuczki”? Hue hue... Nic dziwnego, że do dziś Chiny są największych producentem fajerwerków na świecie.

Dwory cesarskie i polska szlachta.

Najczęściej fajerwerki stosowano jednak w celach rozrywkowych na dworach cesarskich Chin. Pierwsze zorganizowane pokazy odbywały się już w XII wieku. W racach używano najczęściej zwykłego prochu. Podobnie było też u nas. Pokazy fajerwerków stały się szybko popularne wśród szlachty polskiej. Stanowiły atrakcję wielu publicznych zabaw, wesel, świąt państwowych oraz rocznic wielkich bitew. Łukasz Górnicki, sekretarz i bibliotekarz króla Zygmunta II Augusta, wspomina wystrzały rac, huk strzelb oraz sztuczne ognie nad Wilnem, kiedy urodził się Zygmunt III Waza.

Na szczęście i niezgodę

Do dziś organizuje się pokazy sztucznych ogni i fajerwerków z okazji Sylwestra, wesel oraz imprez okolicznościowych. Nasza świadomość na ten temat też jest dużo większa, dlatego też zdania są często podzielone. Ich dostępność jest o wiele większa, a wybór ogromny, a to niestety zwiększa też liczbę nieszczęśliwych wypadków.

Ponieważ nie każdy zna umiar, często zdarza się, że symbol szczęścia i pomyślności staje się kością niezgody

Wielu z nas ma w domu czworonogi, ale czy pamiętamy, że wiele osób pozostających w domach ma również małe dzieci? Psy i koty nie reagują dobrze na spontaniczne wybuchy i rozbłyski, ponieważ nie wiedzą, co się dzieje. Przechodzą w tryb przetrwania, czyli ogromnego stresu. Z dziećmi bywa różnie. Niektóre reagują płaczem, inne wręcz zasypiają jak przy kołysance.

Złoty środek

Nad czym warto się zastanowić? Nad rozsądkiem. Znacie żart „Na pierścionek nie miał, a w Sylwestra strzelał”? Najczęściej to właśnie dorośli wpadają w jakiś niezrozumiały amok, kiedy puszczają kolejne race. W tym czasie dzieci zamiast uśmiechów stoją w zadumie pt. „Co się dzieje z ojcem?”. Jeżeli nasza świadomość rośnie, to może warto sztuczne ognie podziwiać na zorganizowanych pokazach, a w domach cieszyć się zimnymi ogniami? Strzelać też polecamy z korków od dobrego Prosecco albo hiszpańskiej Cavy. Dzieci i czworonogi będą spokojniejsze, a kultury nam od tego nie ubędzie.


Tip na trip - Zimowa Egzotyka, czyli gdzie szukać słońca?

Początek zimy to czas, kiedy zaczynamy tęsknić za powiewem ciepłego, letniego wiatru. Za oknem ponuro, brakuje nam witaminy D, a kolejne przeziębienia odbierają nam siły. Myślami uciekamy do słonecznych plaż, słońca i ciepłego morza. Dlatego coraz częściej zamiast wyprawy na narty wybieramy wyjazd w cieplejsze rejony. Jest kilka miejsc, gdzie możemy odpocząć w spokoju, bez tłumu turystów. Trzy kierunki zawarte w artykule może i są mało popularne wśród urlopowiczów, ale na pewno warte odwiedzenia. Dzięki niewielkiej ilości wielkich turystycznych kurortów możemy zobaczyć w spokoju wiele atrakcji i poznać lepiej kulturę panującą w danym kraju.

Gambia / Afryka - Kraina Uśmiechu

Czy słyszeliście kiedyś o tym małym państwie leżącym na terenie Afryki? Gambia to kraj wciśnięty w terytorium Senegalu, położony nad Oceanem Atlantyckim. Nadal nieodkryty przez wczasowiczów. Jest to jedna z zalet tego miejsca, ponieważ nie doświadczymy tam tłumów turystów czy infrastruktury typowej dla wielkich kurortów. Do Gambii najlepiej jest lecieć od listopada do maja, wtedy występuje tam pora sucha. W tym czasie znajdziemy również najwięcej połączeń lotniczych z Polski. Hotele All Inclusive? Proszę bardzo. Znajdziemy tam naprawdę luksusowe noclegi z obsługą na wysokim poziomie, a dodatkowych rozrywek również nie zabraknie. Piękne parki narodowe, plaże z białym piaskiem oraz malownicze wyspy. Gambia jest też dobrym miejscem, jeśli chcemy zobaczyć prawdziwe życie afrykańskiej ludności. Małe wioski, domy wykonane z gliny, uśmiechnięci i radośni ludzie, którzy witają nas w kolorowych strojach. W przeciwieństwie np. do Kenii, która jest jednym z największych kurortów na czarnym lądzie, Gambia oferuje spokojny wypoczynek bez głośnych, przepełnionych plaż. Ciekawostką jest, że ten maleńki kraj jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc świata. Stąd przydomek ‘Kraina Uśmiechu’. Stosunkowo mała popularność sprawia, że ceny wakacji mogą być naprawdę niskie w porównaniu do innych kierunków w Afryce. Za tygodniowy pobyt w hotelu 3 gwiazdkowym z wyżywieniem zapłacimy ok. 2700 zł. 

Madera / Portugalia - Wieczna Wiosna

To portugalska wyspa wiecznej wiosny, która zawdzięcza swój przydomek dzięki niezwykle łagodnemu klimatowi - ciepły podzwrotnikowy. To sprawia, że na Maderę możemy jechać o każdej porze roku. Znajdziemy tam wulkaniczne szczyty, strome klify i tropikalną śródziemnomorską roślinność taką jak np. bananowce i eukaliptusy. Jest to kierunek nadal rzadko wybierany przez turystów z Polski, chociaż baza noclegowa jest bardzo bogata. Madera nie posiada niestety typowych plaż wypoczynkowych, ale możemy wybrać się promem na sąsiednią wyspę Porto Santo, na której dominuje piaszczyste i szerokie wybrzeże. Podczas rejsu przy odrobinie szczęścia będziemy mogli zauważyć pływające delfiny. Maderę najlepiej zwiedzać jest wypożyczonym samochodem, którym dostaniemy się w najpiękniejsze miejsca wyspy. Warto wspomnieć, że wyspa ma dosyć górzysty teren, dlatego jest świetnym kierunkiem dla turystów, którzy lubią dłuższe wędrówki. Wakacje na Maderze możemy spędzić z biurem podróży, gdzie często mamy opcje wycieczek fakultatywnych, a hotel i przelot jest w cenie. Koszty takich wakacji zaczynają się od 1300 zł. Drugą opcją, stosunkowo atrakcyjniejszą, jest wyjazd na własną rękę, wtedy możemy przebierać w bogatej ofercie noclegowej, a w dodatku zobaczyć wiele ciekawych rejonów.

Fuerteventura / Las Palmas - Kanaryjski powiew

Wyspa kojarząca się z charakterystycznymi białymi wiatrakami jest jedną z najbardziej wietrznych spośród wszystkich wysp Kanaryjskich. Fuerteventura oferuje wiele ekscytujących form wypoczynku. Fanom sportu sprzyja wiatr, dlatego jest rajem dla surferów i żeglarzy. Osoby uprawiające trekking mogą liczyć na ciekawe ścieżki krajoznawcze, a plażowicze opalać się na jednej z wielu piaszczystych, kamienistych czy nawet czarnych wulkanicznych plaż. Warto zobaczyć Playa de Cofete, czyli najpiękniejszą plażę na Fuerteventurze. Na wyspie można znaleźć wiele miejsc, które nie są na mapie większości turystów. Małe urokliwe wioski rybackie, których na wyspie jest sporo. Niektórzy twierdzą, że trasa samochodem po drogach tej wyspy przypomina trochę przejazd przez amerykański stan Nevada. Drogi wzdłuż oceanu, pomiędzy górami i te po zupełnych pustkowiach sprawią, że będziemy chcieli uwiecznić setki widoków. Fuerteventura staje się coraz częstszym kierunkiem wakacyjnym, lecz wciąż można znaleźć na niej miejsca spokojne i mało odkryte. Temperatura zimą trzyma się w okolicach 20 stopni, w połączeniu z ciepłym wiatrem tworzy idealne warunki na wypoczynek. Ceny takich wakacji z biurem podróży zaczynają się od ok. 1400 zł.

 

Autor: Justyna Amborska

Majestat 'S' gwiazdy - O tym, jak Mercedes zmieniał historię

Dla jednych jest symbolem luksusu, osiągnięć technologicznych i bezpieczeństwa. Dla drugich kolejnym z przedstawicieli klasy premium. Nawet jeśli bardziej cenisz sobie limuzyny z Monachium lub 4 kółka z Ingolstadt, to Mercedesowi trzeba oddać jedno. To właśnie ta marka zmieniała wyraźnie bieg historii motoryzacji, dlatego Centrum Zarządzania Motoryzacją (CAM) oraz doradcy z Pricewaterhouse Coopers (PwC) uznali właśnie markę Mercedes-Benz za najbardziej innowacyjną w segmencie samochodów premium. 578 to liczba opatentowanych innowacji, które należą do trójramiennej gwiazdy ze Stuttgartu. Specjalnie dla Was wybraliśmy się na ‘luksusową’ przejażdżkę najnowszą S’ką, aby przypomnieć, dlaczego to właśnie ten model jest nadal numerem jeden.

Wiek innowacji 

Czy wiecie, że większość systemów bezpieczeństwa oraz nowinek technicznych stosowanych dziś w standardzie zostały zaprezentowane właśnie w klasie S? Spoglądając wstecz, możemy śmiało powiedzieć, że Mercedes jest pionierem w dziedzinie bezpieczeństwa i trudno znaleźć producenta samochodów, który wprowadził tak wiele innowacyjnych rozwiązań. Mercedes królował już ponad sto lat temu, kiedy to Wilhelm Maybach, współpracownik Gottlieba Daimlera, zbudował pierwszy automobil z uwzględnieniem wymogów bezpieczeństwa. Pojazd posiadał długi rozstaw osi oraz nisko osadzony środek ciężkości. Lata 20. to pojazdy wyposażone w hamulce przednich kół, natomiast już w roku 1931 Model 170 (W15) otrzymał hydrauliczny układ hamulcowy oraz niezależne zawieszenie z osiami wahliwymi.

geniusz Béla Barényi

Nie można zapomnieć o prawdziwym ojcu samochodowego bezpieczeństwa, czyli inżynierze Béla Barényi. Przez ponad 70 lat pracował nad rozwiązaniami, które znajdziemy w dzisiejszych samochodach. Wiele z jego wynalazków bazowało na teorii oraz niesamowitym instynkcie. Jedno z jego największych osiągnięć to kontrolowane strefy zgniotu. Pod koniec lat 50. marka prowadziła już regularne testy zderzeniowe z udziałem manekinów, a kolejne modele samochodów otrzymywały seryjne hamulce tarczowe i dwuobwodowy układ hamulcowy. To właśnie Béla Barényi zdefiniował pojęcie bezpieczeństwa czynnego oraz biernego. Lata 70. to przełomowy Mercedes-Benz Roadster R107, który wprowadził rozwiązania takie, jak zbiornik paliwa umieszczony nad tylną osią, panel instrumentów z tworzywa, czteroramienną kierownicę pochłaniającą siłę uderzenia, deflektory na słupkach A oraz tylne lampy z żebrowanymi kloszami odpornymi na zabrudzenia.

Król Premium - Klasa S

W 1979 wprowadzono system ABS drugiej generacji, a chwilę później pierwszą poduszkę powietrzną. Obydwa rozwiązania były na wyposażeniu flagowej limuzyny Mercedesa, czyli klasy S. Mówcie co chcecie, ale naszym zdaniem to auto do dzisiaj wygląda majestatycznie. Kolejne wersje S-ki wprowadzały kolejno czujnik zmierzchu, układ ESP, aktywny tempomat, system PRE-SAFE, asystent martwego pola i wiele innych… lista jest naprawdę długa. Jak to wygląda dzisiaj? Mamy rok 2019, koniec kolejnej dekady, kiedy wsiadamy za kierownicę najnowszej klasy S.

 

Od pierwszych chwil nie ma wątpliwości, że siedzimy we wnętrzu, które jest swojego rodzaju showroomem luksusu oraz najnowszych technologiI

Fotel, który sprawdza naszą wagę i reguluje pas bezpieczeństwa? Check! W pełni cyfrowe zegary, sterowanie głosowe, radar oraz aktywny tempomat współpracujący z zawieszeniem? Check! Zajęło nam dobrych kilka minut, zanim nauczyliśmy się w pełni kontrolować nowy system infotainment oraz systemy bezpieczeństwa. Ruszamy w drogę i… cisza. Z zewnątrz nie dobiegają praktycznie żadne dźwięki, a nasze uszy są pieszczone przez system nagłośnieniowy Burmester. Do tej pory myśleliśmy, że Bose i B&O Play gra fajnie. O temperaturę dba zdecydowanie najbardziej zaawansowany system klimatyzacji, a boczki foteli trzymają nas w zakrętach. Ponadto, jesteśmy otoczeni przepiękną skórzaną tapicerką oraz wyszukanymi detalami. Przycisk start wygląda jak mieniący się diament, a oświetlenie typu ambient tworzy niesamowity klimat… tak trzeba żyć!

Centrum dowodzenia

Liczba opcji oraz możliwość konfiguracji pojazdu jest prawie nieskończona, a klasa S wciąż zaskakuje w kwestii bezpieczeństwa. Aktywne zawieszenie pracuje praktycznie cały czas, reagując na nierówności oraz wychylenia pojazdu. To sprawia, że pomimo swojej wagi oraz rozmiarów Mercedes prowadzi się niesamowicie pewnie. Systemy PRE-SAFE można w pełni zrozumieć i docenić dopiero po objęciu sterów. W momencie, kiedy auto ostrzega nas komunikatem ‘Uważaj na pieszych’, zauważamy Panią, która za chwilę wejdzie nam pod koła. Po zmierzchu zegary uruchamiają system Night Vision, który działa jak noktowizor i monitoruje pieszych oraz zwierzęta w swoim zasięgu.

Majestatyczny design

Na koniec musimy również wspomnieć o tym, co dla nas i dla zdecydowanej większości jest cechą najważniejszą, czyli design. Mercedes klasy S jest autem absolutnie przepięknym i nietuzinkowym. W środku doświadczamy najwyższej jakości materiałów, drzwi domykają się automatycznie, a światło zapala się i gaśnie subtelniej niż u konkurencji. Ogromne wrażenie zrobiły na nas ekrany główne, które oferują jakość obrazu niczym produkty od Apple. Joypady na kierownicy są niezwykle prostym i intuicyjnym rozwiązaniem dla systemu infotainment. Po raz kolejny Mercedes udowadnia, że wnętrza samochodów wychodzą mu świetnie. Na zewnątrz auto posiada proporcje, które oddają klasycznego ducha, a zarazem odnajdują się w nowoczesnym świecie. Spoglądając na niego z każdej strony oraz przebywając w środku, mieliśmy w głowie tylko jedno słowo - majestatyczny. 


The Witcher Netflixa, czyli jak Wiedźmin stał się Superhero?

W końcu, po tylu latach oczekiwania fani prozy Andrzeja Sapkowskiego doczekali się wysokobudżetowej wersji ekranizacji Wiedźmina. Ten został stworzony przez amerykańskiego Netflixa. Przeniesienie książki na ekran bywa trudne. Szczególnie wtedy, kiedy uniwersum zostało już przeniesione w sferę multimediów. W tym przypadku mowa oczywiście o sukcesie gier komputerowych zrobionych przez CD PROJECT RED. Redzi wykreowali świat dość podobny do tego, który stworzył Sapkowski, ale jak to wyszło Netflixowi?

Co nam się podoba?

Na początku kilka słów o tym, co Netflix zrobił naprawdę dobrze. Pierwszą rzeczą, która została dopracowana, jest muzyka. Ta idealnie zgrywa się z tym, co dzieje się na ekranie. Każda scena ma świetnie dobraną ścieżkę dźwiękową. Połączenie oprawy audiowizualnej naprawdę może robić wrażenie. Wysoki budżet daje jednak gwarancję dopracowania większości szczegółów. Razem z tym w parze idzie dobre traktowanie materiału źródłowego, czyli książek! Fani gier mogą zdziwić się, niektórymi detalami takimi jak kształt medalionu Geralta, ilością mieczy na plecach czy kolorem włosów Triss. Jednak mimo wszystko twórcy serialu puścili oczko w stronę fanów gier. W serialu możemy znaleźć kilka bliźniaczo wyglądających ujęć, które pojawiły się w intro do pierwszej części gry z 2007 roku. Fani książki natomiast, znajdą w serialu to, co w swoich książkach chciał przekazać Sapkowski.

Warto również wspomnieć o charakterze postaci. Ten jest również dopasowany do książkowych pierwowzorów. Każda postać ma w sobie cechy charakterystyczne. Chamskie odpowiedzi, bezpośredniość, humor, a nawet denerwujący sposób bycia. A Henry Cavill? Nie wszyscy wiedzą, że jest zapalonym graczem serii i poruszył niebo i ziemię, żeby spotkać się z producentami serialu by przekonać ich do siebie. Był Supermanem i wszystko wskazuje na to, że stanie się Wiedźminem. Potrafi być zimny, dziki, ale i sarkastyczny. Widać, że aktorzy wzięli swoje role do serca. Jak będzie później? Oby dalej tak samo.

Chronologia i polskość

To były dobre strony. Jednak mimo dobrego ogółu, czegoś tu brakuje. Przede wszystkim brakuje w tym polskości. Po przeczytaniu Sagi pamiętam swoje wyobrażenie świata przedstawionego przez Andrzeja Sapkowskiego. To, które jest w serialu, moim zdaniem odbiega od pierwowzoru. Co prawda możemy natrafić na pewne smaczki, ale jest ich zdecydowanie za mało. Pomimo tego, że Sapkowski tylko po części korzystał z kultury polskiej, to Amerykanom gdzieś ta polskość uciekła. Brakuje folkloru, na którym w pewnej części Wiedźmin jest oparty. Twórcy serialu spłycili całą intertekstualność, którą zawierał książkowy Wiedźmin. Nawiązania do baśni, legend czy mitów zostały niestety spłycone i dla niektórych odbiorców mogą być w ogólne niejasne, szkoda. Mówiąc o wadach, nie można też nie wspomnieć o wnętrzach budynków. Czytając Sagę miałem wyraźnie inne wyobrażenie przestrzeni niż to, które widziałem na ekranie. Jednak moim największym zarzutem do najnowszej produkcji Netflixa jest to, że chronologia wydarzeń została zupełnie zignorowana.

Osoby nieznające książek zostają wprowadzOnE w zwyczajny nieład czasowy, a czytelnicy też zauważą, że niektóre fragmenty pojawiają się tu niechronologicznie.

Ostatecznie jest to jednak do przejścia. Kreacja postaci ma kilka mankamentów. Nie chodzi tu o poziom gry aktorskiej, bo większość aktorów robi naprawdę dobrą robotę. Problemem jest raczej poprawność polityczna, która jest wciśnięta na siłę, choć doskonale wiemy, że wszystkich niestety nie da się zadowolić.

Czy Wiedźmin dał radę? Oczywiście, że tak. Serial jest dobrym odwzorowaniem książek, trochę do ideału brakuje, ale ideały są nudne. Tak więc fan książek i gier znajdzie tu coś dla siebie. Poza tym to przecież nasz polski Geralt więc wypada nam się z nim polubić i czekać na to, co będzie dalej.

 

Autor: Mateusz Jamroz

Wybieramy 6 inspirujących prezentów dla geek'a

Święta, święta, coraz bliżej święta! Ten okres to czas spotkań rodzinnych, wzajemnej życzliwości i oczywiście prezentów! Jeśli macie w domu fana najnowszych technologii, to mamy dla was dobrą wiadomość! W tym artykule znajdziecie 6 nietypowych i inspirujących prezentów dla waszych geeków!

Apple Watch series 5


source: apple.com

Zaczniemy od smartwatcha. Produkt, który znalazł się na pierwszym miejscu to Apple Watch series 5. Dlaczego akurat ten inteligentny zegarek jest godny polecania? Bo zadba o was jak żaden inny zegarek. Po pierwsze smartwatch sprawdza tętno użytkownika i wysyła komunikat o tym, że puls jest za wysoki albo za niski. Jeśli posiadaczowi zegarka zdarzy się upadek, po którym nie będzie się ruszał przez minutę smartwatch sam powiadomi służby ratunkowe oraz wyśle wiadomość do zapisanych kontaktów alarmowych. Teraz coś dla pań. Zegarek jest w stanie śledzić cykl miesiączkowy. Aplikacja wyśle wam powiadomienie o nadchodzącej miesiące lub o dniach płodnych. Na sam koniec warto jeszcze wspomnieć o tym, że smartwatch sprawdza na bieżąco natężenie hałasu w okolicy użytkownika. Dobra rada? Nie zabierajcie go na koncerty. Zegarek współpracuje tylko z urządzeniami firmy Apple. Cena? Około 2000 zł.

Ulo Owl


source: ulocam.com

Urocza sówka też może być pomysłem na prezent. Mowa o interaktywnym monitoringu domu Ulo 2.0. Pod postacią interaktywnej sowy, kryje się kamera, która wykrywa ruch i jeśli ma połączenie z internetem, od razu wysyła do właściciela nagranie z wykrytym ruchem. Poza tym Ulo pozwala także na podgląd na żywo oraz robi zdjęcia. Co ją wyróżnia? To, że podążą wzrokiem za obiektem, który się porusza. Skoro wspomniałem o wzroku, to ciekawą funkcją jest możliwość zmiany koloru oraz rozmiaru źrenic sówki. Cena to 450$, czyli w przeliczeniu około 1726 zł.

Xiaomi Electric Scooter


source: mi-home.pl

Co było bardzo modne w tym roku? Hulajnogi elektryczne. Elektryczna hulajnoga Xiaomi MiJia Electric Scooter to idealny prezent dla kogoś, kto szybko musi przemieścić się z punktu A do punktu B. Hulajnoga elektryczna to idealna alternatywa dla samochodu czy komunikacji miejskiej. Dzięki niej można uniknąć korków albo ścisku w autobusie. Elektryk od Xiaomi na jednym pięciogodzinnym ładowaniu przejedzie do 30 km, a ta przyjemność kosztuje około 1400 zł.

Nintendo Switch Lite


source: nintendo.com

Kto by nie chciał znaleźć konsoli pod choinką? No każdy by chciał! Dlatego kolejną prezentową propozycją jest Nintendo Switch Lite! Nowe dziecko wielkiego N, które jest okrojoną wersją Switcha. Nowy pstryczek jest pozbawiony kilku funkcji w porównaniu do wcześniejszego modelu. Nie można odpiąć joy-conów ani wpiąć go do stacji dokującej. Zatem jest to konsola przeznaczona do zabawy tylko w trybie przenośnym. Prezent idealny dla każdego gracza, bo biblioteka pstryczka rozrasta się coraz szybciej. Switch lite, jest dostępny w 3 wersjach kolorystycznych i został wyceniony na prawie 1000 zł.

Anki Vector Robot


source: anki.com

Przyszłość jest dziś. To znaczy, że pod choinką można znaleźć robota. Mieszczący się w dłoni robocik Vector wyprodukowany przez firmę Anki może być dobrym prezentem dla geeka albo dla fana animacji Wall-e. Domowy robot wyposażony jest w proste sensory, które pozwalają mu jeździć po mieszkaniu i wykrywać ściany przy okazji spokojnie można umieścić go na biurku, bo sensory nie pozwolą mu spaść. Pamiętacie tamagotchi? To taka nowsza i mądrzejsza wersja tej zabawki. Swoim zachowaniem czasem przypomina zwierzątko, ale niestety to gadżet o zerowych zastosowaniach w życiu codziennym. Co z tego? Halo! Można mieć swojego robota, który czasem zrobi wam zdjęcie albo pokaże, jaka jest pogoda, a nawet można grać z nim w Black Jacka. Wszystko w cenie 250$, czyli w przeliczeniu 960 zł.

Smart Garden 3


source: smart-garden.pl

Spis naszych prezentów zamykamy doniczką, która pasuje do wszystkich nowoczesnych wnętrz. Nie taką zwykłą, bo Inteligentną doniczką Smart Garden 3. Click & Grow stworzyło idealne rozwiązanie dla domowych ogrodników! Jeśli jesteś typem osoby, u której w domu ciągle coś złego dzieje się z roślinami, to doniczka idealna dla Ciebie! Smart Garden 3 to system, który sam się nawadnia oraz naświetla. W doniczce można posadzić wszystko od ziół aż po kwiaty. Rośliny dokupujemy jako wkłady nasienne, te wkładamy do doniczki i na tym kończy się rola właściciela. Raz na jakiś czas trzeba dolać wody, tyle! Cena za tę wygodę jest niewygórowana, bo smart doniczka to koszt mniej więcej 400 zł.

Propozycje, które przygotowałem powinny trafić w gust każdego miłośnika technologii i nie tylko. Może w tym roku Mikołaj przypadkiem obrabuje bank i zamiast skarpetek dostaniecie nowego Apple Watcha albo Switcha? Kto wie?

Autor: Mateusz Jamroz