Czy sukces odnoszą tylko dup**? Jak być bogatym z klasą?

Jeżeli jesteś przedsiębiorcą, osobą pełną pasji i wiary w swoje możliwości to pewnie zaraz przeczytasz swoją skróconą autobiografię. Jeżeli jesteś na przysłowiowym rozdrożu i chcesz zmienić swój status społeczny, to usiądź i trzymaj się mocno, ponieważ czeka na ciebie kilka twardych faktów.

Sukces - nie dla wszystkich!

Po pierwsze, sukces wymaga kontekstu i lubi być głośny! Dla jednych sukcesem będzie fakt, że znaleźli pracę, zrzucili parę kilogramów lub wygrali kilka złotych na loterii. Nie odbierajcie tego źle, to bardzo ważne cieszyć się z drobnych rzeczy. Natomiast nic, co wartościowe, nie przychodzi łatwo. Przykład? O Twoim szczupłym brzuchu nie napiszą książki no, chyba że napiszesz ją sam.

Jeżeli pracujesz nad jakimś projektem, produktem lub innowacyjną usługą to przygotuj się na to, że cały świat będzie miał to totalnie w d****!

Ego, twój osobisty problem

Natura ludzka potrafi być piękna, skłonna do szlachetnych poświęceń, ale też niezwykle brutalna i wyrachowana. Dzieje się tak m.in. dlatego, że mamy świadomość, którą możemy stale rozwijać i pielęgnować lub zwyczajnie ją zignorować. Największe frustracje biorą się z braku zainteresowania lub zrozumienia. Ludzi nie interesuje Twój sukces. Ba! Tak naprawdę można stwierdzić, że trochę im przeszkadza. Na pierwszym miejscu jest zaspokojenie własnych potrzeb. To dobrze i źle. Z jednej strony gwarantuje to rozwój i przeżycie jednostki. Niestety bardzo często zatracamy się we własnym ego, wypłukujemy się z empatii i chęci pomocy innym. Nic dziwnego, że wykreował się wizerunek bogatego dup**. Prawdziwy sukces to ciężka droga, podczas której wykonasz setki zadań, zaryzykujesz wszystko, upadniesz wiele razy, ale na końcu wstaniesz!

Oferuj usługi, ale nie bądź sługusem!

Bardzo często zdarza się, że patrzymy na ludzi sukcesu spod byka. Przeszkadza nam to, jak się zachowują, jakimi autami jeżdżą, co noszą i jak się wypowiadają. Znacie ten kawał o Jasiu, który na pytanie "kim chcesz być?", odpowiada: "skur**synem!"? "Ale Jasiu, dlaczego?" - pyta nauczycielka. Bo tatuś ciągle powtarza "Patrz! jaki ten skur**syn ma auto, patrz! jaki ma zegarek!". No i właśnie... działa to w dwie strony. Zdarza się, że ludzie majętni zachowują się tak, jakby byli niezniszczalni i nietykalni. Na palcach jednej ręki policzysz bogatych ludzi, którzy mogliby być przykładem dla Twoich dzieci. Jeżeli dorobiłeś się wielkich pieniędzy, to pamiętaj skąd pochodzisz, czy chodziło Ci tylko o kasę i co chciałeś osiągnąć na samym początku? Nie bądź też sługusem w pogoni za bogactwem! Ten scenariusz kończy się tylko w jeden sposób... ty charujesz, a klienci są szczęśliwi!

"Kasa" lubi słabe charaktery

Podobnie jak alkohol, pieniądze pokazują kontrasty, koloryzują kompleksy i sprawiają, że się troszeczkę zatracamy w krzywym zwierciadle. Na pewno znacie ludzi, którzy szybko zapomnieli o Was, kiedy odnieśli sukces. Nie chodzi tu o pomoc finansową, tylko przysłowiowe spotkanie na kawę lub szczere "Co tam u Ciebie?". Zapamiętaj ludzi, którzy są przy Tobie w czasach kryzysu, a omijaj tych z uśmiechem na chwilę.

Udało Ci się? Uważaj! Nadchodzi gorycz!

Jeżeli wybrałeś o wiele trudniejszą drogę, czyli rozwój osobisty, ciężką pracę i poświęcenie to masz pewną przewagę, ale nie ominą Cię przykrości. Kiedy przyjdzie sukces, powinno być Ci łatwiej dostrzec prawdziwe wartości, rodzinę i przyjaciół, chociaż wielu z nich niesłusznie Cię oceni. To prawda, że za pieniądze kupisz praktycznie wszystko, ale pamiętaj, że lojalność nie ma metki! Nie bez powodu świat sławy jest wybrukowany intrygami i fałszem.

Jak być więc bogatym z klasą? Doceniaj małe sukcesy mniejszych od siebie, bądź szczery, bądź dżentelmenem lub prawdziwą damą, dziel się doświadczeniem, dawaj szansę lepszym i słabszym od siebie i pamiętaj o swojej pasji, a pieniądze będą pojawiać się same!


Hashtag #ślub, czyli jak zorganizować wyjątkową uroczystość?


photo credit: Malachite Meadow

Młodzi Polacy organizację ślubu i wesela zaczynają od… Instagrama. Podglądają rozwiązania lokalne i globalne i marzą o tym, aby je przenieść na grunt swojej uroczystości. Bo przecież ślub i wesele w założeniu ma się raz w życiu, więc musi być idealnie. Jak na Insta! Jednak czy śluby i wesela idealne są możliwe? Kiedyś odpowiadałam: oczywiście, że tak! Dzisiaj mając 15 lat doświadczenia i 350 projektów za sobą, odpowiadam: nie! Ideał to mrzonka, ale możemy zrobić naprawdę wiele, aby było absolutnie wyjątkowo i przepięknie.

#instawedding - 8,9 mln postów

Jeśli czegoś nie ma na Instagramie, to nie istnieje. Młode pary, rozpoczynające organizację swojego ślubu i wesela kupują oczami. Liczy się dobre zdjęcie, atrakcyjna wizualnie oferta, a także szybkość i krótki czas reakcji oraz jak najbardziej zwięzła forma komunikacji. Instagram zwiększa ich apetyt, ale jednocześnie bywa źródłem frustracji. Nie każdy może sobie pozwolić na przepych na miarę influencerki z Dubaju. Nie każda Panna Młoda będzie na zdjęciach wyglądać jak zawodowa modelka. I co mnie bardzo zaskakuje, wciąż nie każdy ma świadomość, że zdjęcia w kolorowych magazynach, jak i w mediach społecznościowych, są retuszowane. Filtry, maski i zdolni graficy potrafią czynić cuda i znacząco podkolorować rzeczywistość.
Instagram zmusza do porównań. Czasami mam ochotę powiedzieć narzeczonym: wyłączcie Instagrama, popatrzcie na swój świat, popatrzcie sobie w oczy i dogadajcie się ze sobą. Jakie macie oczekiwania i co daje Wam radość? Instagram to fantastyczna baza inspiracji bez wychodzenia z domu. Można podejrzeć cały świat, ale widzimy tylko efekt końcowy, często po skutecznym retuszu. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że dzisiaj w Polsce mamy dostęp do bardzo wysokiej jakości rozwiązań, usług i produktów, które nie odbiegają od tych „światowych”.

W Polsce realizowane są bardzo kreatywne i dopracowane w każdym aspekcie uroczystości. Dzisiaj jesteśmy przykładem dla Francuzów i Włochów.


photo credit: Bujak Studio

#weddingplanner – 12,9 mln postów

Dzisiejsze pary planujące wesela są znacznie bardziej świadome od tych 5, 10 czy 15 lat temu na temat tego, że mogą skorzystać z pomocy profesjonalisty. Jako wedding planner, czy konsultantka ślubna, od 15 lat zajmuję się organizacją, doradzaniem, konsultowaniem, i zarządzaniem całym procesem przygotowań. Kreuję, inspiruję, staram się, aby każdy ślub i wesele było niezapomnianym wydarzeniem. Sensem mojej pracy nie jest organizacja kolejnego eventu. Wkładam całe serce w to, aby każda „moja” para po latach wspominała swój dzień ślubu z prawdziwym wzruszeniem. Ja nie tylko wierzę, ale i wiem, że do tego pożądanego przez niemal wszystkich ideału jest znacznie bliżej z wedding plannerem u boku. Z konsultantami ślubnymi jest jak z szefami kuchni. W Internecie dostępnych jest masa przepisów na wyjątkowe dania, jednak potrzeba doświadczenia i umiejętności, by nawet z jajecznicy uczynić coś wykwintnego.

Imprezy organizowane przez doświadczonych wedding plannerów różnią się od tych organizowanych amatorsko. Płaci się za doświadczenie, wiedzę, czas i gwarancję, że wszystko się powiedzie. W zamian zyskuje się więcej wolnego czasu, stabilnego partnera sprawnie poruszającego się po ślubnym rynku, adwokata własnych interesów, a także w ostatecznym rozrachunku oszczędza się pieniądze na niekonieczne inwestycje. Ślubu nie da się cofnąć lub przewinąć do tyłu. Właśnie tym często kierują się klienci, którzy trafiają do mnie i mojej agencji. Nie chcą „być mądrzy po szkodzie”.


photo credit: Bujak Studio


photo credit: Dominik Cudny

#challenge – 16,6 mln postów

Kocham moją pracę, bo dostarcza mi ona nieustannych wyzwań. Nie pozwala mi „stać w miejscu”. Wciąż poznaję nowych ludzi, muszę być na bieżąco z trendami i potencjalnymi oczekiwaniami moich par. W ostatnim czasie wraz z moimi klientami uwrażliwiam zarówno weselnych gości jak i wykonawców na kwestie środowiskowe. Pary, które planują ślub i wesela najczęściej inspirują się weselami spod szyldu #zerowaste albo #slow, #slowwedding. Moja w tym głowa, by tę ideę w proces przygotowań implementować. Czasem, wymaga to zupełnie nowego podejścia, ale też mnie rozwija.

#love – 1, 7 mld postów

Mówię, że nie ma ślubów i wesel idealnych, bo ich organizacja to nie tylko wybór sukni, szpilek, kwiatów i dekoracji, to także stres, chaos, lęk o finanse, czasem trudne relacje rodzinne, niepewność, trema, kryzys, niezdecydowanie, gniew, strach lub nieporozumienia. Te problemy występują zawsze, różnią się jedynie natężeniem. Poza tym „idealny” dla każdego oznacza coś innego. Dla jednych to idealna lokalizacja, dla innych zachowanie równowagi i dobrych relacji. Ślub to zmiana, wesele to wydarzenie, a dążenie do ideału wiele kosztuje. Kocham śluby, uwielbiam ślubną atmosferę, pomimo ogromnych kosztów związanych z wykonaniem tej pracy, mam ciągle apetyt na więcej. Jakby na to nie spojrzeć, to od 15 lat, kilkakrotnie razy w roku, biorę udział w święcie miłości.

Autor: Katarzyna Gajek

Koenigsegg Jesko Absolut - Szwedzki demon prędkości

Koenigsegg to szwedzka marka założona przez Christiana von Koenigsegga, która od zawsze kojarzyła się z super samochodami. Żyjemy w czasach, w których rozwój technologiczny przekracza kolejne granice, co widać szczególnie na rynku motoryzacyjnym. Niszowe, luksusowe marki ścigają się między sobą w pisaniu kolejnych kart historii, a tym samym biciu kolejnych rekordów. Wielu twierdzi, że od lat tron należy do Bugatti, ale szwedzki producent po raz kolejny udowodnia, że nie śpi. Kiedy 'Super' oznacza za mało, nastaje czas segmentu Hyper Car. Powitajcie Koenigsegg Jesko Absolut.

Cel? Osiąganie nieosiągalnych prędkości

Jesko Absolut to Hyper Car zoptymalizowany tak, aby rozwijać nieprawdopodobne prędkości. Absolut jest zmodyfikowaną wersją Jesko zaprezentowanego kilka miesięcy wcześniej. Każdy element powierzchni w Jesko Absolut został skonstruowany w celu zmniejszenia oporu lub turbulencji wokół pojazdu, no bo czy możemy nadal mówić o samochodzie? To wszystko przekłada się również na zwiększoną stabilność przy dużych prędkościach.

Liczby, które wbijają w fotel... dosłownie!

Podobnie jak standardowy Jesko, Absolut jest napędzany podwójnie turbodoładowanym silnikiem V8 o mocy 1280 KM (1600 KM na benzynie E85). Ciekawostką jest fakt, że jednostka posiada najlżejszy na świecie wał korbowy motoru V8, który waży zaledwie 12,5 kg. Limit obrotów 8500 obr / min. Jednostka wydaje majestatyczny dźwięk. Architekt silnika Koenigsegga, dr Thomas Johansson, zaprojektował również super lekkie korbowody i tłoki, aby przeciwdziałać tendencji do większych wibracji w silnikach płaskich.

Light Speed Transmission, czyli automat szybki jak błyskawica

Przekładnia LST reprezentuje skalę ewolucji niewidzialną od czasu rozwoju nowoczesnej technologii podwójnego sprzęgła na przełomie wieków. Znajdziemy tu dziewięć biegów do przodu i kilka mokrych sprzęgieł wielotarczowych w kompaktowej, ultralekkiej obudowie. Przekładnia jest w stanie zmieniać biegi między dowolnym biegiem przy prędkości bliskiej prędkości światła. Dzieje się tak dzięki jednoczesnemu otwieraniu i zamykaniu sprzęgieł, które sprawiają, że jazda jest tak płynna, że wydaje się, że kierowca i samochód są ze sobą symbiotycznie połączone.

Wygoda i technologiczna perfekcja w jednym

Jesko Absolut oferuje komfort i poziom wygody charakterystyczny dla segmentu Grand Tourer niż surowych maszyn przeznaczonych tylko na tor. Naciśnięcie jednego przycisku na pilocie zdalnego sterowania obsługuje Autoskin, pionierski system otwierania nadwozia, pokazany po raz pierwszy w modelu Regera. Kto nie widział... gwarantujemy, że pozbieracie szczęki z podłogi! Zminiaturyzowana hydraulika, która początkowo została zaprojektowana do obsługi systemów aerodynamicznych, obsługuje drzwi i maski samochodu, umożliwiając prawdziwe bezdotykowe wejście. W środku znajdziemy luksusowe materiały - skóra, alcantara, włókno węglowe, aluminium i szkło.

Prawda, że nadchodzą ekscytujące czasy? Jeżeli wierzyć specyfikacji oraz konstruktorom to Jesko Absolut ma szansę stać się najszybszym samochodem na świecie, a to oznacza przekroczenie bariery 500km/h.

 


Design ARQ Miesiąca - Ewelina Gąska

Ewelina Gąska to taka prawdziwa artystka z krwi i kości. Sama reklamuje się jako multidyscyplinarna projektantka i ilustratorka z Warszawy. Na naszym radarze pojawiła się już bardzo dawno temu. Głównie za sprawą różnorodności jej prac, elastycznego talentu oraz świetnego wyczucia w projektowaniu.

Z wykształcenia jest magistrem sztuki, a przygodę z projektowaniem zaczęła tak naprawdę po studiach. W projektowaniu graficznym używa przede wszystkim komputera, natomiast na początku jej drogi nie było jeszcze tak wielu narzędzi oraz oprogramowania dla tej sztuki, co sprawiło, że na początku swojej kariery musiała wielu rzeczy nauczyć się sama.

Chcesz na kogoś liczyć, licz na siebie!

W jej portfolio znajdziecie wiele projektów, które powstały z inspiracji, pasji i tak naprawdę na własne potrzeby. Dopiero później okazywały się strzałem w dziesiątkę i generowały nowe kontakty i zlecenia.

Wymyślałam sobie zadania i dzięki temu trenowałam i uczyłam się jak łączyć typografię, kolory układy, formy. Wymagało to dużej cierpliwości i dyscypliny. Sprawiało mi to wielką przyjemność i tak jest do dziś

Jednym z pierwszych projektów, na które zwróciliśmy uwagę była seria 'abstraktów'. Kontrastowe i minimalistyczne grafiki, pełne geometrycznych form były tak naprawdę interpretacją słynnych obrazów. Wytrawne oko dostrzeże w nich autoportret Van Gogh'a, Dziewczynę z perłą od Vermeer'a i wiele innych.

Kolejnym przykładem, który zdradza zamiłowanie do neonowych palet to identyfikacja aplikacji 'Fuszki'. Dzięki tej prostej apce, możemy zapisywać i analizować zlecenia, czas oraz stawkę, co pozwala na łatwe określenie własnej stawki godzinowej.

Nie tylko ilustracje

Ta niezwykle zdolna projektantka z Warszawy czuje się świetnie nie tylko w ilustracji czy tradycyjnej formie plakatu. Postanowiliśmy wyróżnić jej sylwetkę, ponieważ wg nas, to właśnie branding pokazuje, jak wiele potrafi. Jeżeli chociaż raz słyszeliście o warszawskiej restauracji LAS na powiślu, to macie przykład numer jeden. Wszystko w wizerunku jest wyważone, czytelne, ale nadal ciekawe. Restauracyjne aple to minimalistyczna typografia i świetne dopasowanie koloru z materiałem. Dzięki takiemu podejściu udało się stworzyć cocktail bar, który kojarzy nam się z przytulną, polską manufakturą.

Warto również wspomnieć, że prace Eweliny są już uznane na całym świecie. Ma za sobą wiele wygranych konkursów graficznych, m.in. srebro i nominację w konkursie Klubu Twórców Reklamy KTR. Jej prace publikowane są w polskich i zagranicznych magazynach o designie m.in.: BranD International Design Magazine, Form Magazine, IdN Magazine. W 2018 spotkaliśmy ją wśród prelegentów na konferencji GrafConf 2018, gdzie mówiła o tym, jak tworzyć kreatywne identyfikacje wizualne. Kolejnym sukcesem jest fakt, że jej prace zdobią pokoje Puro Hotels Kazimierz.

KTR 15'

Po pierwsze duże wyzwanie. Po drugie projekt, który jest prawdziwym pokazem umiejętności w posługiwaniu się kolorem i geometrią. Identyfikacja wizualna 15 edycji konkursu KTR to projekt, do którego sami wracamy raz na jakiś czas. Cicho... nie mówcie Ewelinie! W założeniu komunikacja miała nawiązywać do elementów konkursu oraz opowiadać o zmianach, jakie nastąpiły w obrębie kategorii, nagród i składów jurorskich. Efekt? Realizacja, która szybko stała się jej wizytówką.

Koniecznie odwiedźcie jej social media, a przede wszystkim profile Behance oraz Instagram. Znajdziecie tam mnóstwo inspirującego materiału! Z naszej strony to wszystko, pjona!

BEHANCE
INSTAGRAM

Saltfjorden, Bodø, Norwegia

Północna część Norwegii, hrabstwo Nordland. Znajdująca się poza kołem polarnym, malownicza kraina, której piękno tworzą wcinające się w ląd fjordy. Znajdziemy tu przepiękne górskie widoki, opasane małymi miasteczkami i drogami. Saltfjorden to bezkresne piękno i surowość natury oraz bogactwo morskiej fauny.

PHOTO CREDIT: MAREK KOMISARUK
CAMERA: Nikon d5100


O markach luksusowych, jednorożcach i life balance, czyli wywiad z Agą Smektałą

Pracowała dla LVMH - Moët Hennessy Louis Vuitton w Londynie, Pradze i Warszawie. Jest założycielką marki INZPIREA, oferującej usługi edukacyjne i kreatywne dla biznesu. Zapraszamy do mega inspirującego wywiadu z Agą Smektałą.

Kreatywna praca w luksusowych markach... Czy brand manager jest tzw. Dream Job, czy jest to marketing na najwyższych obrotach?

To jest to dwa w jednym. Marki luksusowe kojarzą się z pięknem, uchodzą za symbol doskonałości w danej branży, a pracownicy są naturalnym reprezentantem marki i często są traktowani jak jej ambasadorowie. Brand manager odpowiada za realizację strategii marki. Jego rolą jest oddać ducha marki we wszystkich działaniach. Przykładowo idzie na ten przysłowiowy bankiet, dobrze się bawi, poznaje interesujące osobistości, rozmawia z klientami. Natomiast trzeba pamiętać, że jest to biznes. Bardzo konkurencyjny i wymagający. Brand manager jednocześnie jest w pracy. Klient patrzy na każdą niedoskonałość, ryskę. Jeżeli kieliszek ma odcisk palca lub szampan nieodpowiednią temperaturę, no to mamy koniec zabawy. Do tego na drugi dzień po bankiecie trzeba wysłać materiały prasowe, rozliczyć budżet, zdiagnozować czy inwestycja była trafna, zastanowić się, co można udoskonalić w przyszłości i porozumieć się w tej kwestii z zespołem. Budujemy pożądany wizerunek marki, ale rachunek zysków i strat spółki musi się zgadzać. To wszystko jest z tyłu głowy. Co więcej, wszystko wokół wymaga od Ciebie perfekcjonizmu, bo marka luksusowa zawsze dąży do doskonałości. Dodatkowo, świat marki, z którą się pracuje, sam w sobie jak tak fascynujący, że często ciężko znaleźć granicę pracy i normalnego życia. Główną nauką, jaką wyniosłam, pracując dla LVMH to jednoczesne myślenie o tym, jak Twoja praca wpływa na pożądanie marki i na zysk dla firmy. Jednocześnie w tym wszystkim musisz zatroszczyć się też o swoje potrzeby, jako managera – o czas na inspirację, odpoczynek, potrzeby Twojego zespołu, czy potrzeby kluczowych klientów, dzięki którym dowozisz wynik na koniec roku. Ten bilans jest z Tobą cały czas.

Czy biorąc odpowiedzialność za wizerunek marki luksusowej trzeba dbać o wizerunek osobisty tak, aby wzbudzał zaufanie? Czy można być brand managerem w kolorowych skarpetach?

Luksus jest zróżnicowany, tyle różnych osób może sobie na niego pozwolić, w tylu różnych miejscach się przejawia - a manager jest tego odzwierciedleniem. Nie ma jednego schematu. Choć zawsze w cenie jest dyskretna elegancja. Najczęściej jednak zależy to po prostu od przełożonego. Istnieją wymagania firmowe, co do stroju, ale są też 'Casual Fridays'. W biurze Moët Hennesy przyjęte jest na przykład, że panowie chodzą w garniturze na spotkania z klientami. Są oczywiście wyjątki. Dobierasz na przykład inny strój, kiedy jedziesz z grupą najlepszych barmanów na Ibizę, a inny, kiedy zabierasz sommelierów na zwiedzanie winnic czy kolację w château w Szampanii. Kiedy pracowałam w Czechach i pewnego dnia założyłam kolorowe trampki do pracy to mój przełożony Jan, który był wrażliwy na punkcie klasycznej elegancji, zwrócił mi uwagę, żebym nie zakładała takich ‘brokatowych jednorożców’ do biura. W oddziale w Warszawie mieliśmy nieco więcej swobody. Dużo zależy od wizji przełożonego.

Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy wzrokowcami, ale nie wszyscy estetami? Czy można stworzyć profil marki, która zwróci uwagę każdego odbiorcy?

Po pierwsze trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jaka marka chce zwrócić uwagę wszystkich? Czy taką marką jest np. Google? Telefonia komórkowa? Banki?

Banki to na pewno! (śmiech)

No tak (śmiech), ale osobiście nie pracowałam nigdy z klientem, ani nie pamiętam briefu marki, która celowałaby we wszystkich. Patrząc na konkretny przykład, marka Louis Vuitton jest w TOP 20 najbardziej wartościowych marek na świecie, a nadal znajdą się ludzie, którzy jej nie znają. Tu też jest pewna pokora. Trzeba przyjąć do wiadomości, że marka ma wciąż wiele do zrobienia, dąży do tego, aby ładnie przedstawić się kolejnym grupom czy pokoleniom klientów. Kiedy przyjęlibyśmy, że mówimy do wszystkich, to tak naprawdę, nie ma strategii i wszystko się rozjeżdża już na samym początku. Jest też pewien rachunek zysku i strat. Louis Vuitton wprowadzając innowacje np. kolorowe nadruki na kufry czy nawiązując współpracę z marką mody ulicznej Supreme, czy z grą League of Legends naraża swój wizerunek wypracowany u pewnej grupy klientów, ale z drugiej strony, otwiera się na nowych odbiorców. To kwestia świadomych wyborów biznesowych, odwagi i konsekwencji.

Kreatywne myślenie musi często walczyć z ludzkim egocentryzmem. Bardzo często myślimy o czymś, z własnej perspektywy. „To logo kojarzy mi się z ...” lub „To mi się nie podoba”. Jak radzisz sobie z takim podejściem np. podczas burzy mózgów?

Na początku każdej burzy mózgów przypominam o zasadach kreatywnego procesu. Nie będę tutaj odkrywcza, lubię przytaczać metodę kolorowych kapeluszy de Bono. Uwrażliwiam grupę, że każdy z nas może mieć różny styl wypowiedzi. Co innego może uruchamiać naszą wyobraźnię. Możemy włożyć na przykład kapelusz negatywności, kreatywności lub intuicji. Będąc w procesie kreatywnym, powiedzmy pół dnia (tyle często trwa burza mózgów ze mną), musimy pamiętać o otwartości, a czasem wręcz o takiej dziecięcej zabawie. Do tego trzeba stworzyć atmosferę. Pamiętam, że były takie sytuacje, kiedy ktoś otwierał się na spotkaniu, opowiadał o swojej właśnie rodzącej się, pięknej wizji, czyli malował przed nami tego swojego przysłowiowego jednorożca, swój super pomysł i wtedy odzywa się dyrektor finansowy (bez urazy, bo bardzo ich cenię) i kończy dyskusję jak wystrzał spluwy... ‘Nie mamy na to pieniędzy, to jest totalnie bezsensu’. Wszystkie uwagi są cenne, ale trzeba dobrać uwagi odpowiednio do etapu procesu kreatywnego. Nie zabijajmy pomysłów-jednorożców. Zwariowane i niemożliwe pomysły mogą stać się źródłem unikalnej przewagi konkurencyjnej firmy. W procesie kreatywnym trzeba zarządzić nie tylko pomysłami, ale też emocjami. Tu nieodzowna jest empatia. Czasami, jak emocje są duże, uczestnicy burzy mózgów mogą się pokłócić i to jest moim zdaniem niepotrzebne.

Czy estetyzm wygrywa zawsze, czy dopuszcza się promocję pewnego rodzaju brzydoty?

Nie pamiętam dokładnych statystyk, ale badania jasno mówią, że ufamy bardziej ludziom atrakcyjnym, o regularnych rysach twarzy. Nasz wzrok przyciąga piękno i estetyzm. Przykładowo, stare i obskurne budynki padają częściej ofiarą wandalizmu. Polecam brytyjski dokument „Why beauty matters” prowadzony przez filozofa Rogera Scrutona. Z drugiej strony jest też widoczny trend w świecie luksusu na promowanie pewnego rodzaju brzydoty, na szokowanie niekonwencjonalnymi połączeniami. Ja tego osobiście nie oceniam, czy to jest dobre, czy nie, ale z takich głośnych przykładów mamy współpracę Balenciagi z Crocs’ami. Z naszego polskiego podwórka przychodzi mi do głowy ostatnia kampania klapek Kubota, w której występują lifestylowi incluencerzy. To się wzięło stąd, żeby pokazać konsumentów jako normalnych ludzi, a nie wyidealizowanych modeli. Konsumenci chcą być akceptowani tacy, jakimi są. Chodzi o autentyczność, a także o to, że marki chcą jawić się jako wspierające różnorodność i inkluzywność. Twierdzi się nawet, że „New exclusivity is inclusivity”, czyli pokazujemy, że dana marka luksusowa może być dla każdego. To oczywiście nie wynika z samego idealizmu marki, ale z analizy potrzeb rynku i z kalkulacji biznesowej.

Z perspektywy designerów przychodzi nam teraz na myśl najnowszy i najdroższy Iphone Pro, który ma z tyłu wystającą ‘wyspę’ z trzema obiektywami ułożonymi bez ładu i składu. Zupełnie nie w stylu Apple

Nie widziałam tego produktu. I myślicie, że dlaczego to zrobili? To było zamierzone, czy raczej „błąd w sztuce”? (śmiech), bo wiecie, pomyłki się zdarzają najlepszym.

Kolejny przykład, o którym pisaliśmy to Cybertruck Tesli. Dlaczego wygląda tak, jak wygląda? Jest kanciasta, jest brzydka. Śmialiśmy się, że wszyscy rysowaliśmy ją w zeszytach za dzieciaka

No widzicie, tutaj może być jakaś super głęboka analiza – może patrzenie na bryłę tego auta ma nam przypominać o naszych dziecięcych chwilach? To wszystko, co przełamuje bariery i jest wyjątkowe, tak naprawdę w nas siedzi, tylko trzeba to znaleźć.

Duża część naszych czytelników to młodzi przedsiębiorcy i esteci interesujący się szeroko pojętym wzornictwem. Czy uważasz, że można rozkręcić biznes bez identyfikacji i przemyślanej komunikacji?

Cokolwiek powiesz o swojej firmie, to tak naprawdę już budujesz jej tożsamość. Rozumiem, że część przedsiębiorców odsuwa się od marketingu, bo kojarzy się on im z nabijaniem ludzi w butelkę. Fajnie byłoby to odczarować. Moje odczucia są zupełnie odwrotne. Marketing to dla mnie cały proces tworzenia autentycznej wartości i budowania aury pozytywnych emocje wokół marki. To jednoczesne dbanie o potrzeby firmy i klientów. Można działać bez strategii, tylko pytanie, po co sobie to robić? Za każdym razem będziesz opowiadał klientowi coś innego? Jak zatrudnisz pracownika, to pozostawisz go samemu sobie, żeby domyślał się, o co Ci chodzi? Dużo lepiej poukładać sobie te procesy w firmie, zastanowić się jak się komunikować ze swoimi odbiorcami, bo to zwyczajnie ułatwia nam życie.

Kiedyś branding kojarzył się z dużymi korporacjami, dzisiaj dobra komunikacja leży często u podstaw mikroprzedsiębiorstw. Czy to samo dotyczy marek osobowych?

Marki osobowe lub po prostu znani ludzie np. na Instagramie... nie mają logo, być może część z nich posiada strategię marki, ale nie widzimy tego. Tak więc jest marka, zarabia pieniądze, a jej tożsamość to tak naprawdę charakter i działania danej osoby. Tutaj znowu wracamy do tematu zaufania. Jeżeli ufamy bardziej atrakcyjnym osobom, to podobnie będzie w przypadku produktu lub usługi. Ktoś widzi estetyczną ulotkę, przejrzystą stronę www lub kartę menu, to czuje się w dobrych rękach, nawet podświadomie. A tym bardziej wymagający i świadomy konsument, na pewno doceni, że ktoś poświęcił czas na funkcjonalny czy estetyczny „brand experience”. Zobaczcie też, jak my na siebie trafiliśmy. Zobaczyłam fajną nazwę The ARQ w połączeniu z intrygującym obrazem na Faceboku i dzisiaj sobie rozmawiamy. Dlaczego sobie odbierać tę możliwość komunikacji?

W swojej działalności mówisz dużo o samorozwoju i duchowości. Patrząc na biznes i konkurencyjność rynku, uważasz, że osoby niedbające o life balance są skazane na depresję i pracoholizm? Czy wręcz przeciwnie, będą tygrysem sprzedaży i dojdą po trupach do celu?

Pytanie, jaki świat chcemy tworzyć i w jakim żyć? Osobiście nie chciałabym żyć w świecie pełnym piranii, dlatego tworzę sobie taki obraz… jestem tym jednorożcem, na polanie są też inne jednorożce, zróbmy coś fajnego razem (śmiech). Warto dbać o bogactwo zewnętrzne i wewnętrzne i wg mnie te rzeczy się nie wykluczają. Czasem duchowość może oznaczać patrzenie z zachwytem w chmury czy delektowaniem się aromatem kawy. To jest moment, który sobie celebrujemy i jest nasz…

A nie litr kawy na wynos i biegiem przez miasto…

Tak… (śmiech), zimna kawa i potem dwa energy-drinki. Są takie dni, jasne, ale czy chcę tak żyć codziennie? Widać trend na slow life. Samorozwój, joga, mindfulness, to wszystko się dzisiaj rozwija. Biznes jogi jest wart ponad 80 mld dolarów, biznes medytacji ponad 1 mld dolarów. To nie są już niszowe cyfry, a coraz wyraźniejsza potrzeba ludzka. Świadome wybory przedsiębiorcy i konsumenta wynikają z autorefleksji. Więc potrzebny jest nam ten oddech. Na odpoczynek, na pozbieranie myśli, na nic-nie-robienie. Najlepsze pomysły przychodzą często, kiedy odpoczywamy np. podczas spaceru lub pod prysznicem.

Młodzi przedsiębiorcy sami wpadają w taki niezdrowy lęk, przed odrzuceniem lub odmową. Zaniżają wartość swojej pracy, tylko po to, żeby ją wykonać. Co o tym sądzisz?

Rozumiem strach przed utratą zlecenia. Też miewam takie dylematy, ale wychodzę z założenia, że na koniec dnia mój najważniejszy deal to deal ze samą sobą. Jeżeli oferowałabym usługę, której cena w moim odczuciu z góry jest poniżej oferowanej przeze mnie wartości, to odbierałabym moc już na starcie. Nie miałabym zapału, aby ją całą sobą polecać i promować. Nie miałabym cierpliwości dla klienta, aby wysłuchać dodatkowych uwag. Twój błysk w oku, twoja energia poświęcona w komunikację z klientem – to musi być część cennika. Kalkulujmy cenę pełną i wierzmy w to, co oferujemy światu. Uczmy się też jak komunikować zalety naszej marki. Najważniejsze jest uświadomić sobie, na jakie potrzeby klienta odpowiada Twój produkt czy usługa – potrzeby racjonalne i emocjonalne. Biznes to nie jest prosta gra, ale zarazem jest bardzo fascynująca. Szczególnie na początku takiej drogi przedsiębiorcy okazuje się, że musimy wykonywać wiele funkcji naraz: być twórcą produktu, marketingowcem, sprzedażowcem, finansistą itd.

Często powtarzamy przedsiębiorcom, że najczęściej sami rzucają sobie te kłody pod nogi. Nie potrafią wycenić swojej pracy, pytają o to innych, a wystarczy zapytać siebie. Jak, w takim razie, prawidłowo wycenić usługi lub produkt?

Tutaj są dwa aspekty, po pierwsze cena jest nośnikiem wizerunku. W momencie, kiedy damy za niską cenę, to nie oznacza, że sprzedamy więcej. Pojawią się podejrzenia… super wypasiony pokój dla dwojga za 20 zł na dobę? No coś tu nie gra. Kiedy ktoś mi obiecuje złote góry w niskiej cenie, no to natychmiast mam obawy, że ta osoba nie wie, co sprzedaje i że mnie zawiedzie. Po drugie... w negocjacjach, wbrew utartym przekonaniom, częściej wygrywa ten, który pierwszy poda cenę. Jesteśmy ludźmi, chodzi o to, żeby się dogadać i robić fajne rzeczy. Zadowolony kontrahent to może być ambasador Twojej marki na całe życie.

Czy możesz powiedzieć naszym czytelnikom, jak radzisz sobie z krytyką? Jak najlepiej radzić sobie z ludźmi, którzy krytykują pracę, nie zdając sobie sprawy ile energii i czasu ona pochłania?

Moja przyjaciółka zdradziła mi mega fajny patent. Jest taki mechanizm psychologiczny. Wyobraź sobie, że ktoś mi mówi “Luksus? Co ty w ogóle Aga promujesz? Jakieś tandetne torebki?” i teraz… mamy takiej osobie tłumaczyć, czym jest luksus lub jak wygląda nasza praca? Okazuje się, że to są ludzie, którzy szukają po prostu pewnego rodzaju kontaktu z nami, bo przecież wybrali właśnie nas, żeby rzucić nam tą obelgą w twarz (śmiech)... Wystarczy, że odwrócimy to o 180 stopni i np. zapytamy… ale dlaczego tak uważasz? Co się wydarzyło, że masz taką opinię? Zamiast bronić naszego świata i się tłumaczyć, warto ich pociągnąć za język do opowiedzenia własnej historii i zauważyć, że jest to szansa na poznanie się.

Czyli warto być otwartym, nawet w tych nieprzyjemnych sytuacjach?

Dbając o mój osobisty wellbeing, wybieram, aby być otwartą i nie unosić się zbyt szybko. Ale to też nie znaczy, że mam poświęcać swój czas na dyskusje z każdym. Priorytety! Jeszcze jedna rzecz przychodzi mi do głowy... Jak często komplementujemy samych siebie? Jak wyglądają dialogi w naszej głowie? Ile razy dziennie celebrujemy sukcesy, a ile myślimy o problemach? Nie dziwmy się, że czasami opinie innych są szorstkie lub nieprzemyślane, bo Ci ludzie rozmawiają tak sami ze sobą. Co więcej, my sami ze sobą tak często rozmawiamy. Wydaje mi się, że już samo umiejętne posługiwanie się słowem jest już pewnego rodzaju wyższą wrażliwością.

Gdybyś mogła jeszcze opowiedzieć nam o swoim wykładzie „Zarządzanie marką luksusową”, który odbędzie się 25 marca na SGH w Warszawie. Dla kogo jest ten wykład? Czy jest to jakaś wewnętrzna potrzeba?

Wykład jest dla firm i osób, które chcą inspirować się podejściem marek luksusowych w budowaniu biznesu (np. zyskownością czy marketingiem emocji) lub dla tych, którzy chcą poznać bliżej środowisko marek luksusowych, aby odnosić w nim sukcesy jako pracownik czy kontrahent. Pomysł na wykład wziął się z rozmów z klientami. Zauważyłam, że samo doradztwo to za mało. Długofalowe zmiany wymagają rozwoju biznesowej wyobraźni, m.in. poprzez edukację Szkoła ‘dobrych procesów’, którą wyniosłam z pracy z LVMH, jest tak obszerna, nie jestem w stanie przekazać tej wiedzy, każdemu z osobna. Klienci na spotkaniu często szukają inspiracji i edukacji, potrzebują pomocy w ustrukturyzowaniu ich biznesowego wyzwania. Wykład to esencja inspirującej wiedzy w pigułce. To także szacunek dla mojego czasu. Klienci zawsze mają szereg pytań. Ciężko czasami odmówić klientowi odpowiedzi. Ale pamiętajmy też, że wiedza jest naszym produktem. Nie mogę jej rozdawać bez limitów. Dzięki wykładom, czy warsztatom, mogę ją klientom przekazać na partnerskich zasadach. Kolejnym krokiem jest kurs on line. Jest już gotowy. Ma 90 minut, a jego główny trzon to ćwiczenia-pytania dla Uczestnika. Jest teraz w fazie testów. Pierwsi recenzenci są zachwyceni, co dobrze wróży. Osoby zainteresowane zachęcam do śledzenia Ambasady Inspiracji na Facebooku i Instagramie.

Agnieszko dziękujemy Ci bardzo za spotkanie i czas...

A ja dziękuje za wysokoenergetyczną rozmowę.

BILETY NA WYKŁAD AGI


Akupunktura kosmetyczna, piękno bez botoksu

W dzisiejszych czasach każdy dąży do perfekcji we wszystkich dziedzinach życia. Zasada ta dotyczy także urody i piękna. W pewnym sensie powróciliśmy do czasów starożytnego Rzymu, czyli do kultu ciała. Najwięcej uwagi skupia nasza twarz. Chcemy prezentować się świeżo, młodo i przede wszystkim bez zmarszczek. Aktualnym rozwiązaniem tej potrzeby jest botoks, czyli kwas botulinowy, wstrzyknięty bezpośrednio pod skórę.

Jak działa botoks?

Botoks, w dużym skrócie, powoduje paraliż mięśni, co skutkuje likwidacją zmarszczek i wygładzeniem powierzchni twarzy. Problem polega na tym, że jest to widoczne w znaczeniu pejoratywnym. Mimika staje się nienaturalna, ponieważ paraliż jednych mięśni zaburza prawidłową pracę innych. Nie działają one ze sobą w synergii, na przykład podczas czynności mówienia, czy oddychania. Negatywnym efektem tego zjawiska jest określanie takich osób jako „zrobione twarze”.

Alternatywą dla piękna naszej twarzy może być coraz popularniejsza akupunktura kosmetyczna. Sztuka znana od około 8 tysięcy lat, a akupunktura kosmetyczna od ponad tysiąca. Kochanki cesarza z dynastii Song w Chinach stosowały ją w celu upiększenia. Czy metoda, która przetrwała tyle lat, może być nieskuteczna?

Wygląd naszej skóry i twarzy jest naszą wizytówką, ściśle łączy się ze stanem narządów wewnętrznych.

Na przykład: worki pod oczami wskazują na słabą pracę nerek, natomiast szary wygląd naszej skóry może oznaczać problemy z wątrobą. Odpowiedzią na te dolegliwości jest akupunktura, która wpłynie pozytywnie na nasz ogólny stan zdrowia. Jak działa akupunktura kosmetyczna? Akupunktura kosmetyczna polega na nakłuwaniu twarzy bardzo cienkimi igłami w celu rozszerzenia naczyń krwionośnych. Dzięki temu krew dostarcza więcej tlenu oraz substancji odżywczych do tkanek. Poprawia się również naturalna zdolność organizmu do produkcji kolagenu, co wpływa na spłycenie bądź eliminację zmarszczek. Pierwsze efekty, takie jak odżywienie skóry, jej promienny i młodszy wygląd widoczne są już po 2-3 zabiegach, natomiast po wykonaniu całej serii, czyli od 7 do 10 zabiegów, zauważymy zdecydowaną zmianę w wyglądzie naszej skóry twarzy.

Dlaczego warto?

Ta metoda utrzymania młodego wyglądu zyskała uznanie wśród celebrytów i gwiazd Hollywood takich jak Jessica Alba, Lady Gaga czy Kim Kardashian. Śmiało! Sprawdźcie u wujka Google. Co najbardziej przemawia za akupunkturą kosmetyczną? To, że jest metodą bezpieczną, efektywną i naturalną. Poprzez prosty zabieg pobudzamy organizm do działania. Skuteczność? Zdecydowana większość osób widzi poprawę wyglądu skóry twarzy już po pierwszym zabiegu.

 

Autor: COŚ UQO - Krzysztof Karwowski

LAOWA by Venus Optics, profesjonalne szkła warte uwagi

Poprzednie dziesięciolecie było bardzo owocne dla chińskich firm fotograficznych, co świetnie widać na rynku obiektywów. W sklepach i na aukcjach internetowych nie brakuje marek o egzotycznie brzmiących nazwach, ale większość z nich to tandeta udająca złoto albo tanie zamienniki japońskich i niemieckich szkieł. Na szczęście coraz więcej firm próbuje wyłamać się z tego schematu i tworzy produkty, które nie muszą konkurować jedynie ceną. Moim osobistym odkryciem jest Venus Optics, dla którego innowacyjność i nieszablonowe podejście stanowi filozofię działania.

Firma założona w 2013 roku w Chinach zatrudnia obecnie 131 pracowników (dla porównania Nikon - 25000 osób) co stawia ją w jednym szeregu z lubianym za przystępne ceny Samyangiem. Swoje pierwsze obiektywy sygnowane marką Laowa stworzyła dzięki finansowaniu z platformy Kickstarter. Specjalnością firmy są obiektywy szerokokątne, makro i szerokokątne makro (sic!). W swojej ofercie mają 14 szkieł, a w nich takie cuda:

Laowa 15mm f.2 FE ZERO-D

 

W dniu premiery ta szerokokątna stałka do pełnoklatkowych korpusów była najjaśniejszym obiektywem w swojej klasie. ZERO-D oznacza, że konstruktorzy praktycznie całkowicie wyeliminowali dystorsję. Obecnie obiektyw ma silnego konkurenta ze stajni Sigmy, ale cena, wielkość i możliwość zastosowania tradycyjnych filtrów sprawia, że jest bardzo atrakcyjną opcją dla fotografów architektury czy nocnego nieba.

Laowa 15 mm f/4 Wide Angle Macro

Kolejna “piętnastka” chińskiego producenta to fotograficzny mush-up obiektywu szerokokątnego i makro. Dzięki temu połączeniu możemy fotografować małe obiekty wraz z tłem. To zupełnie nowa i niespotykana w fotografii perspektywa. Jakby atrakcji było mało, twórcy postanowili dorzucić jeszcze funkcję shift (!). Fotografowanie pająków na tle wieżowców nigdy nie było prostsze.

Laowa Probe 24 mm f/14

Przy tym szkle nawet radziecki fotosnajper zdaje się zwykłym akcesorium. Probe ma aż 41 cm długości a jego przednia soczewka jedynie 2 cm średnicy, przez co wygląda jak mały monopod wkręcony w mocowanie obiektywu. Oczywiście ten kuriozalny wygląd ma swoje uzasadnienie. Pozwala maksymalnie zbliżyć się do fotografowanych obiektów i dotrzeć w nieosiągalne wcześniej miejsca. Przednia część obiektywu jest wodoszczelna i można bez obaw zanurzać ją w płynach.

Obiektyw posiada aż 27 soczewek rozmieszczonych w 19 grupach, co zdaniem producenta pozwala zachować większą ilość detali od klasycznych obiektywów makro. Nietypowa budowa wiąże się niestety z ograniczeniem ilości wpadającego światła. Minimalna przysłona f14 wymusza bardzo dobre oświetlenie planu. Inżynierowie częściowo wyeliminowali ten problem montując wokół przedniej soczewki 10 diod LED do doświetlania planu.

Laowa 105mm f/2 STF

Ten krótki portretowy tele to najbardziej klasyczna konstrukcja w zestawieniu. Venus Optics nie poszło jednak na łatwiznę i dorzuciło swoje pięć groszy. 105 Laowa ma największą wśród konkurentów ilość soczewek i elementów specjalnych. Najważniejszym z nich jest pierścień STF (Smooth Trans Focus). To dodatkowa 14-listkowa przysłona, za pomocą której możemy regulować wygląd nieostrości, czyli tzn. Bokeh.

Venus Optics udowadnia, że chiński sprzęt fotograficzny nie musi być jedynie tanim zamiennikiem dla markowych produktów. Pokazuje, że na dość hermetycznym rynku obiektywów jest jeszcze miejsce na innowacje i wyłamywanie się ze schematów. W końcu w fotografii najważniejsza jest kreatywność.

Autor: paplinski.photo

Science fiction, kiedy przestało być fiction?

Odpowiedzmy sobie na jedno ważne pytanie. Kto nie zna gatunku science fiction? Czy to w literaturze, czy w filmie, ba! nawet w grach komputerowych. Science fiction jest z nami od lat 60. XIX wieku. Swoje początki miało w literaturze, jednak dzięki ciekawemu obrazowi świata przedstawionego szybko zostało zaadaptowane do filmów, a później do gier.

Stanley Kubrick i wizja przyszłości

Jako początek rozwoju science fiction w filmie możemy uznać również lata 60., lecz tym razem XX wieku. Prekursorem gatunku był Stanley Kubrick ze swoim filmem 2001: Odyseja Kosmiczna. W późniejszych latach wspomniane dzieło stało się inspiracją dla Gwiezdnych Wojen i innych filmów fantastycznonaukowych. Gatunek rozwijał się coraz bardziej, a wraz z nim rozwijała się technologia. Ten artykuł będzie poświęcony temu, co znalazło się w filmach Si-Fi i było nazwane fikcją naukową, a dziś jest już codziennością.

Drzwi automatyczne i Magiczne Oko

Pierwszym przykładem, o którym nie mogę nie wspomnieć, są drzwi automatyczne, czyli te działające na fotokomórkę. Po raz pierwszy ta technologia została wykorzystana jako czujnik poruszający mechanizmem drzwi automatycznych. W restauracji Wilcox’s Pier w USA w 1931 roku. Wykorzystano ją w drzwiach obrotowych, które dzieliły kuchnię od sali z gośćmi. Pracownicy restauracji nazwali ją „Magicznym okiem”. Magiczne oko było czymś wyjątkowym i niespotykanym. Dziś drzwi automatyczne nie robią na nas żadnego wrażenia. Widzimy je codziennie i nawet nie zwracamy na nie uwagi. W Odysei Kosmicznej Kubrick wykorzystał drzwi otwierane przyciskiem. Taki rodzaj wejścia spotykamy dziś np. w komunikacji miejskiej i zdecydowanie nie budzi to naszego zachwytu. W Gwiezdnych Wojnach czy w Star Treku widać już standardowe drzwi automatyczne działające na zasadzie „kosmicznej” fotokomórki.

ASYSTENT HAL 9000

Wróćmy do Odysei Kosmicznej, bo ta pokazuje kolejny wyjątkowy gadżet, jak na tamte lata. Komputer rozmiarów dzisiejszego smartfonu. Jak dobrze wiecie, pierwsze super komputery zajmowały powierzchnię kilku metrów kwadratowych. Ten, który pokazał Kubrick, miał na imię HAL, był ultranowoczesny i miał kilka ciekawych funkcji. Maleńki komputer kierował misją kosmiczną, podtrzymywał przy życiu członków załogi oraz zarządzał wszystkimi urządzeniami na statku! Komputer był inteligentny, wyposażony w sztuczną inteligencję i uczył się na bieżąco. Ta jak to w filmach bywa, sztuczna inteligencja zawiodła i HAL doprowadził do śmierci prawie całej załogi. Co ciekawe HAL 9000 był w stanie czytać z ruchu warg dzięki wbudowanej kamerze. Obecne komputery jeszcze nie mają sztucznej inteligencji ani nie są w stanie rozszyfrować słów z ruchu warg. Jednak wiele aspektów tego „urządzenia idealnego” mamy dziś w swojej kieszeni. W sumie to mamy o wiele więcej.

Procesor pierwszego PlayStation jest sercem sondy kosmicznej New Horizons. Stary sprzęt? Owszem, ale dzięki niemu sonda doleciała do Plutona i zrobiła zdjęcia tej jakże odległej planety

Jak widzicie, już w latach 90. mieliśmy całkiem potężny sprzęt w domach, a nawet o tym nie wiedzieliśmy. Warto zostać jeszcze chwile przy HAL’u 9000, bo był to komputer, który również mówił. Dzisiejsze komputery też do nas mówią, ale najczęściej, kiedy sami pytamy je o zdanie. No właśnie, pod koniec lat 60. raczej nikt nie myślał, że będzie mógł codziennie rozmawiać z jakimkolwiek urządzeniem. W 2020 roku jest to praktycznie standard. Asystent Google, Alexa czy Siri sprawdzają się na co dzień przynajmniej u niektórych użytkowników. Jedziesz autem? Chcesz zadzwonić, zamówić Ubera, a może napisać wiadomość? Większość podstawowych funkcji jesteśmy w stanie załatwić poleceniami głosowymi. Tak, jest ogromna różnica między sztuczną inteligencją a asystentem głosowym, jednak wszystko zmierza w kierunku rozwoju AI. Jej aparatem mowy prawdopodobnie zostanie program w większości oparty na obecnym asystencie głosowym.

MBUX i AI, Mercedes jest blisko!

W sumie, gdyby przyjrzeć się uważnie najnowszej technologii to Mercedes stworzył cyfrowego asystenta głosowego, który jest inny od wcześniej wymienionych. Dlaczego jest inny? Otóż wcale nie trzeba mówić do niego dokładnymi komendami, tylko zdaniami, które zachowają sens komendy. Wystarczy powiedzieć, że jest nam za gorąco, a Mercedes obniży temperaturę w samochodzie. To nie wszystko! Mercedes MBUX uczy się obcowania z nami i tego, co do niego mówimy. Co więcej, mówimy o asystencie wewnątrz samochodu, którego używamy codziennie. Przyjdzie taki dzień, że komputer jeszcze trafniej będzie reagował na to, co do niego mówimy i będzie w stanie przewidzieć, czego od niego oczekujemy. To oznacza prawdziwą rewolucję w rozwoju asystentów głosowych.

Z jednej strony wszystko w filmach Si-Fi wydaje się tak bardzo odległe, że wręcz nieprawdopodobne. Cóż, to tylko złudne wrażenie. Jak widzicie, ciągle znajdujemy podobieństwa do tego, co było przedstawiane w gatunku Si-Fi, a dziś jest dla nas codziennością.

 

Autor: Mateusz Jamroz

Co było pierwsze... jajko, kura czy Tesla? Odpowiedź może Was zaskoczyć

Co było pierwsze, jajko czy kura? To zagadka, na którą odpowiedzi pewnie nigdy nie poznamy, ale gdybym spytał Cię: Co było pierwsze, żarówka czy samochód elektryczny? Jeżeli pomyślałeś o żarówce to przykro mi, nie masz racji. Już w latach trzydziestych XIX w. budowano pierwsze pojazdy elektryczne, natomiast pierwsze próby skonstruowania żarówki to lata czterdzieste XIX w. Jak wspomniałem były to próby, bo pierwszą w miarę poprawnie działającą żarówkę świat zobaczył dopiero ok roku 1879 za sprawą Thomasa Edisona i świeciła ona oszałamiające 8 minut.

Pewnie myślisz, że elektryczne taksówki to również nowość? Jeździły po ulicach Londynu, Berlina, Paryża, Moskwy i Nowego Yorku już na przełomie XIX i XX w. Co więcej, pierwszym samochodem, który pokonał barierę 100 km/h nie było auto spalinowe, tylko elektryczne. Dokonał tego w 1899 roku Belg, Camille Jenatzy, a samochód nazywał się Jamais Contente, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „wiecznie niezadowolona”.

Zapomnijmy o ekologii… ale tylko na chwilę

Skoro ustaliliśmy, że „elektryki” towarzyszą nam od początków motoryzacji, to zapomnijmy na chwilę o ekologii i o tym, że samochody elektryczne są remedium na problemy związane z czystym powietrzem, efektem cieplarnianym i topniejącymi lodowcami. Te argumenty wszyscy znamy, a dyskusja na ten temat ciągle trwa.

Jeżeli nie w trosce o środowisko, to dlaczego ktoś chciałby jeździć autem elektrycznym zamiast spalinowym? Powodów jest kilka. Zacznijmy od tych prozaicznych. W aucie elektrycznym nie trzeba wymieniać oleju w silniku co kilkanaście tysięcy kilometrów. Nie trzeba wymieniać go nigdy, bo silnik elektryczny go nie potrzebuje. Olej w skrzyni biegów? Samochód elektryczny jej nie posiada. Nie trzeba wymieniać płynu chłodzącego, rozrządu, regulować zaworów, czyścić wtrysków, wymieniać sprzęgła, układu wydechowego itd. itd… lista jest długa. Ba! Nowoczesnym autem elektrycznym można tak jeździć, że prawie nie trzeba używać hamulców. W trybie maksymalnej rekuperacji korzystamy tylko z jednego pedału przez większość czasu.

Hmm... brak sprzęgła i skrzyni biegów... Czy słyszycie tą radość adeptów szkół jazdy, którzy przestaną tracić pierwsze godziny na naukę ruszania samochodem?

Silnik spalinowy posiada kilka tysięcy części, wiele ruchomych, a każda z nich zużywa się lub podlega wymianie. Mówimy, więc o setkach potencjalnych źródeł awarii. Silnik elektryczny natomiast składa się z kilkudziesięciu części i tylko niewielka ilość się obraca, zatem ryzyko awarii znacząco spada. Dobrze, ale przecież silniki spalinowe są już bardzo dopracowane i niezawodne. Tak to prawda, ale silnik spalinowy, jak każde inne urządzenie, możemy ocenić pod względem sprawności. A tu niestety w porównaniu z silnikiem elektrycznym nie ma on szans. Sprawność najnowocześniejszych silników spalinowych jest na poziomie 40%, gdzie w przypadku silników elektrycznych ta wartość sięga 90%.

Co to w ogóle znaczy? No cóż w największym skrócie oznacza to tyle, że silnik spalinowy tylko w niewielkim stopniu wykorzystuje energię cieplną zawartą w paliwie i zmienia ją w energię mechaniczną, czyli w ruch. To oznacza, że ponad połowa tej energii dosłownie ulatuje w postaci spalin. Jest pochłaniana przez czynnik chłodzący oraz jest wykorzystywana do pokonania tarcia, jakie powstaje między samymi elementami silnika. Żeby to zobrazować, wyobraźcie sobie, że tankując 50 litrów paliwa, tylko 20 litrów zamieniamy na realną pracę. Pozostałe 30 litrów służy tylko do podtrzymania pracy motoru.

Samochody elektryczne uratują tradycyjne auta

Samochód elektryczny nie jest doskonały. Jest nadal relatywnie drogi w zakupie i ma ograniczony zasięg. Biorąc jednak pod uwagę, ile czynności serwisowych nam odpada, to jego cena w dłuższej perspektywie okazuje się bardzo sensowna. Na ten moment elektryk, jako główne auto w rodzinie, może wiązać się z pewnymi ograniczeniami, ale jako drugi pojazd ma wiele zalet.

Tak więc zastanów się przy wyborze kolejnego auta. Może mały elektryk wystarczy, żeby zawieźć dzieci do szkoły, pojechać do pracy, zrobić zakupy. Na weekend i dłuższe wycieczki możesz zawsze wybrać ukochane V8, które wisiało na plakacie w Twoim pokoju.

 

Autor: Karol Skotnicki